Celem Listu było złożenie propozycji podpisania „Deklaracji wiary” przez tych lekarzy i studentów medycyny, którzy są katolikami i chcą ujawnić światu swoją wierność nauczaniu Kościoła katolickiego. Wspomniana Deklaracja została dołączona do Listu; można ją łatwo znaleźć w Internecie. Przesłanie, które Deklaracja niesie, sprowadza się do twierdzenia, że lekarz-katolik powinien być wierny głosowi swego sumienia uformowanego nauką Kościoła katolickiego, w szczególności w kwestiach związanych z ochroną życia. Oczywiście taka postawa nie może być kwestionowana nawet przez tych, którzy żywią inne poglądy. Jednak sposób, w jaki Deklaracja została napisana, budzi poważny niepokój i może prowadzić do bardzo pesymistycznych odczuć. Wanda Półtawska to osoba zasługująca na najwyższy szacunek z uwagi na swoje życie i działalność w zakresie poradnictwa małżeńskiego i rodzinnego, nadto szerzej znana ze swej długoletniej przyjaźni z Karolem Wojtyłą i niewątpliwie mająca znaczący wpływ na formułowanie przez niego i precyzowanie stanowiska w kwestiach życia małżeńskiego i etyki seksualnej. Z uwagi na podeszły wiek (urodziła się w 1921 roku) można i należy podejść z wyrozumiałością do niefortunnych sformułowań, które znalazły się w Deklaracji. Jednak w Liście informuje ona, że treść Deklaracji przed opublikowaniem zaakceptowali profesor medycyny Zbigniew Chłap z Krakowa, profesor medycyny Janusz Gadzinowski z Poznania oraz biskup Ignacio Carrasco de Paula, prezes Papieskiej Akademii Pro Vita. Spójrzmy więc, co akceptują dwaj profesorowie medycyny i biskup katolicki.

Deklaracja składa się z sześciu punktów. W punkcie pierwszym czytamy: „Wierzę w jednego Boga, Pana Wszechświata”. Wierzyć się nie chce, że takie sformułowanie mogło zostać zaaprobowane przez katolickiego biskupa. Mógł je wypowiedzieć żyd, muzułmanin, świadek Jehowy, ale wypowiedziane przez katolika (także przez prawosławnego i protestanta) jawi się jako prawdziwe, lecz niepełne i przez to mylące. Katolik powinien powiedzieć, że wierzy w Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Jest to kwestia zasadnicza, ponieważ katolickiej etyki medycznej nie da się wyprowadzić wyłącznie z tego, co znaleźć można w Starym Testamencie i nie da się jej uzgodnić całkowicie z tym, co zawiera Koran. Źródło katolickiej etyki bije w Nowym Testamencie, w nauczaniu Jezusa Chrystusa – dlatego w tak wielu kwestiach bioetycznych etyka judaizmu i etyka islamu różnią się od etyki katolickiej. To niepełne z katolickiego punktu widzenia wyznanie wiary nie zostało oczywiście poczynione świadomie. Ale fakt, że ta niepełność nie przeszkadza katolickiemu biskupowi, może służyć jako wskaźnik słabnącej kondycji wiary.

W punkcie drugim znajdujemy twierdzenie, iż „ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne”. Na tej podstawie głosi się w dalszym ciągu punktu, że czyny takie, jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie i eutanazja są w swej istocie odrzuceniem Stwórcy. Zauważmy, że świętość życia ludzkiego jest jednym z fundamentalnych wyznaczników teologii i moralistyki katolickiej. Także ciało ludzkie w większości kultur traktowane było jako sacrum, a teologia katolicka odczucie to wzmacniała wskazaniem, że śmiertelne ciało pozostaje w łączności z nieśmiertelną duszą, prawda wiary zaś głosi, iż nastąpi kiedyś zmartwychwstanie ciał. Jest więc oczywiste, że tezy te znalazły się w Deklaracji i to ich brak domagałby się wyjaśnienia. Jednak określenie „nietykalne” jest niejasne, a jego użycie wadliwe składniowo. Zacytowany fragment można bowiem rozumieć trojako: (1) święte i nietykalne są i ciało, i życie, (2) ciało jest święte, a życie nietykalne, (3) ciało jest nietykalne, a życie święte. Oczywiście nie do przyjęcia jest dosłowne rozumienie nietykalności ciała, gdyż eliminowałoby to większą część medycyny, w szczególności chirurgię. Ale również nietykalność życia wydaje się być pojęciem niejasnym. Możemy jedynie uznać, że właściwy w kontekście Deklaracji sens cytowanego twierdzenia uzyskujemy przez odniesienie świętości do życia, a nietykalności do ciała, jednak przy pewnym szczególnym rozumieniu owej „nietykalności”, mianowicie jako nienaruszalności natury cielesnej stanowiącej jeden z wyznaczników osoby ludzkiej. Punkt drugi głosiłby wówczas, że z katolickiego pojmowania świętości życia wynika niemoralność aborcji i eutanazji, a z katolickiego pojmowania godności osoby ludzkiej wynika niemoralność stosowania technik sztucznego zapłodnienia, w szczególności technik in vitro. Nie stawiamy pytania, czy Autorka Deklaracji powinna w ten sposób sformułować omawianą tezę – stawiamy retoryczne pytanie, czy dwaj katoliccy profesorowie medycyny i jeden biskup katolicki, który zresztą też ma wykształcenie medyczne, powinni przedstawioną im tezę przeformułować. Fakt, że tego nie uczynili, może uzasadniać domniemanie, że nawet elity katolickie odczuwają tak wielki lęk przed inwazją biotechnologii w ciało ludzkie, że nie są zdolne do trzeźwego myślenia.

W punkcie trzecim sformułowana została teza, że „płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej”. Jest to prawda, tyle że dla każdego człowieka pozostającego przy zdrowych zmysłach, a dla przyrodnika w szczególności, prawda tak oczywista, że aż banalna. Tezę, że płeć człowieka nie jest zdeterminowana biologicznie, lecz kulturowo, głoszą jedynie ci wyznawcy teorii gender, u których wielka siła ideologicznego fanatyzmu pozostaje w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do wysokości poziomu intelektualnego. Ideologia gender stanowi zagrożenie dla cywilizacji nie dlatego, że neguje determinanty biologiczne, lecz dlatego, że chce je zastąpić determinantami kulturowymi. Ideologia usiłuje osiągnąć swój cel poprzez działania niezgodne z prawami życia. Ponieważ człowiek nie może wygrać z naturą, więc wcześniej czy później ideologia ponosi klęskę – jednak zanim to nastąpi, staje się ona przyczyną wielu tragedii. Dlatego lekarz powinien jako katolik nie tylko głosić, że nie jest możliwe ominięcie czy zniesienie uwarunkowań biologicznych, lecz szczególnie podkreślać, że każda próba w tym kierunku musi prowadzić do naruszenia godności człowieka, ponieważ zdeterminowana biologicznie płeć jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Tego zabrakło w omawianym punkcie i stąd między jego pierwszą i drugą częścią nie ma wynikania. Głosi się bowiem w dalszym ciągu, że biologiczne zdeterminowanie ludzkiej płciowości jest przywilejem, „bo człowiek został wyposażony w narządy”, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się współpracownikami Boga w dziele stworzenia. Dodaje się do tego, że powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i stąd „tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim”. Nie będziemy komentować niezamierzonego efektu komediowego, jaki daje wizja owych „organów” stanowiących świętość w ciele ludzkim. Zauważyć jednak musimy, że nie jest prawdą, jakoby ludzie stawali się współpracownikami Boga w dziele stworzenia dzięki narządom płciowym. Wszystkie zwierzęta rozmnażające się drogą płciową zostały przez Stwórcę wyposażone w stosowne narządy – jeśli zaś tylko człowiek może stać się współpracownikiem Boga, to dlatego, że tylko człowiek został przez Boga wyposażony w rozum, wolną wolę i sumienie. Trzej medycy katoliccy, w tym jeden biskup, zdają się nie zauważać tego aspektu – fakt ten może potwierdzać odczucie, że dla moralistyki katolickiej posługiwanie się tymi organami, które „stanowią sacrum w ciele ludzkim”, zdaje się mieć bardziej znaczące konsekwencje, niż posługiwanie się rozumem.