Redakcja: Kim był Jan Czochralski?

Prof. Michał Leszczyński: Jan Czochralski, który jest niestety mało znany w kraju, to jeden z naszych najwybitniejszych naukowców w historii. Japończyk spytany, jakich zna Polaków, wymieni Lewandowskiego, Szopena i właśnie Czochralskiego. W Polsce niestety kojarzy go mało kto. W Warszawie nie ma na przykład ulicy Czochralskiego, co powinno być dla nas dużym wstydem.

Jan Czochralski wymyślił metodę hodowania kryształów, nazywaną w tej chwili metodą Jana Czochralskiego. Kryształ to ustawienie atomów w ciele stałym w idealnym porządku. Tego rodzaju materiał jest konieczny do tworzenia elektroniki, układów scalonych, tranzystorów, laserów, czy diod elektroluminescencyjnych. Cała nasza współczesna elektronika opiera się głównie na kryształach półprzewodnikowych. Ich głównym materiałem są krzem i arsenek galu. Azotek galu, krzem i arsenek galu mogą być hodowane właśnie metodą Czochralskiego. Hodowla ta polega na tym, że malutki kryształek zanurza się w roztopionym materiale, krzemie albo arsenku galu, po czym powoli się go wyciąga. Z małego kryształka można otrzymać olbrzymi kryształ. Takie kryształy krzemu mają średnicę kilkudziesięciu centymetrów i długość dwóch metrów. Dzięki temu, że są one tak duże i odznaczają się wspaniałą jakością krystalograficzną, tranzystory oraz układy scalone mogą posiadać spore gęstości upakowania. To zaś sprawia, że za całą elektronikę jesteśmy w stanie płacić coraz mniej. Ta metoda została wymyślona właśnie przez Jana Czochralskiego w latach 20. poprzedniego wieku.

Anegdota głosi, że Czochralski, który jak każdy naukowiec był trochę roztargniony, zamiast w kałamarzu zanurzył swoje pióro ze stalówką w roztopionej cynie, dzięki czemu uzyskał pierwszy kryształ cyny metodą Czochralskiego. Metodę tę opatentował, natomiast prawdziwy jej rozkwit nastąpił dopiero po wojnie, w momencie, kiedy tworzył się przemysł półprzewodnikowy. Obecnie metoda stosowana jest na olbrzymią skalę, a więc dokonanie okazało się fantastyczne i Jan Czochralski przeszedł do historii właśnie jako wynalazca metody wzrostu kryształów.

Jak wyglądał życiorys Czochralskiego?

Jan Czochralski urodził się w 1885 r. w Kcyni, małej miejscowości koło Bydgoszczy. Wtedy to był Zabór Pruski, ponieważ polskie państwo nie istniało, natomiast rodzina Czochralskich była jak najbardziej polska. Jan z jakiegoś powodu pokłócił się z rodziną i nauczycielami, po czym jeszcze przed maturą wyjechał sam do Berlina. Tam, jeszcze bez wielkiego wykształcenia, zaczął pracować najpierw w aptece, później w firmie metalurgicznej. Wtedy zaczęło wychodzić na jaw, że jest geniuszem. Wpadał na kolejne pomysły, otrzymywał nowe materiały i już niedługo dzięki wymyśleniu stopu metalu, który posiadał własności mechaniczne w sam raz na szyny, różne stopy czy elementy konstrukcyjne, zaczął zarabiać bardzo duże pieniądze. Czochralski stał się wtedy bogatym i wpływowym człowiekiem. Został chociażby szefem dużej organizacji badań materiałowych w Niemczech, co było wyjątkowo prestiżowym stanowiskiem. Posiadał pieniądze, miał piękną żonę, a do jego domu w Niemczech przychodzili artyści czy filozofowie. Miał się więc, jednym słowem, świetnie.

Wszystkich zaskoczył mocno fakt, że pod koniec lat 20. ubiegłego wieku Czochralski zdecydował się przyjechać do Polski. Ściągnął go do niej ówczesny prezydent Polski Ignacy Mościcki, który był z wykształcenia chemikiem. Gazety niemieckie podniosły straszliwy alarm, że inteligentni Polacy kupują najlepszego naukowca niemieckiego i to wstyd dla Niemiec, bo tak wspaniały badacz wyjeżdża. Czochralski przyjechał jednak do Warszawy. Rzecz, która nie jest do końca wyjaśniona, ale uznaje się ją za stosunkowo prawdopodobną, to teoria, że już w Niemczech Czochralski pracował dla polskiego wywiadu. W momencie, kiedy, mówiąc językiem szpiegowskim, pojawiło się niebezpieczeństwo, że jest „spalony” musiał przyjechać do Polski.  

Na miejscu otrzymał wspaniałe warunki do pracy naukowej. Na Politechnice dostał dobrą aparaturę, świetnych pracowników i bardzo wysoką pensję. W sumie zarabiał 10 000 złotych, co na obecne czasy można przeliczyć jako mniej więcej 100 000 zł miesięcznie, z czego 3 tysiące (około 30 000 obecnych zł) płaciła mu Politechnika, natomiast resztę zarabiał dzięki patentom, dywidendom z patentów, a także konsultacjom, które udzielał firmom, takim jak Skoda albo General Motors. Henry Ford próbował zresztą ściągnąć Czochralskiego do Ameryki, ale ten odmówił.

Tak więc w Warszawie Czochralski również prowadził życie na bardzo wysokim poziomie, był bogaty, a jego dom odwiedzali artyści i intelektualiści. Wydawało się, że wszystko układa się wspaniale, ale pod koniec lat 30. polscy profesorowie zatrudnieni na Politechnice, zapewne w dużej mierze z zazdrości, że jest taka gwiazda finansowa, intelektualna i naukowa, zaczęli oskarżać Czochralskiego o bycie piątą kolumną niemiecką i służenie Niemcom swoimi pomysłami. Zarzucono mu na przykład, że chce konstruować szyny polskich kolei na bazie stopu, który zresztą sam opracował, aby koleje polskie nie jeździły i żeby Niemcy mogły nas łatwo podbić.

Oglądaj całość