Od czasu, gdy Polacy utracili państwo w wyniku rozbiorów nasze bezpieczeństwo zewnętrzne nigdy już nie było zbyt pewne. Mamy zakodowane, że utrzymanie niepodległości państwa zależy nie tylko od nas Polaków, a więc w pewnym sensie nasza niepodległość jest jakby uwiązana do czegoś!

Tej problematyki dotyczy właśnie kolejna praca Leszka Moczulskiego pt. Wojna prewencyjna, czy Piłsudski planował najazd na Niemcy? wydana przez wydawnictwo Bellona w Warszawie, w 2017 roku na 351 stronach. Trzeba wspomnieć, że wymieniona pozycja tworzy w pisarstwie  L. Moczulskiego pewną ciągłość w kontekście prowadzonych przez autora rozważań (choć można by było użyć także określenia badań)  przyczyn i skutków przegranej przez II RP wojny w 1939 r., w wyniku czego Polacy kolejny raz utracili państwo. L. Moczulski opublikował, co najmniej kilka prac, w których poruszał zagadnienie wyprzedzającego (prewencyjnego) użycia siły w relacjach między państwami, w tym m.in.: Rozgrywka dyplomatyczna w przededniu wojny i działania obronne we wrześniu-październiku 1939 (1972), Wojna Polska 1939 (2009), Czytaliśmy Piłsudskiego: Rozmowy z Leszkiem Moczulskim (2016).

W ostatnim opracowaniu Moczulski zajmuje się dość szczegółowo sprawą wojny prewencyjnej, którą miał planować Józef Piłsudski w 1933 r. przeciwko hitlerowskim Niemcom. Choć faktycznie temat ten stanowi pretekst do podjęcia problematyki dotyczącej wykorzystania w polityce zagranicznej siły militarnej, w celach prewencyjnych. Albo utraconych okazji żeby zniszczyć reżim Hitlera zanim ten wywołał wojnę światową.  Moczulski odwołuje się do konkretnych zdarzeń, które miały miejsce w Europie, w latach 30. XX wieku.  Zwraca uwagę i analizuje okoliczności dotyczące wkroczenia Wehrmachtu do Nadrenii (marzec 1936), Anschlussu (marzec 1938), dezintegracji Czechosłowacji w rezultacie układu monachijskiego (sierpień/wrzesień 1938). Ale swoje rozważania prowadzi w sposób,  który uświadamia Czytelnikowi diabelską przebiegłość strategii Hitlera, który realizując ten scenariusz gromadził potencjał do rozpętania wojny. Moczulski zwraca ponadto uwagę na fakt, że Hitler realizował swoją politykę formalnie bez naruszania obowiązujących układów, choć w oczywisty sposób ta polityka podważała bezpieczeństwo innych państw i ład międzynarodowy zorganizowany przez traktat wersalski. Wywody autora zdają się wskazywać, że polityka zagraniczna hitlerowskich Niemiec, usprawiedliwiała użycie siły militarnej przeciwko temu państwu. Taki właśnie charakter miała propozycja Piłsudskiego w 1933 r. obliczona na zaatakowanie hitlerowskich Niemiec, które zbroiły się, wbrew przyjętym zobowiązaniom w Wersalu wyraźnie w celu pozyskania potencjału do odbudowy mocarstwowej pozycji w Europie. Piłsudski miał rację, a Moczulski podkreśla i docenia intuicję Marszałka. Operacja nie doszła do skutku ze względu na odmowę Francji przyłączenia się do tej akcji. Już po śmierci Marszałka sytuacja powtórzyła się w 1936 r., gdy Francja wycofała się z uzasadnionego użycia siły przeciwko Niemcom dla obrony własnych interesów w Nadrenii mimo wyrażonej przez Polskę gotowości do udziału w akcji militarnej na jej korzyść, co autor trafnie i ciekawie przedstawił w rozdziale pt. Nadrenia.

Ponadto udało się  Moczulskiemu wyraziście zwrócić uwagę na tragiczne skutki rywalizacji polsko-czechosłowackiej zarówno w odniesieniu dla tych państw, a w dłuższej perspektywie także dla ich sąsiadów. Bo przecież właśnie ten konflikt [polsko-czechosłowacki] tworzył warunki umożliwiające najpierw Anschluss, a potem układ w Monachium. Choć opinia dotycząca możliwości zatrzymania działań Hitlera w kierunku Austrii i Czechosłowacji przez doprowadzenie do wojny prewencyjnej jest wątpliwa, co wydaje się sugerować autor w rozdziale pt. Sudety, ale bez jednoznacznej konkluzji. Bez wątpienia wspomniane wcześniej zdarzenia tworzyły warunki do wybuchu wojny w Europie. Ale tak się nie stało z wielką szkodą dla strategicznych interesów Polski. Zdaniem Moczulskiego czynnikiem przesądzającym było najpierw wycofanie się Francji z prowadzenia własnej polityki zagranicznej, a potem taktyka działania „o krok” za Brytyjczykami. Prawda, polityka francuska była marna, co nie zwalnia od pytań o odpowiedzialność polityków II RP i skutków popełnionych przez nich błędów? Bowiem wnioski ze studiów militarnych i różnych analiz dokonywanych w sprawie proponowanego przez Piłsudskiego konfliktu militarnego z Niemcami w latach 1932/1933 powinny prowadzić do oczywistego wniosku, że nie posiadaliśmy wówczas wystarczającego potencjału do zabezpieczenia działań wojennych (tak samo było w 1939 r.) i ciągle go nie mamy. Aby skutecznie prowadzić wojnę z hitlerowską Rzeszą potrzebowaliśmy pozyskać dostawy uzbrojenia wytwarzanego przez czechosłowacki kompleks przemysłowy[1]

 Problem polega na tym, że choć L. Moczulski uznaje za możliwe i usprawiedliwione użycie siły militarnej w polityce zagranicznej, w odniesieniu do wszystkich wymienionych przypadków, przeciwko hitlerowskim Niemcom to winą za brak takich działań obciąża wyłącznie innych przede wszystkim polityków francuskich, brytyjskich i czeskich?

Nie jest to ocena nowa. Po drugie, budzi ona określone wątpliwości.   

Przejęcie władzy w Niemczech przez Hitlera stanowiło punkt zwrotny w polityce międzynarodowej także z punktu interesów ówczesnej Polski. Ówczesne kierownictwo państwa polskiego trafnie odczytywało zagrożenie ze strony reżimu hitlerowskiego, który kontynuując w polityce zagranicznej linię weimarską konsekwentnie i skutecznie nagłaśniał problem restrykcji zbrojeniowych wobec Niemiec, jako niesprawiedliwych, a więc wymagających odwołania. A to stanowiło podstawę do formułowania żądań równouprawnienia w zakresie zbrojeń. Uwzględniając potencjały Niemiec i Polski można było łatwo przewidzieć, że w przypadku wycofania ograniczeń zbrojeniowych, szybko uzyskają znaczną przewagę, co znacząco pogorszy bezpieczeństwo II RP. Moczulski bardzo słusznie zwraca uwagę na taktykę zastosowaną przez Hitlera w polityce zagranicznej, odwoływania się do słusznego i sprawiedliwego prawa narodów do samostanowienia, którą faktycznie wykorzystywał, jako pretekst do prowadzenia działań obliczonych na przyłączanie do Niemiec terytoriów zamieszkałych przez większość niemiecką. W praktyce stanowiła przykrywkę umożliwiającą gwałtowne powiększenie potencjału militarnego. Jednocześnie NSDAP i różne jej agendy publicznie kwestionowały status Wolnego Miasta Gdańska i przyznanie Polsce dostępu do morza, przez co terytorium Rzeszy zostało oddzielone od Prus Wschodnich.

Najważniejszy problem był taki, że Niemcy pod kierownictwem Hitlera naruszali w oczywisty sposób porządek ustalony w traktacie wersalskim, a mocarstwa zobowiązane do jego ochrony godziły się z tym stanem. Odmawiały podjęcia działań, przywracających porządek wersalski, a w ostatecznym rezultacie neutralizację zagrożenia ze strony hitlerowskich Niemiec. L. Moczulski trafnie zwraca uwagę na ten aspekt niemieckiej polityki zagranicznej.

Tutaj dochodzimy do problemu wojny prewencyjnej, którą miał planować Marszałek Piłsudski w okresie 1932-1933. Leszek Moczulski przywołuje wiele informacji, odwołując się do dokumentów wytworzonych przez różnych doradców Marszałka i świadectw osób związanych z Piłsudskim, aby jeszcze raz udokumentować i potwierdzić, że planował on wojnę z Niemcami. Tyle tylko, że już wcześniej sprawy te zostały dostatecznie wyjaśnione. Także fakt, że ówczesne władze francuskie odmówiły udziału w operacji militarnej przeciwko Niemcom w 1933 r. W tym sensie informacje przywoływane przez L. Moczulskiego nie wnoszą nowej wiedzy do problematyki dotyczącej sytuacji międzynarodowej na przełomie 1932/1933 i wojny prewencyjnej.

Ale problem niemieckiego zagrożenia był jak najbardziej realny i było w polskim interesie przeprowadzić wojnę prewencyjną dla zapewnienia państwu bezpieczeństwa. Uzasadnione jest pytanie: dlaczego Piłsudski od tego zamiaru odstąpił? Nie było w polskim interesie dogadywać się z Hitlerem tylko go zaatakować! Na początku - w odwołaniu do Clausewitza[2] - warto postawić pytanie, jak został sformułowany cel wojny prewencyjnej z Niemcami? Na ten temat nic bardziej konkretnego nie wiadomo. Posiadamy tylko ogólne stwierdzenie, które przywołuje L. Moczulski: „Maksimum: powstrzymać remilitaryzację Niemiec i zapewnić pokój na całe pokolenie. (…) Minimum: doprowadzić do pokojowego ułożenia względnie dobrosąsiedzkich stosunków z Niemcami i ZSRR, gdyż każdy rok takiej normalizacji tworzy szansę dla Polski”[3]. W rezultacie odłożyć egzekucję na później!

Choć pierwszy cel [wojny z Niemcami] jest bardzo ogólny to jego realizacja bardziej konkretnie powinna zapewniać: zniszczenie albo przynajmniej osłabienie reżimu hitlerowskiego, uznanie zmian terytorialnych na korzyść Polski w WMG, na Górnym Śląsku oraz w rejonie korytarza. Polska mogła ten cel zrealizować wyłącznie na drodze militarnej. W przypadku celu minimum nie można, z góry wykluczać użycia dla jego osiągnięcia siły choć stwierdzenie >>doprowadzić do pokojowego ułożenia<< bardziej uprawdopodabnia dążenie do jego realizacji na drodze negocjacji. Ale w tym drugim przypadku było to działanie obliczone na odsunięcie konfrontacji militarnej na przyszłość. Mimo, że z dokonywanych ocen wynikało, że wówczas sytuacja Polski będzie gorsza bowiem uwidoczni się przewaga potencjałów gospodarczych i militarnych na korzyść Niemiec. Uwzględniając przedstawione okoliczności mogłoby się wydawać ze polska racja stanu stanowi o konieczności przeprowadzenia wojny prewencyjnej. Dlaczego Piłsudski nie podął takiej decyzji?  Do prowadzenia wojny potrzebne są [według opinii Clausewitza] odpowiednie środki, po prostu trzeba mieć odpowiedni potencjał (gospodarczy, militarny, techniczny) żeby planowany cel wojny osiągnąć.

II RP mogła podjąć operację militarną przeciwko hitlerowskim Niemcom we współpracy z Francją i Czechosłowacją albo tylko z Francją albo tylko z Czechosłowacją albo samotnie. Ten ostatni wariant był najbardziej ryzykowny, ale nie niemożliwy. Żeby można było wprowadzić go w życie Polska musiałaby znacznie wcześniej rozpocząć przygotowania do takiej wojny, aby stworzyć potrzebny potencjał (zabezpieczający możliwość prowadzenia aktywnych działań militarnych przez dłuższy okres), przygotować zaprzyjaźnione rządy i opinię publiczną za granicą na przeprowadzenie wojny prewencyjnej, przygotować plany operacji wojskowych do prowadzenie działań ofensywnych celem opanowania strategicznych rejonów na terenie Niemiec, w tym centrów politycznych, administracyjnych i gospodarczych, a także przygotować do tych działań armię i sztaby. Gdyby Polacy wówczas zdecydowali się na akcję militarną musieliby, w pierwszej fazie wojny, w błyskawicznej kampanii opanować Prusy Wschodnie, Górny Śląsk i przeprowadzić, co najmniej dwie wielkie operacje lądowe: jedną z rejonu Bydgoszcz-Toruń- Inowrocław, po obu stronach rzeki Noteć, generalnie, w kierunku Berlina (po wcześniejszym sforsowaniu rzeki Odry) i drugą z rejonu Śląska, generalnie, w kierunku Wrocławia i dalej Drezna (po wcześniejszym sforsowaniu rzek Odry i  Nysy Łużyckiej). Pierwsze zauważenie jest takie, że ówczesna Polska nie mogła prowadzić wojny przeciwko Niemcom z marszu, bez wcześniejszego dłuższego przygotowania. Bowiem w takim przypadku Polska była skazana na klęskę. Można więc stwierdzić, że Polska nie była przygotowana, na przełomie lat 1932/1933, na samodzielną konfrontację z Niemcami. Mogła uczestniczyć w takiej operacji, przeciwko ówczesnym Niemcom, wyłącznie we współpracy z Francją albo Czechosłowacją. Ale te odmówiły udziału w takiej operacji militarnej.

Trzeba też mocno podkreślić, że ówczesne kierownictwo II RP, pod przywództwem Józefa Piłsudskiego, trafnie dostrzegało narastanie zagrożenia dla Polski, w rezultacie polityki ustępstw mocarstw zachodnich wobec Niemców, a z drugiej strony aspiracji Niemców odzyskania mocarstwowej pozycji. Warto zwrócić uwagę na okoliczności, w których zamysł wojny prewencyjnej się pojawił. Najpierw w październiku 1932 r. Mussolini wystąpił z inicjatywą paktu czterech. Było powszechnie wiadomo, że celem tego projektu było zastosowanie rewizjonizmu terytorialnego wobec polski[4]. Potem w grudniu [1932] przedstawiciele pięciu najważniejszych państw: Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch i USA, zgodzili się na przyjęcie formuły podczas Konferencji Rozbrojeniowej, z której wynikało, że jednym z celów konferencji: „powinno być przyznanie Niemcom (…) równości praw w systemie zapewniającym bezpieczeństwo wszystkim państwom”[5]. Owe wydarzenia stanowiły podstawę do sformułowania przez polskich polityków bardziej generalnych wniosków: „(…) że prędzej, czy później dojdzie do konfliktu o ziemie byłego zaboru pruskiego; Polska może liczyć tylko na siebie; Polska tylko na razie jest silniejsza, bo w ogóle Niemcy mają czterokrotnie większy potencjał (…)”[6]. Już na początku 1933 r. miało miejsce zdarzenie, które strona polska mogła wykorzystać, jako pretekst do uruchomienia działań zbrojnych mianowicie w Wolnym Mieście Gdańsku (WMG), „16 lutego [1933], dwa tygodnie po powołaniu Hitlera na urząd kanclerza Rzeszy, sprzyjający NSDAP Senat Gdańska wypowiedział jednostronnie układ z Warszawą[7]. Artykuł Sunday Express, powołując się na agencję prasową Wolffa donosił, że według Hitlera problem Gdańska i polskiego „korytarza” powinien zostać za wszelką cenę rozwiązany (…)”[8]. W odpowiedzi Piłsudski wydał decyzję, w dniu 6.03.1933 r., dotyczącą wysadzenia desantu na Westerplatte z ORP „Willia” celem wzmocnienia tej placówki gdyż policja miejska nie gwarantowała właściwej ochrony polskich interesów w porcie WMG. Jednocześnie delegacja polska uczestnicząca w Konferencji Rozbrojeniowej odmówiła udziału w głosowaniach. To doprowadziło do ostrego starcia pomiędzy dyplomacją polską i francuską. Dopiero przywrócenie przez Senat Gdańska sytuacji prawnej sprzed kryzysu przede wszystkim wcześniejszych uprawnień dla policji portowej spowodowało, że Piłsudski zdecydował o wycofaniu dodatkowego kontyngentu wojskowego z Westerplatte. Był to oczywisty sygnał, skierowany do opinii międzynarodowej, że II RP nie zrezygnuje ze swoich interesów w WMG zagwarantowanych w traktacie wersalskim[9].    

W czerwcu 1933 r. pakt czterech został parafowany przez Włochy, Francję, Wielką Brytanię i Niemców. Ale sytuacja przyspieszyła dopiero na jesieni 1933 r., gdy Niemcy podjęły decyzję, o wycofaniu się w październiku, najpierw z Konferencji Rozbrojeniowej, a zaraz potem, w listopadzie, opuściły Ligę Narodów. Gdy mocarstwa nie zareagowały Piłsudski zdecydował się na własny plan gry z Niemcami, bez oglądania się na mocarstwa.

Jeszcze w maju 1933 r. Marszalek zlecił gen. M. Lepeckiemu, aby Sztab Generalny opracował studium wojny obronnej na kierunku zachodnim, zawierającą koncepcję obrony w przypadku ataku ze strony niemieckiej, z opcją przejęcia inicjatywy strategicznej i przejścia do operacji ofensywnej. Potem Piłsudski wydał zarządzenie, na początku października, w sprawie zgrupowania 12 pułków kawalerii na krakowskich błoniach pod pretekstem uczczenia odsieczy wiedeńskiej. Jednocześnie zarządzono podniesienie gotowości bojowej w okręgach: krakowskim, śląskim, wielkopolskim i rejonie Biedruska, a więc rejonach nadgranicznych z Niemcami[10]. W tym samym czasie polska dyplomacja inspirowała przecieki do prasy i zaprzyjaźnionych środowisk, w różnych stolicach przede wszystkim Paryżu, Rzymie i Berlinie, na temat polskich przygotowań do wojny prewencyjnej z Niemcami. Zdaniem W. Pobóg-Malinowski pewien wpływ na nagłośnienie problematyki wojny prewencyjnej, na początku 1933 r. miał Mussolini. Był on najbardziej zainteresowany paktem czterech celem wywarcia nacisku na Hitlera, aby przyspieszyć jego decyzję w tej sprawie miał mu przekazać w zaufaniu informację z której wynikało, że Francja przygotowuje  wojnę prewencyjną. Ta informacja została nagłośniona w Europie. Szczególne poruszenie wywołała w Niemczech, gdzie różne przypadkowe wydarzenia z Francji, Czechosłowacji i Polski zaczęto łączyć i co stało się przyczyną sformułowania opinii na temat możliwości interwencji antyniemieckiej. Piłsudski raczej nie myślał o wojnie prewencyjnej przeciwko Niemcom. Gdy jednak koncepcja wojny prewencyjnej pojawiła się w Europie uznał, że pojawiła się niepowtarzalna okazja[11]. Zdaniem byłego ambasadora niemieckiego H. Dirksena, Hitler: „nie chciał podtrzymywać napięć między Niemcami a Polską – przeciwnie – pragnął współpracy z Polską. Neutralność Polski była mu potrzebna jako korytarz do Rosji. Różnice pomiędzy Niemcami a Polską wydawały mu się drugorzędne (…) postanowił bowiem zredukować terytorialne roszczenia Niemiec wobec Polski do minimum (…) Gdyby powiodła się polityka wobec Rosji (…) Polska stałaby się wasalem Niemiec, zależnym od ich woli. Nie mógł się mylić szukając zbliżenia z Polską (…)”[12]. Stwierdzenie Dirksena zdaje się potwierdzać opinia historyka brytyjskiego, którą przywołuje J. Karski: „ (…) przekonawszy się raz, że Francja i Wielka Brytania nie tylko są dalekie od bezpośredniej akcji zmierzającej do unicestwienia narodowego socjalizmu, ale w istocie tajnie negocjują z Niemcami i Włochami porozumienie kosztem Polski, Marszalek nie zawahał się podjąć w środki. Znalazł się w czołówce wyścigu appeasement i wygrał go o pierś, unieważniając równocześnie dotychczasowe wysiłki swoich współzawodników (…)”[13].

Idąc za W. Putkiewiczem  można stwierdzić, że okres groźby wojny prewencyjnej należałoby podzielić na dwa podokresy – pierwszy to marzec-kwiecień 1933 r., a drugi to październik 1933 r. W pierwszym okresie Piłsudski wykorzystywał wytworzoną atmosferę zagrożenia, którą umiejętnie podsycał. W drugim – sytuacja była zbyt poważna na pokerowe zagrywki i wszystko wskazuje na to, że Piłsudski brał pod uwagę konflikt zbrojny z Niemcami. Pierwszy podokres służył przede wszystkim do sondowania potencjalnych sojuszników; był to swoisty test wobec Francji i Czechosłowacji. W drugim podokresie chodziło o definitywne, przynajmniej czasowe, rozwiązanie sporów polsko-niemieckich[14].  

Na podstawie zaprezentowanych informacji można powiedzieć, że J. Piłsudski w latach 1932/1933 raczej nie planował wojny prewencyjnej w sensie użycia siły militarnej. Jego polityka, w tym wszystkie użyte do jej realizacji narzędzia,  zmierzała do uniknięcia bezpośredniej konfrontacji i wypracowania porozumienia z Hitlerem. Co się udało, gdy został podpisany układ o nieagresji. pomiędzy II RP i Niemcami w styczniu 1934 r.

Zostało ono uznane za wielki sukces polityczny Polski i osobiście Marszałka. Choć układ ten wyrwał politykom francuskim możliwość grania „polską walutą” faktycznie odwlekał tylko w czasie wykonanie „egzekucji” na II RP. W interesie polskim było przeprowadzić wojnę prewencyjną przeciwko hitlerowskim Niemcom ponieważ jej przeprowadzenie stanowiło polską rację stanu. Tak samo jak wojna z bolszewikami w 1920 r. Zaniechanie wojny przez marszałka Piłsudskiego było błędem.

Kompromis z Hitlerem wypracowany na przełomie 1932/1933 stanowi pewnego rodzaju że po polskiej stronie nie było zamiaru użycia siły. Dramat polega na tym, że wśród polskich przywódców zabrakło refleksji i nie zostały wyciągnięte żadne wnioski z gry przeprowadzonej na przełomie lat 1932/1933. A przecież z ewentualnych studiów, które Marszałek miał ciągle prowadzić,  musiało wynikać, że aby powiększyć szanse militarne Polski w ewentualnej wojnie przeciwko Niemcom, należało zapewnić dostawy uzbrojenia na dużą skalę, produkowanego przez przemysł Czechosłowacki. W tym sensie byliśmy uwiązani – zależni od innego państwa. Jeżeli uznać więc, że kompromis z Hitlerem był sukcesem to zabrakło drugiego kroku, aby wykorzystać czas do pozyskania Czechosłowacji i przeprowadzenia wojny prewencyjnej z Niemcami. W tym przypadku działania polskie wobec Czechosłowacji musiałyby być prowadzone bardzo pragmatycznie, ale bez względu na okoliczności, zapewniać osiągnięcie celu. Chodziło o sprawę zachowania własnego państwa. W tym sensie Marszałek także ponosi odpowiedzialność, że strona polska zaniechała użycia siły wobec hitlerowskich Niemiec. Warto kolejny raz zwrócić uwagę, że problem nie polegał na tym, czy Piłsudski planował wojnę prewencyjną przeciwko Niemcom tylko dlaczego jej nie przeprowadził? Odpowiedź, którą proponuje L. Moczulski jest polityczna, ale nie satysfakcjonująca. Choćby z tego względu warto, po nią sięgnąć.     

 

 

 

 

 

 

 



[1] Taką potrzebę dostrzegali polscy politycy, odpowiedzialni za bezpieczeństwo II RP przed 1926 r., a więc przed zamachem majowym w 1926 r., zob. Piotr Kołakowski, Polsko-czechosłowackie kontakty wojskowe 1921-1938 w dokumentach wywiadu i dyplomacji II Rzeczypospolitej”, Oficyna Wydawnicza RYTM Sp. z o.o., Warszawa 2018, s. 35-183.   

[2] Wojna jest więc aktem przemocy, mającym na celu zmuszenie przeciwnika do spełnienia naszej woli (…) W ten sposób cel polityczny, jako pierwotny motyw wojny, będzie miarą zarówno wyniku, jaki powinien być osiągnięty przez działania wojenne, jak i potrzebnych do tego wysiłków (…) Tak więc widzimy, że wojna jest nie tylko czynem politycznym, lecz i prawdziwym narzędziem polityki, dalszym ciągiem stosunków politycznych, przeprowadzeniem ich innymi środkami (…) Cel polityczny bowiem jest celem, wojna zaś – środkiem,  a środka bez celu nie można sobie nigdy wyobrazić, za: Carl von Clausewitz, O wojnie, wydawca Augustyn Cichowicz, Leon Koc, brak daty i miejsca wydania, s. 15, 22 i 29.

[3] Leszek Moczulski, Wojna prewencyjna, czy Piłsudski planował najazd na Niemcy?, wyd. Bellona S.A., Warszawa 2017, s. 17.

[4] Jan Karski, Wielkie mocarstwa wobec Polski 1919-1945. Od Wersalu do Jałty., Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2014, s. 143. 

[5] L. Moczulski, Wojna prewencyjna…, op. cit., s. 5. 

[6] Witold M. Putkiewicz, Wojna prewencyjna w polityce Józefa Piłsudskiego, Wydawnictwo Spółdzielcze CZS „Samopomoc Chłopska”, Warszawa 1988 r., s. 142, [w:] Ideologia o polityka Józefa Piłsudskiego, pod red. T. Romanowskiego, Wydawnictwo Spółdzielcze, Warszawa 1988.

[7] Senat WMG podjął decyzję dot. pozbawienia uprawnień dla policji portowej w porcie gdańskim i przekazanie ich policji miejskiej kontrolowanej przez Niemców.

[8] Marco Patricceli, Umierać za Gdańsk, wyd. Bellona S.A., Warszawa 2013, s. 43.

[9] Leszek Moczulski, Wojna Polska 1939, wyd. Bellona S.A., Warszawa 2009, s. 88 i 143.

[10] Zdaniem amerykańskiego dziennikarza Fishera Polacy skoncentrowali w rejonie graniczącym z Niemcami, co najmniej pięć związków taktycznych, za: T. Kużmiński, Wokół wojny prewencyjnej w 1939 r., [w:] Najnowsze dzieje Polski. Materiały i studia z okresu 1914-1939, t. III, Warszawa 1960, s. 9.

[11] W. Pobóg-Malinowski, Parę uwag o wojnie której nie było, „Kultura”, Paryż 1949, nr 2, zob. także: T. Kuźmiński, Wokół zagadnienia wojny prewencyjnej w 1939 r. [w:] Najnowsze dzieje Polski. Materiały i studia z okresu 1914-1939, t. III, Warszawa 1960, s. 5-49; M. Wojciechowski, Polska i Niemcy na przełomie lat 1932-1933 [w:] Roczniki historyczne, Poznań 1963, nr XXIX, s. 105-181.

[12] H. Dirksen, Moscow-Tokyo-London. Twenty Years of German Foreign Policy, Norman University of Oklahoma Press, 1952, s. 110.

[13] Jan Karski, Wielkie mocarstwa wobec Polski 1919-1945. Od Wersalu do Jałty., Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2014, s. 145, przyp. 34: J. Wheeler-Bennet, Munich: Proloque to Tragedy, New York; Duell, Sloan and Pierre, 1948, s. 284. 

 

[14] W. Putkiewicz, Wojna prewencyjna…, op. cit., s. 142, [w:] Ideologia i polityka …