Sylwia Cegieła: Kim jest Karolina Kozioł? Z Twojej strony internetowej dowiedziałam się, że pracujesz w UK, gdzie na co dzień mieszkasz i tam też ukończyłaś studia, ale jak do tego doszło?

Karolina Kozioł: Jestem kimś, kto goni za wolnością i marzeniami, jest uzależniony od adrenaliny, podróży w nieznane. Mieszkam i pracuję w Londynie od półtora roku. Przyjechałam tutaj na studia magisterskie. Wcześniej mieszkałam w Walii/USA.

S.C.: Podróżowanie to Twój sposób na życie? Skąd pomysł na taką formę funkcjonowania w międzynarodowej społeczności?

K.K.: Kiedyś usłyszałam coś takiego, żeby nie mówić mi, jak bardzo jest się wykształconym, a jak dużo się podróżowało. Podróże kształcą, otwierają oczy na świat, pozwalają poznać swoje słabości. Mocne strony podróży to nie tylko odkrywanie nowego miejsca. To również wspaniała forma na odkrycie samego siebie. Czy jest to mój sposób na życie – nie wydaje mi się. Mieszkam w Londynie, gdzie pracuję w TV. Kręcę jednak dużo dokumentów za granicą. Teraz przygotowuję się do dokumentu w Somalii.

S.C.: Dlaczego w tak młodej osobie (masz dopiero 23 lata) zrodziła się chęć do odkrywania tak trudnych spraw, poświęcania się im bez reszty, pragnienie wyprawy do tak niebezpiecznego kraju? 

K.K.: Wiesz, z reguły to, co wydaje się nam niebezpieczne, niebezpieczne nie jest.  Przeżyłam favele w Brazylii, północną Afrykę, Bliski Wschód i odkryłam jedno – niebezpiecznych miejsc na świecie nie ma. Niebezpieczni są ludzie, którzy żyją wszędzie, nawet tutaj w Londynie, gdzie często dochodzi do polewania kwasem, zamachów, itd. Mocno wierzę w ludzi i wszystkie osoby, które poznałam dotychczas okazały się być osobami z ogromnym sercem i jeszcze większą wiarą w świat niż moja wiara. Trzeba po prostu uważać na siebie. Problemy, którymi się zajmuje są trudne, to prawda, ale warte tego, by o nie zawalczyć.

S.C.: Czy przed każdym wyjazdem robisz sobie listę zadań do wykonania? Czy jednak idziesz na żywioł i czekasz na ten jedyny moment, w którym wydarzy się coś wartego zarejestrowania?


K.K.: Nie robię listy. Jedyną listę, którą robię to lista szotów kamery, heh. Podróż dla mnie jest kompletnym zapomnieniem, wyciszeniem. Zamykam rozdział i otwieram nowy. Czuje się jak nowo narodzone dziecko. Nie rozmyślam o przeszłości, bo jej nie zmienię. Wyciągam lekcje. Próbuję nie powtarzać błędów i skupić swój umysł na tym, jakim cudownym darem jest możliwość podróżowania. Kiedy podróżuję, czuję, że żyję.

S.C.: Jakie było Twoje pierwsze wrażenie, kiedy stanęłaś na ziemi irańskiej? Czego się tam spodziewałaś? Pewnie miałaś jakieś obawy, zasłyszane mity. Czy mogłabyś kilka z nich obalić?

K.K.: Hm, przyznam, że obawiałam się kontroli oraz tego, że zatrzymają mnie wraz z ekipą już na lotnisku i do wyprawy nie dojdzie. Dużo osób mówiło mi o tym, ilu dziennikarzy jest wiezionych w Iranie. Bałam się, że stracę wolność i pójdę do więzienia. Jednak marzenia były silniejsze niż strach. Iran to bardzo gościnny kraj. Poznałam tam wspaniale osoby, z którymi do dziś mam kontakt. Pierwsza myśl, jaka kojarzy mi się z Iranem to wspaniali ludzie.

S.C.: Jak czułaś się w zetknięciu z kulturą, która jest tak mocno restrykcyjna wobec kobiet? Mam tu na myśli Ciebie – Karolinę – Europejkę, które w dodatku nie mieszka w Polsce. Emocje w Tobie nie buzowały?

K.K.: Hm jako człowiek, który kocha wolność, fakt, że musiałam biegać w hijabie, zakrywać się w upalne dni trochę mi dokuczał. Pamiętam, że kiedyś hijab zsunął mi się z głowy i od razu podszedł do mnie mężczyzna i pokazał palcem że powinnam go poprawić.

S.C.: Czym jest chusta dla Iranek – częścią ich tożsamości czy przykrym obowiązkiem? Jak tłumaczą jej noszenie? Czy nie jest to dla nich cierpienie czysto fizyczne albo nawet ideologiczne? Ty jako Europejka nie musisz jej nosić, ale kiedy wkroczyłaś do Iranu, musiałaś się jednak podporządkować i ją założyć. Czy to nie dziwne uczucie? Jak się czułaś z chustą na głowie? W pewnym momencie wspomniałaś, że się do niej przyzwyczaiłaś. Czy mogłabyś tam żyć i być częścią tej społeczności?  

K.K.: Mogłabym żyć w Iranie, bo tęsknię za osobami, które tam poznałam, ale nie mogłabym nosić hijabu. Z rozmów z kobietami wynika, że większość sprzeciwia się noszeniu hijabu. Niektóre osoby jednak uważają to za cząstkę ich kultury i nie chcą znoszenia nakazu jego noszenia.

Całą rozmowę możecie przeczytać na blogu Kulturalne Rozmowy. Zapraszam serdecznie.