Redakcja:  Co wydarzyło się w czasie polskiego Czerwca ’76?

Dr Paweł Sasanka: Najważniejsze dla uspokojenia sytuacji społecznej po grudniu były dwie decyzje. Po pierwsze, decyzja o zamrożeniu cen podstawowych artykułów żywnościowych. Po drugie, podjęta pod presją strajków w Łodzi decyzja o wycofaniu się z podwyżki cen, którą próbował wprowadzić Władysław Gomułka. To ona stała się przyczyną strajków na wybrzeżu i krwawego dramatu w konsekwencji. Te dwa powody: zamrożenie cen żywności i wycofanie się z podwyżki cen miały fundamentalne znaczenie dla całej dekady. Było tak, ponieważ ceny artykułów żywnościowych w tym czasie utrzymywano na niskim poziomie, a społeczeństwo generalnie rzecz biorąc zarabiało coraz lepiej. Stanowiło to ważny element tzw. budowy drugiej Polski, czyli poprawy warunków życia Polaków, co Gierek obiecał w 1971 roku. W którymś momencie ceny artykułów żywnościowych musiały jednak zostać podniesione. Była to swojego rodzaju strzelba zawieszona na samym początku spektaklu, która w pewnym momencie miała wystrzelić. Tak właśnie stało się w 1976 r.

To swoisty fenomen, że ekipa będąca na wysokich szczeblach aparatu władzy, posiadając świadomość, jak podwyżka cen może się skończyć, popełniła tak wiele błędów, które doprowadziły do wybuchu niezadowolenia społecznego. Pierwsza połowa dekady była rzeczywiście okresem rozwoju. Ważne jest jednak, że poziom zaopatrzenia sklepów zaczął się pogarszać już w okolicach 1974-75 r. Władze miały coraz poważniejszy problem z zapewnieniem równowagi rynkowej. Polacy zarabiali więcej i coraz więcej pieniędzy wydawali na artykuły spożywcze, w tym na artykuły mięsne. Ponieważ komuniści nie znali innego sposobu na przywrócenie równowagi, niż podniesienie cen, zdecydowali się, że muszą to zrobić i tak też zrobili w czerwcu 1976 r.

Wiele elementów sprawiło, że ludzie wyszli wtedy na ulicę. W generalnym ujęciu społeczeństwo przyjęło podwyżkę cen, wprowadzoną w czerwcu 1976, jako próbę odebrania mu tego, co zyskało w ciągu kilku ostatnich lat. Były jednak również powody dodatkowe. Myślę, że ważną przyczynę stanowiła arogancja władz. Przedstawiały one podwyżkę cen jako swojego rodzaju projekt dopiero przygotowany pod konsultacje, ale ludzie wiedzieli, że do poszczególnych województw przyjechały już zaplombowane worki z cennikami, i że ceny muszą być podniesione. 24 czerwca 1976 r. premier Piotr Jaroszewicz zapowiedział w sejmie, że następnego dnia odbędą się konsultacje, ale obywatele mieli już świadomość, że jego słowa to fikcja. Dodatkowym i bardzo ważnym elementem była skala podwyżki i zasady, na jakich ją wprowadzono. Przypomnę, że o ile w grudniu 1970 r. ceny artykułów mięsnych rosły średnio o 17%, tak w czerwcu 1976 r. te same ceny rosły o około 70%, a wiele innych artykułów spożywczych nawet o ponad 100%. Władze przedstawiały to jako podwyżkę podstawowych artykułów żywnościowych, ale tak naprawdę chodziło o podwyżkę całej żywności. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, jak możliwe jest, że z dnia na dzień ceny rosną, ale tak właśnie było. W ciągu jednego dnia cena, załóżmy, cukru miała wzrosnąć z 90 do 180 zł.

I wreszcie dodatkowym elementem, który w bardzo dużym stopniu sprawił, że robotnicy w wielu miejscach Polski zaprotestowali był fakt, iż premier Piotr Jaroszewicz zapowiedział społeczeństwu rekompensatę podwyżki. Zasady, na jakich to miało nastąpić okazały się jednak skrajnie niesprawiedliwe. Osoby zarabiające najmniej otrzymywały kwotowo najmniejszą rekompensatę, a osoby zarabiające najwięcej nawet kilkukrotnie większe pieniądze. To stało w jaskrawej sprzeczności z zasadami sprawiedliwości społecznej, które niosła na sztandarach PZPR i zapewne to przesądziło, że ludzie wyszli na ulicę 25 czerwca ’76 roku.

Ten dzień, 25 czerwca, bardzo często utożsamiany jest z protestami w trzech miastach: Radomiu, Ursusie i Płocku. Właśnie tam zaprotestowały załogi największych zakładów przemysłowych. Robotnicy wyszli na ulicę, doszło do demonstracji, w końcu do starć ulicznych, brutalnie stłumionych przez oddziały ZOMO. Tego dnia protesty miały miejsce także w dużo większej liczbie zakładów. Według danych MSW odbyły się one na terenie 24 województw. W niemal 200 zakładach strajkowało około 90 000 osób. Bardzo zasadne jest pytanie, co by było gdyby władze nie wycofały się z podwyżki jeszcze tego samego dnia? Wydaje się bardzo prawdopodobne, że strajki rozszerzyłyby się na kolejne ośrodki. Sytuacja być może rozwijałaby się w kierunku tej z grudnia 1970 r., z jednym ważnym zastrzeżeniem, władze obawiały się powtórzenia scenariusza z Grudnia ’70 i podjęły wiele kroków, żeby do czegoś podobnego ponownie nie dopuścić. Jednym z kluczowych elementów był fakt, że oddziały interweniujące na ulicach polskich miast tym razem nie zostały wyposażone w broń palną.

Tak jak wspomniałem, do strajków i demonstracji doszło przede wszystkim w Radomiu, Ursusie i Płocku, co było dużym zaskoczeniem dla władz. One spodziewały się, że protesty wybuchną w największych ośrodkach przemysłowych, tak jak w Grudniu ’70, na wybrzeżu, Śląsku lub w Warszawie. Tymczasem do protestów doszło w małych ośrodkach. Przykładowo w Radomiu rano 25 czerwca znajdowało się zaledwie siedemdziesięciu pięciu ZOMO-wców, czyli liczba za mała do spacyfikowania demonstracji.  

Oglądaj całość