Redakcja: Czy GMO jest czymś szkodliwym?

Dr Wojciech Zalewski: Według mojej wiedzy i doświadczenia związanego z publikowaniem artykułów na temat GMO, dotychczas nie stwierdzono na świecie ani jednego przypadku tego, by Organizmy Genetycznie Modyfikowane były w jakikolwiek sposób szkodliwe dla człowieka. Jeżeli ograniczamy się do tematu żywności uzyskiwanej z GMO, to mamy jasne stanowiska, np. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), czy Polskiej Akademii Nauk, według których obecnie dostępna żywność produkowana z GMO nie stanowi dla człowieka żadnego dodatkowego ryzyka. Potwierdzają to zresztą liczne badania naukowe.

Skąd się bierze niechęć do GMO?

Niechęć faktycznie jest, ale niekoniecznie wynika ona z wiedzy. Boimy się tego, czego do końca nie znamy i jest to dosyć naturalna reakcja ludzkiego organizmu. Do takich rzeczy podchodzimy z dystansem. Wokół tematu GMO narosło wiele mitów i nieporozumień, czasami są one w świadomy sposób podsycane i podtrzymywane. Jednym z największych mitów jest temat ich rzekomej szkodliwości. Tak jak mówiłem, jak dotąd nie udało się dowieść, by żywność genetycznie modyfikowana była dla człowieka zagrożeniem, chociaż niektórzy od lat usilnie próbują to udowodnić, choć bez skutku. Trzeba pamiętać, że GMO to organizmy zmienione najczęściej z wykorzystaniem inżynierii genetycznej. Metoda ta sama w sobie nie stanowi dla człowieka ryzyka. Oczywiście jej użycie, efekt jej zastosowania może być szkodliwy, ale zakładamy, że nikt intencjonalnie nie próbuje stworzyć żywności, która będzie dla nas stanowić jakieś zagrożenie i weryfikujemy to.

Czy w Polsce prowadzi się dobrą politykę odnośnie GMO?

Niestety, w Polsce temat GMO jest traktowany trochę jako bicz do walki politycznej. Niezależnie od opcji i w zależności od potrzeb tematykę tę stosuje się do zwalczania konkurentów. Za każdym razem, kiedy temat ten pojawia się w debacie rozmowa jest sprowadzona do bardzo niskiego poziomu i opiera się na demagogii. Często padają populistyczne hasła, ukierunkowane po prostu na zdobycie jak najszerszego grona wyborców, a nie zawsze czyny polityków idą za ich deklaracjami. Dzisiaj przeczytałem informację, że o kolejnych 5 lat ma zostać wydłużone wejście w życie zakazu stosowania pasz uzyskiwanych z GMO do żywienia zwierząt gospodarskich. Jest to o tyle ciekawa sprawa, że Polska jako jedyny kraj w UE ma wprowadzony taki zakaz, a sytuacja jawi się w dodatku o tyle niedorzecznie, że ten zakaz nigdy nie wszedł w życie, ponieważ za każdym razem, co kilka lat, politycy odkładają jego wprowadzenie.

To już przykład polityki kuriozalnej, która nie zgadza się z deklaracjami. Przy każdej okazji, gdy pojawia się debata na temat przedłużenia moratorium, politycy z jednej i drugiej strony krzyczą, że „GMO nas zabije, GMO zniszczy nasze rolnictwo”, ale potem głosują za wydłużeniem tego moratorium, czyli za dalszym stosowaniem w żywieniu zwierząt pasz GMO, które rzekomo mają zniszczyć nasze rolnictwo. Wejście w życie moratorium wydłuża się, ponieważ pasze uzyskiwane z GMO są po prostu niezbędne naszej gospodarce i sektor producentów pasz oraz hodowców drobiu czy trzody chlewnej opiera się właśnie na paszach GMO. Gdybyśmy z nich zrezygnowali, w jednej chwili stalibyśmy się niekonkurencyjni na międzynarodowym rynku. To z kolei groziłoby falą bankructw producentów żywności uzyskiwanej z trzody chlewnej i drobiu.

W jakich krajach prowadzona jest dobra polityka względem GMO?

Na świecie istnieją państwa, które dość „liberalnie” podchodzą do stosowania GMO w produkcji żywności. Takimi krajami są np. USA, Kanada, Brazylia czy Argentyna. One bardzo chętnie wprowadzają do upraw nowe odmiany GMO i wykorzystują tę technologię w praktyce. Przeciwieństwem są zaś państwa Unii Europejskiej. Generalnie Unia ma bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące wprowadzania nowych GMO na rynek. Tutaj mamy jeszcze ten problem, że UE jest stowarzyszeniem dwudziestu kilku państw, z których każde posiada własną politykę odnośnie GMO, co utrudnia porozumienie się w kluczowych sprawach i bardzo często proces uchwalania nowych przepisów czy podejmowania decyzji w tej kwestii jest sparaliżowany niemożnością porozumienia się między konkretnymi państwami.

W samej UE mamy państwa, które chciałyby wykorzystywać GMO i robią to, jak choćby Hiszpania, Czechy, Wlk. Brytania, Rumunia, ale są też państwa do GMO nastawione skrajnie negatywnie, takie jak Polska, Francja, Austria czy Luksemburg. Ogółem w Unii Europejskiej bardzo trudno podejmuje się decyzje i często ich podjęcie jest torpedowane przez państwa z tzw. obozu anty-GMO. Utrudniają one wykorzystanie GMO państwom, które chciałyby z nich korzystać. Jeżeli proces polityczny zostaje zablokowany, to nowe GMO nie są autoryzowane na rynek UE, a więc państwa pro-GMO muszą się liczyć z tym, że minie jeszcze wiele lat zanim kolejne odmiany GMO zostaną wprowadzone na ich własne rynki.

Oglądaj całość