Redakcja: O co chodzi w segregacji odpadów?

Michał Paca: Chodzi w niej o to, żebyśmy wykorzystywali odpady ponownie. A sortujemy je tak naprawdę wyłącznie dlatego, że chcemy, aby docierały do sortowni suche. Jeżeli takie będą, to nie ma wtedy znaczenia, czy będą zmieszane i jak. Suchy odpad to odpad, który maszyny świetnie rozdzielą na właściwie kupki. W związku z tym, że w Polsce zaczęliśmy segregować surowce, których mamy stosunkowo niewiele, takie jak szkło, papier, metale i plastik, to nasza zbiórka jest jednak trochę niedostosowana do struktury odpadów, które produkujemy.

Czy segregacja odpadów w domu ma sens?

Tak. Jeżeli jesteśmy w ramach jakiegoś systemu, to powinniśmy się do niego dostosowywać. Jeśli ja nie segreguję, a segregują inni albo co gorsza, ja segreguję inaczej niż się powinno, to mogę zanieczyścić znaczną ilość już posegregowanych odpadów. Wyrządzę dużą szkodę szczególnie poprzez zanieczyszczenie ich odpadami mokrymi, bo mokry papier jest bezwartościowy. Opakowania plastikowe, metalowe, szklane, które mają w sobie dużo organiki, czyli pozostałości jedzenia, są zazwyczaj źle rozdzielane przez zautomatyzowane sortownie. Będąc w takim systemie, sortujmy w domach, ponieważ jest to fundament tego, żeby coś zaczęło się zmieniać.

Co w odpadach stanowi największy problem?

Największy problem w odpadach stanowi właśnie wilgoć, czyli element niesiony z żywnością. Gdybyśmy oddzielali absolutnie rygorystycznie wszystkie odpady żywnościowe, to moglibyśmy mieć tylko jeden pojemnik na odpady suche, ale pod warunkiem, że dopilnowalibyśmy, żeby one naprawdę takie były. Wszystkie opakowania po jogurtach czy olejach musielibyśmy po prostu wypłukać, wysuszyć i dopiero wtedy do tego rodzaju pojemnika włożyć.

Jaka jest największa bolączka polskiego systemu segregacji odpadów?

Polski system segregacji odpadów to implant systemu, który nieźle działa w zachodniej Europie, ale działa tak, ponieważ tam mają inne odpady. W Polsce produkujemy około 300 kg odpadów na mieszkańca. W tych 300 kg odpadów, surowców, papieru, metalu, plastiku czy szkła do wyciągnięcia jest maksymalnie około 100 kg. Większość naszych odpadów to natomiast odpady pochodzenia organicznego albo nierozłącznie z nim związane, jak na przykład zatłuszczony papier lub zabrudzone opakowania.

Unia Europejska zapłaciła nam tymczasem za to, że powielamy jej błędy. Przy takiej morfologii odpadów jak w Polsce, gdzie mamy bardzo dużo organiki i stosunkowo niedużo surowców wspomniany system nie ma dużego sensu. Na odwrót niż w innych krajach UE, gdzie produkuje się 600 kg odpadów na mieszkańca i występuje mnóstwo odpadów surowcowych, a mniej więcej taka sama ilość odpadów organicznych. Tam był więc sens, żeby zacząć od zbiórki rzeczy, które mają wartość. W Polsce powinniśmy zaś zrobić inaczej, zacząć od zbiórki odpadów organicznych i to bardzo restrykcyjnej. Zbiórka odpadów organicznych to oczywiście wyzwanie pod względem logistycznym, ale także rzecz bardzo intuicyjna. Dzisiaj, w nowym systemie, które funduje nam wiceminister Mazurek istnieją 62 wskazówki na temat tego, jak segregować odpady. Większość z nas nie pamięta 10 przykazań. 62 wskazówki odnośnie segregacji odpadów z wyjątkami dla każdej gminy wydają się więc jeszcze bardziej nie do ogarnięcia.

Złych w naszym systemie odpadowym jest kilka rzeczy. Zaczęliśmy go wdrażać źle, bo ten sposób byłby dobry dla krajów wysokorozwiniętych mających dużo odpadów surowcowych, a nie dla kraju, w którym powinniśmy się skupić na odpadach organicznych. Nasz system jest zły, bo jest skomplikowany, a skomplikowane systemy nie działają. Jeżeli spodziewamy się, że zwiększając liczbę pojemników w każdym domu będziemy mieli lepsze odpady, to jesteśmy w błędzie, tym bardziej, że bardzo wiele z nich pojedzie do sortowni odpadów przygotowanych do pracy z odpadami zmieszanymi.

Proszę sobie wyobrazić linię sortowniczą, przy której stoi osiem osób, dwie są odpowiedzialne za wyciągnięcie szkła, dwie za różnego rodzaju plastiki, dwie za papier, itd. Jeśli ja na tę linię puszczę wyłącznie plastik, to sześć osób będzie bezrobotnych. I owszem można robić tak, że puszcza się tylko plastik, ale w praktyce sortowniom łatwiej jest przed wrzuceniem na linię sortowniczą zmieszać odpady, które przyjeżdżają w różnych workach. I to się dzieje w praktyce. Z kolei założenie, że więcej pojemników w domach jest spełnieniem jakiegoś wymogu unijnego to również niezrozumienie tych przepisów. UE mówi, że do 2025 r. mamy poddać recyklingowi 60% odpadów. Jeżeli nam się to nie udaje, to przynajmniej wprowadźmy tę zbiórkę selektywną, która jest sugerowaną drogą przy braku innego sposobu. Uważam, że w Polsce biorąc pod uwagę instalacje, które zbudowaliśmy za unijne pieniądze, przygotowane do wysortowywania odpadów surowcowych ze zmieszanego strumienia, powinniśmy się skupić na tym, żeby ten zmieszany strumień był jak najbardziej suchy. Innymi słowy bardzo rygorystycznie zbierać odpady żywnościowe, a pozostałe odpady im będą suchsze, tym więcej surowców z nich wyjmiemy.

Oglądaj całość