Statystyki za ubiegły rok – 2013 oraz z półtora miesiąca tego roku nie napawają optymizmem. Można nawet powiedzieć, że są smutne. W samym tylko 2013 roku na świecie dokonano 202 zamachy terrorystyczne (większe i mniejsze), z czego 183 dokonano albo w krajach muzułmańskich, albo na terenach gdzie dochodzi do zetknięcia się kultury islamu z cywilizacją Zachodu. W tym roku zamachów już było odpowiednio 12 i 11. Dodatkowo można odnotować, w odniesieniu do odbywających się Igrzysk Olimpijskich w Soczi, że w związku z przygotowaniami do olimpiady dokonano w terenie sąsiadującym z igrzyskami od maja 2013 do stycznia 2014 aż 7 zamachów terrorystycznych.

Z pewnością nie były to tak spektakularne zamachy, jak te, które w minionej dekadzie wstrząsały całym światem: katastrofa w Lockerbie z 1988 r., atak na turystów w Luksorze w 1997 r., wybuch w ambasadzie USA w Tanzanii w 1998 r., wybuch na USS Cole u wybrzeża Jemenu w 2000 r., nie mówiąc już o tak spektakularnym Zamachu na WTC w Nowym Jorku w 2001 r., na wyspie Bali w 2001, 2002 i 2005 r., czy też jakże smutny z racji tego, że ofiarami były dzieci – zamach w Biesłanie 1 września 2004 r.

Zastanawiając się, co jest wspólnym mianownikiem tych tragedii, nietrudno wykryć, że to islamski fundamentalizm skonkretyzowany w terroryzmie. Katastrofalne w swoich skutkach wydarzenia uświadamiają ludziom także kilka bolesnych prawd. Przede wszystkim do głosu dochodzi lęk o przyszłość. Patrząc na ilość mniejszych czy większych konfliktów i zamachów terrorystycznych słusznie należy się zastanawiać, czy jest możliwe w dzisiejszych czasach żyć bezpiecznie. Dodatkowo dochodzi poczucie bezsilności wobec ogromu nienawiści, jaką żywią organizatorzy zamachów. Ludzie – co widać było zarówno po zamachu na WTC w 2001, jak i po zamachach w Wołgogradzie przed zimowymi igrzyskami, zaczęli sobie zdawać sprawę ze swej słabości. Do tej pory problem ten istniał jedynie na ulicach izraelskich miast. Teraz możemy stworzyć bardzo długą listę miejsc, w których w każdym „innym” dopatrywać się można potencjalnego wroga. Nie bez powodu mówi się, że świat po 11 września 2001 roku już nie jest tym samym światem.

Dziś wszyscy się głowią nad tym problemem, jak rozwiązać wszystkie te napięcia. Zastanawiamy się, czy istnieje możliwość jakiegoś uspokojenia, pojednania, unikania sytuacji mogących doprowadzać do eskalacji napięć. I to nie tylko różnego rodzaju organizacje międzynarodowe począwszy od ONZ, ale także wszystkie tradycyjne religie zaczynają szukać dróg pojednania, by nie doprowadzać do jeszcze większych nieszczęść. Także Kościół Katolicki pragnie dać świadectwo swej nadziei opartej na przekonaniu, że zło, mysterium iniquitatis, nie ma ostatniego słowa w ludzkich dziejach(1). Pismo św. w sposób szczególny ukazuje relację człowieka do Boga, który „wie, na jakich drogach dotknąć najbardziej zatwardziałych serc i wydobyć dobre owoce nawet z nieurodzajnej i suchej gleby” (2).

Pojednanie jest odważnym i trudnym wezwaniem do budowania przyszłości na fundamencie chwili obecnej. Na nic zda się bicie w swoje piersi wyznając przewinienia, jeśli nie skłoni to do zadośćuczynienia i nie uwrażliwi nasze sumienia. Dlatego bł. Jan Paweł II zadawał bardzo trudne pytanie, w jaki sposób można przywrócić pełny porządek moralny i społeczny, tak barbarzyńsko pogwałcony? I w świetle Objawienia, odpowiadał, że można go przywrócić w pełni tylko wtedy, gdy powiąże się ze sobą sprawiedliwość i przebaczenie. Są to bowiem filary prawdziwego pokoju (3).

Prawdziwy pokój jest w rzeczywistości „dziełem sprawiedliwości” i dlatego musi zapewnić poszanowanie praw i obowiązków oraz równomiernie rozdzielać dobra i powinności. Jednak ludzka sprawiedliwość nie zawsze okazuje się być silną i doskonałą. Nieraz jest podbudowana egoizmem i ograniczeniami wynikającymi ze słabości kondycji ludzkiej. Dlatego tak ważne jest by uzupełniać ją przebaczeniem, która odnawia zakłócone relacje międzyludzkie. To przebaczenie dąży do pełnej sprawiedliwości wprowadzając ostateczny ład.

Potrzeba przebaczenia rodzi się także z poczucia winy, jakie odczuwa człowiek zraniony przez niesprawiedliwość. Pojawia się ono w chwili przekroczenia reguł prawa i obiektywnie istnieje niezależnie od tego, czy łamiący prawo czuje się winny czy nie. Jednak aspekt pozytywny poczucia winy może skłaniać nas do zmiany zachowania i szukania przebaczenia.

W wyniku wydarzeń związanych z islamskim terroryzmem może i powinna się rodzić przede wszystkim wina społeczna. Dotychczasowy obraz społeczeństw zachodnioeuropejskich jako symbiotyczną swoistą mieszaną kultury muzułmańskiej i europejskiej lansowany przez wielu polityków wynikał raczej z postrzegania imigrantów jako grupę czasowo tylko przebywającą w Europie, potrzebną do rozbudowy potencjału gospodarczego. Nieoczekiwany obrót zdarzeń na Bliskim Wschodzie w roku 1973 spowodował, że wielu Arabów odrzuciło chęć powrotu do swoich krajów, ale też wtedy zaczęto dostrzegać imigrantów muzułmańskich jako odrębną grupę tożsamościową. Problem ten umocnił się jeszcze bardziej w momencie integracji rodzin muzułmańskich (4).

Jedną z naturalnych konsekwencji była także polaryzacja pomiędzy społecznością europejską a imigracyjną - nie wszyscy muzułmanie chcieli bądź nie potrafili wpasować się w obraz wynikający z poprawności politycznej. Polityczne czynniki ignorowały ten fakt umieszczając go na szerokim marginesie patologii społecznej której przecież ulegają nie tylko imigranci. Nie stworzono zatem żadnego programu socjalnego dla tych ludzi co doprowadziło do procesu wykluczenia. W imigracyjnych gettach wielkich miast muzułmanin będzie co prawda korzystał z wolności i praw socjalnych, jakich być może nie zaznałby w kraju swego pochodzenia, ale jednocześnie nie włączy się on w otaczający go porządek społeczny i będzie żył w całkowitej izolacji. Jego świat, do którego będzie czuł się przywiązany zawsze będzie ograniczał się do rodziny, wspólnoty islamskiej i anteny satelitarnej odbierającej sygnały jego rodzimej telewizji. Jest to niebezpieczny czynnik sprzyjający tworzeniu się nowych organizacji terrorystycznych zrzeszających ludzi niezadowolonych z istniejącego porządku rzeczywistości (5).

Myliłby się jednak ten, kto myślałby, że imigranci jakoś się wreszcie przyzwyczają i przyjmą zachodnią kulturę. W wielu krajach europejskich już połowa ludności muzułmańskiej przez fakt swoich narodzin TUTAJ posiadają obywatelstwo i prawo wyborcze europejskich państw. Są obywatelami Unii Europejskiej. Dlatego w dzisiejszej Europie muzułmanie coraz częściej żądają by traktowano ich na równi z innymi, by respektowano ich zwyczaje, dotąd często pomijane i szanowano ich prawo oraz tradycje.