Mimo nominalnej przynależności do grupy krajów najlepiej rozwiniętych, wciąż nie sposób odeprzeć argumentów przemawiających za peryferyjnością polskiej gospodarki i jej usytuowania w światowej "drugiej lidze". Zrujnowany sektor przemysłowy, przestarzały model edukacji, przerośnięty aparat urzędniczy - to niektóre z wad, przedstawianych jako przeszkody dla konkurencyjności Polski na światowej arenie. Choć stopniowo przestajemy pełnić rolę zasobnika taniej siły roboczej, nie mamy za sobą żadnego spektakularnego sukcesu. Czy dla naszego kraju jest jeszcze nadzieja na wyjście z drugiej ligi?

Zachęcony do odpowiedzi na tytułowe pytanie, poniżej przedstawiam kilka uwag, które prowadzą do sformułowanych w zakończeniu konstatacji. Pragnąłbym, by były one tylko formą prowokacji, ale obawiam, że są raczej opisem stanu faktycznego.

Odpowiedź na powyższe pytanie może być zarazem prosta i trudna. Prosta – krótkie „tak”, bo dlaczego nie może być konkurencyjna? W przyszłości pewne są tylko zmiany, podatki i śmierć. Nie ma na liście pewników niekonkurencyjnej Polski. Zatem Polska może być konkurencyjna, bo nie musi być niekonkurencyjna.

Trudna – bo trzeba odpowiedzieć na kilka dodatkowych pytań. Ze względu na to, że konkurencyjność uważam za cechę względną, sądzę, że należy dodatkowo zadać co najmniej następujące, powiązane ze sobą, pytania:

a) w stosunku do kogo Polska ma być konkurencyjna?

b) pod jakim względem Polska ma być konkurencyjna?

c) czy długo ma być Polska konkurencyjna?

d) jak osiągnąć konkurencyjność?

Z odpowiedzi na każde z tych powinny wynikać cele, które jako Polacy powinniśmy przed sobą postawić.


W stosunku do kogo Polska ma być konkurencyjna?

Sądzę, że już jesteśmy konkurencyjni w stosunku do niektórych z naszych sąsiadów. Ukraina czy Białoruś są dobrymi układami odniesienia, dla tych, którzy uważają że jesteśmy wystarczająco konkurencyjni. Ale mamy też sąsiadów, w stosunku do których jesteśmy niekonkurencyjni aż do bólu.


Pod jakim względem Polska ma być konkurencyjna?

Rozważając kryteria, ze względu na które Polska miałaby być konkurencyjna, należy jednocześnie zwrócić uwagę na podmioty, dla których określone kryteria konkurencyjności są ważne. Miliony młodych Polaków, którzy wyemigrowali w ciągu ostatniej dekady za granicę w sposób niewerbalny, acz bardzo wyraźny stwierdzili:  Polska jest dla nas niekonkurencyjna. Badania demografów i socjologów wskazują, jakie są szczegółowe motywy emigracji  tych ludzi, dla mnie są to kryteria niekonkurencyjności Polski. Myślę, że agregatowo rozumiany poziom i warunki  życia  są dla nich kluczowym kryterium oceny. Obawiam się, że kolejne miliony zapytane o to, czy Polska jest dla nich konkurencyjna mogą udzielić takiej samej odpowiedzi jak ci, którzy już wyjechali. A co zrobią później?

Zupełnie inaczej oceniają konkurencyjność Polski szefowie przedsiębiorstw, którzy podejmują decyzje o lokalizacji w Polsce kolejnej montowni mniej lub bardziej skomplikowanych wyrobów. Dla nich Polska jest konkurencyjna – dysponuje dużymi zasobami wykwalifikowanej i taniej siły roboczej, względnie dobrą infrastrukturą a rząd rozdaje zwolnienia od podatków na wiele lat. Dla mnie osobiście szczególnie to pierwsze kryterium – taniość siły roboczej – jest nie do zaakceptowania. Dlaczego Polacy mają pracować za wynagrodzenia, które z największym trudem pozwalają im utrzymać rodziny? Czy ci, którzy tę cechę polskiej siły roboczej pragną widzieć jako źródło konkurencyjności Polski,  także pracują za stawki niewiele wyższe niż wynagrodzenie minimalne czy raczej otrzymują diety, za które – w polskich warunkach – można stosunkowo wygodnie żyć? W tym obszarze należy ująć również przedsiębiorstwa dla których podmioty z Polski mogą stać się partnerami. Dzięki czemu mogą okazać się bardziej konkurencyjne od podmiotów z innych państw: dzięki dostępowi do surowców, niskim kosztom a może dzięki kompetencjom pracowników?