Zgoła inaczej rzecz ma się, gdy próbujemy osiągnąć nieosiągalną, wyssaną z palca nową normę nakazującą utrzymanie 25(OH)D powyżej 30 ng/ml, czego bez suplementacji uzyskać nie sposób.

I tutaj samo narzuca się pytanie: Czy można bezkarnie poprawiać naturę, ustawiając jej poprzeczkę na wysokości nie do przeskoczenia? Producenci suplementów witaminy D oraz orędownicy podaży dużych dawek tejże twierdzili do niedawna, że witamina ta, nawet w megadawkach, nie jest toksyczna. Nie minęło 10 lat, a samo życie zweryfikowało zakusy poprawiaczy natury, ziściły się bowiem przypuszczenia naukowców z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore, którzy analizując skutki zwiększonego spożycia witaminy D zwrócili uwagę na fakt, że stężenie we krwi 25(OH)D wyższe niż 21 ng/ml prowadzi do twardnienia naczyń krwionośnych, co zwiększa ryzyko chorób układu krążenia. Tak oto, niczym po nitce do kłębka, dochodzimy do wniosku, że bezpośrednią przyczyną twardnienia naczyń krwionośnych jest wapń nieorganiczny.

Najwięcej wapnia jest w kamieniu wapiennym, z którego produkuje się wapno budowlane. Jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie traktuje ani kamieni wapiennych, ani wapna budowlanego jako źródła wapnia dla organizmu, bowiem jest on pierwiastkowy, czyli nieorganiczny, a więc jest nieprzyswajalny, co znaczy, że organizm ludzki nie potrafi wykorzystać go na potrzeby metabolizmu.

Dla organizmu ludzkiego przyswajalny jest tylko i wyłącznie wapń w postaci soli organicznych, które powstają w organizmach roślin w procesie zwanym fotosyntezą. Jest to biochemiczny proces wytwarzania związków organicznych z materii nieorganicznej, zachodzący w komórkach roślin zawierających chlorofil, przy udziale światła słonecznego. Wytwarzanie związków organicznych polega na łączeniu pobranych z gleby nieorganicznych minerałów ze sobą oraz z pobranym z atmosfery węglem. Węgiel w atmosferze występuje w postaci dwutlenku, przeto metabolitem fotosyntezy jest tlen, który jako produkt przemiany materii jest wydalany do atmosfery.

Wapń organiczny jest substancją nietrwałą, wrażliwą na wpływ czynników zewnętrznych, szczególnie wysokiej temperatury, pod wpływem której traci cząsteczki węgla i staje się nieprzyswajalnym dla ludzkiego organizmu wapniem nieorganicznym. W świetle tych faktów nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że obecność w organizmie wapnia nieorganicznego jest wysoce niekorzystna.

Jak wszystkie witaminy, witamina D pełni wielorakie funkcje fizjologiczne, a jedną z nich jest rola nośnika umożliwiającego transport wapnia przez nabłonek jelitowy do krwiobiegu. Szkopuł w tym, że natura nie przewidziała zwiększonej zawartości wapnia nieorganicznego w pokarmach jako skutek obróbki termicznej, a także procesów technologicznych, jakim poddawana jest współczesna żywność, w związku z czym nie wyposażyła nas w mechanizmy rozróżniające wapń organiczny od nieorganicznego. W tych realiach musi wystarczyć nam witamina D, która transportuje wszystek wapń przez nabłonek jelitowy jak leci, bez różnicowania na wapń organiczny i nieorganiczny.

Prawidłowe odżywianie ma to do siebie, że nie ma w nim miejsca na megadawki czegokolwiek, w tym także witaminy D, w związku z czym ilość wapnia transportowanego przez nabłonek jelitowy, w tym wapnia nieorganicznego, mieści się w granicach fizjologicznych, co oznacza, że układy wydalnicze organizmu nie mają większych problemów z jego wydaleniem. Zgoła odwrotnie rzecz ma się, gdy próbujemy przechytrzyć naturę łykając megadawki witaminy D w celu wzmożenia wchłaniania wapnia, skutkiem czego wzrasta stężenie we krwi zarówno metabolitu 25(OH)D, jak i, siłą rzeczy, wapnia, w tym wapnia nieorganicznego. Gdy, w wyniku wysokiej podaży witaminy D, stężenie 25(OH)D we krwi przekroczy poziom 21 ng/ml, to stężenie we krwi wapnia nieorganicznego zbliży się do możliwości wydalniczych organizmu, w rezultacie czego zostaje zainicjowany proces odkładania się wapnia nieorganicznego na ścianach naczyń krwionośnych, które tracą swą fizjologiczną elastyczność, czyli po prostu twardnieją.

Proces twardnienia naczyń krwionośnych jest powolny, toteż musiało upłynąć sporo czasu, a także trzeba było przeprowadzić wiele badań, zanim ktoś skojarzył łykanie suplementów witaminy D ze wzrostem chorób układu krążenia. Pierwsi ocknęli się Amerykanie, od których zaczęła się i poszła w świat histeria rzekomego totalnego niedoboru witaminy D w organizmach całej ludzkości. Miała temu zaradzić suplementacja witaminy D, a tu masz babo placek – miało być pięknie, a wyszło jak zwykle.

Wydawało się, że próba przechytrzenia natury poprzez łykanie dawek witaminy D wielokrotnie przekraczających zapotrzebowanie organizmu, a także ramy zdrowego rozsądku, trafi do lamusa, tak jak inne „kuracje” tego typu, aż tu niespodziewanie poprawiaczom natury w sukurs przyszła inna witamina – K2mk7, która ma tę cudowną właściwość, że zbiera wapń nieorganiczny ze ścian naczyń krwionośnych i upycha go do kości oraz zębów. Podobne próby przechytrzenia natury miały już miejsce jakiś czas temu, zaś rolę upychacza nieorganicznego wapnia do kości i zębów miał pełnić fluor.

Całkowita zawartość wapnia w organizmie człowieka wynosi 1,4-1,6% masy ciała, z czego 99% znajduje się w kościach i zębach. W kościach wapń występuje jako hydroksyapatyt. Jest on zbudowany z bardzo długich i niezwykle cienkich kryształów hydroksyfosforanu wapnia, których stosunek długości do szerokości może sięgać nawet 1000 do 1. Kryształy te tworzą uporządkowaną strukturę przestrzenną, poprzeplataną włóknami kolagenowymi. Dzięki takiemu rozwiązaniu kości tworzą tkankę kompozytową o dużej twardości, ale z zachowaniem odpowiedniej elastyczności.

Wzór chemiczny hydroksyfosforanu wapnia to Ca10(PO4)6(OH)2. Jak widać, nie ma tutaj atomów węgla, co oznacza, że wchodzące w skład kości związki wapnia są minerałem nieorganicznym. Skoro tak, to po co jest nam potrzebny wapń organiczny? Otóż jest on niezbędny w procesie wzrostu kryształów hydroksyfosforanu, zaś po zakończeniu procesu atomy węgla zostają usunięte. Bez związków z węglem, czyli niejako martwy, upchany wbrew naturze do kości albo zębów, nieorganiczny wapń nie układa się w strukturę kryształów, lecz zalega jako bezładna masa, którą najprościej należałoby przyrównać do plomby. W kościach, ze względów oczywistych, tego nie widać, ale na szkliwie zębów pojawiają się charakterystyczne dla fluorozy kredowe plamki, utworzone przez bezładną masę wapnia nieorganicznego. Z czasem owe plamki brązowieją i wykruszają się, pozostawiając po sobie ubytki szkliwa. Podobne zmiany dotyczą tkanek niewidocznych gołym okiem, głównie kości i ścięgien, gdzie złogi wapnia nieorganicznego tworzą zwapnienia zwane zmianami zwyrodnieniowymi, a potocznie zwyrodnieniami.

Dwadzieścia kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych lansowane było hasło: Fluoryzacja wody jest uważana za najbardziej efektywną, ekonomiczną i słuszną metodę zapewnienia ochrony przed próchnicą zębów w społeczeństwie. Dodatkowo chroni zęby i kości od niemowlęctwa aż po starość. Przeprowadzono badanie, w którym poddawano analizie ocenę mineralizacji kości na podstawie ich wyglądu na zdjęciach rentgenowskich. Pierwsze wnioski, które poszły w świat i dotarły także do Polski, były zachęcające, ponieważ kości w grupie przyjmującej fluor były wyraźnie jaśniejsze, czyli bardziej zmineralizowane aniżeli kości grup kontrolnych, z których jedna nie przyjmowała fluoru, druga zaś przyjmowała placebo. Jednakże po czterech latach badanie przerwano, ze względu na to, że krytycznie nasiliły się przypadki złamań kości główki udowej. Przerwano je, ponieważ prawie wszystkie przypadki wystąpiły w grupie przyjmującej fluor.

Obecnie o fluorozie wiadomo znacznie więcej, a to za sprawą tych, którzy dali się zwieść tyle kuszącej, co bałamutnej teorii, że można sztucznie sterować procesami fizjologicznymi organizmu, nie narażając się na konsekwencje takiej niefrasobliwości. Gwoli usprawiedliwienia godzi się wyjaśnić, że nie wszyscy robili to świadomie, wielu bowiem wbrew własnej woli, a nierzadko także bez wiedzy, piło fluoryzowaną wodę oraz jadło posiłki przygotowane na tej wodzie. Tak więc dzięki tym ofiarom wiemy dzisiaj, że zwapnienia będące następstwem spożycia fluoru dotyczą nie tylko zębów i kości, ale także tkanek przykostnych, głównie okostnej, przyczepów ścięgien oraz ścięgien. Znamienne, że coraz częściej zmiany te zauważają radiolodzy, które opisują jako osteofity.

Nikt jakoś tego pytania nie zadaje, a przecież należałoby zapytać: co z tymi, którzy naiwnie bądź bezwiednie przez lata zażywali fluor? Wszak w Polsce fluoryzowania wody zaprzestano całkiem niedawno. Czy aby wciąż wydłużające się kolejki do specjalistów nie są pokłosiem owego eksperymentu z fluorem? Jak to jest, że od tego czasu nie przybyło ludności w naszym kraju, natomiast aptek i przychodni lekarskich wciąż przybywa, mimo to kolejki z roku na rok wydłużają się? To jak to jest – za mało lekarzy, czy może za dużo chorych? Dlaczego ich wciąż przybywa? Dlaczego o to nikt nie pyta?

Jest wysoce prawdopodobne, graniczące z pewnością, iż za jakiś czas okaże się, że wtłaczanie wbrew naturze nieorganicznego wapnia do kości za pomocą witaminy K2mk7 zaowocuje kolejną falą chorych. Co wtedy? Rząd kolejny raz dofinansuje służbę zdrowia, tę studnię bez dna, podwyższając nam podatki? Szajka zwana nie wiedzieć czemu służbą zdrowia już zaciera ręce.

Przykre, ale najbardziej pokrzywdzone na próbach przechytrzenia natury są dzieci, których organizmy intensywnie rosną, zaś wapienne plomby pozostają na miejscu, uniemożliwiając prawidłową mineralizację zębów i kości. W tej sytuacji dzieci te są już na starcie skazane na częste wizyty u stomatologów i ortopedów.