Redakcja: Czym wojny przyszłości będą się różnić od tych, które znamy do tej pory?

Prof. Marek Wrzosek: Zagadnienie wojen przyszłości jest bardzo złożone. Każda wojna ma w sobie pewne cechy wojny przeszłej i wojny przyszłej. Najtrudniej jest zdefiniować właśnie kwestię wojen przyszłych, których problematykę podejmuję w swojej książce.

W moich kategoriach wojny przyszłości to te, które odbywają się albo będą się odbywać w cyberprzestrzeni. Mają to być wojny hybrydowe, oparte o działania sieciocentryczne, z wykorzystaniem automatów i robotów. Z żołnierzami siedzącymi daleko od poligonów i placów walki, realizującymi zadania zupełnie odrębne od tych, jakie wykonują dzisiejsi żołnierze.

Chodzi tu więc o obezwładnienie systemów elektronicznych i informacyjnych przeciwnika, wpływanie na środki walki oraz zakłócanie całego systemu kierowania wojskami. To będą te pierwsze elementy uderzeń elektronicznych. Dopiero w drugiej kolejności do walki wejdą armaty i działa niszczące potencjalne elementy ugrupowania przeciwnika. Oczywiście to jest scenariusz, który może się rozwinąć, kiedy zostaną spełnione określone wymogi. Wymogiem zasadniczym jest technologiczny rozwój armii i przygotowanie środków do działania w zupełnie odrębnych warunkach. Drugi element to wyszkolenie ludzi podejmujących decyzje, których efektem będzie naciskanie guzików. Nie wydawanie komend, ale wciskanie guzików, za pomocą których odbywać się będzie sterowanie środkami walki.

W jaki sposób nowoczesna technologia może zmienić obraz zmagań wojennych?

Nowoczesne wojny wymagają nowoczesnych środków walki. Są to na przykład te rozwiązania, w których armia kopiuje przyrodę. Mam tu na myśli bionikę i sposób, w jaki poruszają się zwierzęta czy owady oraz jak funkcjonują ryby w swoim własnym środowisku. Rozwiązania, które wojsko może wykorzystać do efektywnego przemieszczania się i wspomagania żołnierzy w trudnych warunkach.

Przykładem są choćby egzoszkielety. Pozwalają one żołnierzom załadować do plecaków więcej wyposażenia, niż byłby w stanie udźwignąć człowiek normalnie. Inne rozwiązania to różnego rodzaju automaty wzorowane na komarach, motylach czy ptakach. Takie latające mikrourządzenia, inspirowane różnego rodzaju owadami są w stanie przenosić czujniki, nagrywać dźwięki i funkcjonować jako system sensorów, które mogą wlecieć do pomieszczenia, zmierzyć je, określić jakie fale w nim funkcjonują i przekazać stosowne informacje.

Zupełnie odrębną częścią przyszłych wojen są formacje działające automatycznie. Myślę tutaj o samodzielnych platformach bojowych, latających, przemieszczających się, ale również tych, które funkcjonują zupełnie bez kół, a więc podobnych troszeczkę do węży albo jaszczurek. Tego typu rozwiązania były już testowane i wdrożono je w armii amerykańskiej czy izraelskiej, gdzie na bazie takich bionicznych rozwiązań szykuje się automaty, w większości do rozpoznania. Całkiem osobną częścią jest też automatyzacja systemów walki. Tutaj trzeba się zdać na drony, rozumiane jako formacje bojowe. Do tej pory drony były wykorzystywane w sposób zdecentralizowany, czyli jako pojedyncze statki powietrzne, bądź systemy załogowe. W przyszłej wojnie może natomiast dojść do sytuacji, kiedy pododdziały, sterowane przez jednego albo kilku żołnierzy, będą realizowały te zadania jako formacje rozpoznawcze, bojowe czy logistyczne. Łatwo sobie wyobrazić takie wykorzystanie systemu dronów, również w sytuacji kryzysowej, przy trzęsieniu ziemi, powodzi lub pożarze przestrzennym, gdzie wysyłanie ludzi jest wyjątkowo niebezpieczne i może się wiązać ze stratami osobowymi. Wówczas automaty przejmują rolę zwiadowców, po czym określa się stopień zagrożenia i podpowiadany zostaje sposób rozwiązania sytuacji konfliktowej.

No i wreszcie trzeci wymiar, który również wchodzi w zakres tych wszystkich wojen, to inteligentne środki rażenia, a więc środki, które po wystrzeleniu nie lecą bezpośrednio do celu, ale szukają określonego obiektu do zniszczenia. Są one zaprogramowane na częstotliwość funkcjonowania radiostacji, dźwięk gąsienic czy rytm pracy silnika i poszukują tego typu urządzeń. To jest tzw. amunicja krążąca, która funkcjonuje jako parasol nad polem walki i w momencie wykrycia określonego przeciwnika odpala pocisk oraz niszczy ten obiekt. Jest to wizja, którą oczywiście uzupełniają tzw. działa, czyli środki rażenia, w tym działa elektronowe zwane popularnie środkami laserowymi. Nie jest to jakby do końca wizja przyszłości, ponieważ z tymi elementami mamy do czynienia już dzisiaj. Zarówno armia niemiecka, jak i amerykańska prowadzą różnego rodzaju próby montowania tego typu urządzeń, tak na transporterach, jak i środkach pływających. Jedyny problem, jaki należy rozwiązać to energia do zasilania tych dział. Trzeba mieć na uwadze fakt, że jest to broń o tyle przyszłościowa, że zbudowanie generatorów zasilających je, poskutkuje redukcją całej logistyki. Niepotrzebne będą łuski ani wagony amunicji, a jedynie energia jako sam środek rażenia.

Oglądaj całość