Punkt czwarty zacytujmy w całości: „Stwierdzam, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem”. Dokonajmy teraz pewnej modyfikacji: „Stwierdzam, że podstawą godności i wolności lekarza wolnomyśliciela jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Racjonalizmu i osiągnięciami nauk przyrodniczych i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem”. To oczywiste, że każdy człowiek ma prawo, a nawet obowiązek, do działania w zgodzie z własnym sumieniem – zarówno katolik, jak i libertyn – choć równie oczywiste jest, że prawo musi zabraniać pewnych działań, mimo że pozostają one zgodne z sumieniem jednych osób, jak i zezwalać na działania niezgodne z sumieniem innych osób. Istotne znaczenie ma to, że głos sumienia katolika co innego mówi, niż głos libertyna. Pomińmy kwestię, dlaczego tak jest, jak też pozostawmy na uboczu kwestię, jaką jest w tym kontekście sytuacja pacjentów trafiających do lekarzy posiadających sumienia inaczej uformowane, niż ich sumienia. Obie te kwestie nie są przedmiotem omawianej Deklaracji i ich rozważenie powinno być dokonane oddzielnie. Zwróćmy natomiast uwagę na rzeczywistą wymowę zacytowanego punktu. Oto lekarze katolicy domagają się, aby zagwarantowano im prawo kierowania się własnym sumieniem. Ale nie dopowiadają, że kierują się własnym sumieniem dlatego, iż uważają jego głos za słuszny, a tym samym sądzą, że głosy sumień inaczej uformowanych są niesłuszne. Deklaracja w istocie wyraża postawę analogiczną do postawy multikulturowości: wszystkie kultury są równe, a więc my mamy prawo rozwijać własną. A przecież jest ewangeliczną powinnością „dać świadectwo prawdzie” – wyznaję moją wiarę i postępuję zgodnie z jej przesłaniem, ponieważ uważam ją za prawdziwą. W Deklaracji skrycie przyznano, że większość katolików nie ma już odwagi jawnie i wprost głosić swojej Prawdy jako jedynej. Trzech panów akceptujących treść Deklaracji nie zwróciło na to uwagi i fakt ten można uznać za oznakę słabnięcia katolicyzmu.

W punkcie piątym uznaje się „pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim”, z czego wynikać ma potrzeba przeciwstawiania się antyhumanitarnym ideologiom współczesności oraz potrzeba stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, lecz także wiedzy z zakresu teologii moralnej. Teza o pierwszeństwie prawa Bożego nad prawem stanowionym przez ludzi nie może być uznana powszechnie; oczywiste jest jedynie wskazanie, że prawo stanowione przez ludzi musi mieć swą podstawę w przyjętym w danym społeczeństwie zestawie wartości i ich hierarchii. Jednak różne są w różnych cywilizacjach zbiory wartości, różnie ustalana jest hierarchia wartości, jak też liczni są ci, którzy twierdzą, że to sam człowiek jest twórcą wartości. Dlatego w katolickiej Deklaracji wiary powinno być stwierdzone wprost, że podstawą prawa ludzkiego jest prawo Boże pojmowane przez człowieka w świetle chrześcijańskiego Objawienia. Twierdząc tak, lekarze katoliccy nie mogą rościć sobie prawa do narzucania innym swojej postawy; jest to przecież w dzisiejszym świecie niemożliwe, a zresztą już niedługo jedyną słuszną postawę narzucą Europie muzułmanie. Ale twierdząc tak, lekarze-katolicy ukazywaliby, że są świadomi, iż bardzo wielu ocen i norm bioetyki katolickiej nie da się uzasadnić odwołując się jedynie do zasad moralnych uznawanych przez wszystkich albo chociaż przez większość ludzi. Inaczej mówiąc, ukazywaliby, że katolicka bioetyka jest oparta na katolickim przeżywaniu i pojmowaniu chrześcijańskiego Objawienia. Ten brak nie został dostrzeżony i fakt ten również można uznać za oznakę słabnięcia katolicyzmu, którego wyznawcom coraz częściej nie starcza odwagi, by własną postawę ukazać wprost.

W punkcie szóstym podano zapewnienie, że lekarze katoliccy nie narzucają nikomu swoich poglądów i przekonań, a jedynie oczekują, że ich poglądy i przekonania będą szanowane, jak też wolno im będzie postępować w zgodzie z własnym sumieniem. Jeśli zapewnienie to będziemy rozumieć jako zobowiązanie do powstrzymywania się od zmuszania innych siłą do postępowania wedle własnych zasad, to jest ono oczywiste w kontekście demokracji. Jeśli jednak rozumieć je szerzej, jako obejmujące także działania zmierzające do stosownej zmiany obowiązującego prawa, to jest ono nieprawdziwe, gdyż liczne organizacje katolickie działania takie podejmują (oczywiście mają do tego demokratyczne uprawnienie!). Zapewne więc nie starcza odwagi, aby powiedzieć wprost, że w zgodzie z własnym sumieniem lekarze katoliccy wspierać będą działania zmierzające do wzmocnienia prawnej ochrony życia. Trzy osoby akceptujące Deklarację tego również nie zauważyły i fakt ten dodatkowo potwierdza przypuszczenie co do słabnięcia katolickiego ducha.

Współcześnie w ramach cywilizacji zachodniej toczy się jawna walka dwu postaw wobec świata i człowieka: tradycyjnej, na wartościach chrześcijańskich opartej, i liberalnej, w wielu swych aspektach libertyńskiej, wywodzącej się z ideologii Oświecenia. Wszyscy ci, którzy zaliczają się do szeroko pojętego obozu „postępu” – zarówno osoby jedynie wyznające ateistyczny racjonalizm, jak i te należące do szerokiego spektrum postaw lewackich – jasno i wyraźnie głoszą swoje poglądy, wysuwają postulaty obyczajowe i prawne, nie mają żadnych zahamowań czy obaw w dążeniu do ich realizacji. Strona tradycyjna, katolicka, jawi się na ich tle jako zalękniona i zagubiona, domagająca się jedynie prawa do tolerancji ze strony inaczej myślących. Chodzi o to, że wprawdzie Kościół katolicki otwarcie głosi swoje poglądy, nie może bowiem sprzeniewierzyć się własnemu posłannictwu, ale coraz więcej katolików przyjmuje postawę chwiejną, faktycznie uznając za równoprawne poglądy sprzeczne z deklaratywnie wyznawaną przez nich sferą wartości. Ta akceptująca tolerancja kryje lęk i zagubienie biorące się ze wzrastającego niezrozumienia dynamicznych zmian dokonujących się w świecie współczesnym. Omawiana Deklaracja wiary lekarza-katolika jest tego wyraźnym dowodem – nie dlatego, że jej Autorka poczyniła tak wiele niefortunnych sformułowań, lecz dlatego, że katolicki biskup i dwóch lekarzy-katolików wszystkie te sformułowania zaakceptowali, nie uświadamiając sobie ich wymowy i konsekwencji. W czasie prawie trzech miesięcy, jakie upłynęły od ogłoszenia Deklaracji do napisania niniejszych uwag, podpisało ją ponad dwa tysiące osób, które widocznie też nie miały żadnych wątpliwości. W czasach poprzedniego ustroju, z którego stosunkowo niedawno wyszliśmy, socjalistyczna władza wymagała od obywateli ciągłych przyrzeczeń, deklaracji, oświadczeń, wyrażania poparcia bądź protestu w sprawach, które z punktu widzenia tej władzy miały istotne znaczenie. I ludzie podpisywali – jedni z lęku przed konsekwencjami odmowy, inni dla kariery, jeszcze inni z prostego oportunizmu – nie czyniąc namysłu nad treścią, sformułowaniem czy konsekwencjami. Jak wielu spośród sygnatariuszy Deklaracji wiary lekarza-katolika złożyło swój podpis bezrefleksyjnie?

Papież Jan Paweł II w encyklice Fides et ratio napisał: „W obliczu współczesnych wyzwań społecznych, ekonomicznych, politycznych i naukowych sumienie człowieka traci orientację” (p. 98). To głęboko prawdziwe zdanie powinniśmy mieć w świadomości, tym bardziej że dynamika dokonujących się zmian jeszcze bardziej zwiększać będzie tę dezorientację. Czysto liberalne podejście może, a nawet musi, doprowadzić do tragedii. Ale też bezwzględna postawa tradycjonalistyczna będzie skazana na porażkę w zderzeniu z dynamiką rozwoju biotechnologii. Jedynie w dyskusyjnych starciach możliwe jest wypracowanie stanowiska społecznie optymalnego, tzn. krytycznie otwartego na przyjmowanie nowych możliwości oferowanych przez rozwój wiedzy, umożliwiającego zawieranie rozumnych kompromisów prawnych, a zarazem zachowującego podstawowe wartości naszej cywilizacji. Tylko w ten sposób możliwe jest moralne kształtowanie sumień. Czy jednak możemy w takich dyskusjach ustalać właściwy kierunek naszych sumień, jeśli jedna strona jest pewna swoich racji i zdeterminowana w działaniach, druga zaś zagubiona i zalękniona?