Redakcja: Jak możemy oceniać postać Józefa Piłsudskiego pod kątem moralnym?

Prof. Andrzej Chojnowski: Jeżeli mówimy o Piłsudskim jako agencie, a czasami się ten zwrot pojawia, to po pierwsze pamiętajmy, że określenie agent w każdym języku ma trochę inne znaczenie. W języku polskim agent to ktoś, kogo możemy oceniać pejoratywnie, to raczej obelga czy epitet, niż charakterystyka działalności albo funkcji, jaką odgrywa dany człowiek. W przypadku Polski znajdującej się pod zaborami, działalność prowadzona przez Piłsudskiego nie polegała na zdobywaniu jakichś informacji o przeciwnikach politycznych w obrębie społeczeństwa polskiego i donoszeniu na kogoś strukturom państw zaborczych, żeby mu zaszkodzić. Była to pewnego rodzaju gra, polegająca na tym, że jeśli chcemy się dogadać z pewnymi siłami politycznymi, żeby nam jakoś pomogły, to w zamian za to one będą oczekiwały, że my też im coś damy. W związku z tym czynienie z Piłsudskiego jakiegoś szpiega, który handluje informacjami dla pieniędzy, własnej korzyści ambicjonalnej czy kariery, jest rzeczą opartą na jakimś zupełnym nieporozumieniu.

Jeśli przejdziemy do kontrowersji związanych z funkcjonowaniem Piłsudskiego w innej rzeczywistości, w ramach niepodległego państwa polskiego, to jednym z największych zarzutów pod jego adresem będzie to, że w 1926 r. złamał konstytucję, dokonując klasycznego zamachu stanu przy pomocy armii. Jakkolwiek by nie spojrzeć, było to sprzeniewierzeniem się zasadom moralności, która nakazuje nam respektować istniejący porządek prawny. W sporze o to, czy zamach stanu z 1926 r. był czymś, co można usprawiedliwić czy też czymś, co należy bezwzględnie potępić, tym bardziej, że pociągnął za sobą liczne ofiary ludzkie, ponieważ prawie 400 osób wtedy zginęło a prawie 1000 odniosło różne obrażenia, werdykt zależy od tego, jak oceniamy tę Polskę po 1926 r. Czy warto było, bo ta Polska po przewrocie była jednak lepsza, sprawniej zarządzana i jak gdyby lepiej przygotowana do wyzwań nowych czasów? Czy jednak nie, bo Piłsudski nie zrobił właściwie nic, co by go usprawiedliwiało i że cena, jaką Polska zapłaciła w 1926 r. nie była tego warta, bo sanacja, która przejęła władze okazała się niezdolna, żeby tę Polskę uzdrowić?

Podam ciekawy przykład tego rodzaju dwoistości i skomplikowanego widzenia spraw. Znana polska pisarka, Maria Dąbrowska, która zapisywała wszystkie wydarzenia swojego życia w dzienniku, w maju 1926 r. napisała w krótkich zdaniach swoistą apoteozę przewrotu majowego twierdząc, że oto właśnie nastąpiło zwycięstwo lepszej moralnie Polski. Po kilku latach w dzienniku tym zrobiła jednak adnotację, pisząc jak bardzo była głupia i jak bardzo się myliła. To być może najlepsza ilustracja złożoności tego problemu.

Jeżeli uświadomimy sobie praktykę działania obozu piłsudczykowskiego, zobaczymy rzecz, która jest właściwie w historii czymś normalnym i stałym, czyli fakt, że intencje nie przekładają się na rezultaty. W historii obozu sanacyjnego są takie epizody, jak i szersze zjawiska, jak choćby stłamszenie opozycji bardzo brutalnymi metodami w roku 1930. W twierdzy brzeskiej uwięziono wtedy przywódców opozycji, a następnie skazano ich w procesie manipulowanym politycznie na karę więzienia oraz zmuszono część z nich do emigracji z kraju. To wszystko są rzeczy, które mogą zasługiwać na krytyczną ocenę. Także utworzenie czegoś w rodzaju obozu koncentracyjnego, chociaż to nie był taki obóz, jaki nam się kojarzy z obozami hitlerowskimi czy z łagrami sowieckimi, ale założenie takiego obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej to czyn sanacyjnego bloku, który już wtedy był potępiany i po latach to potępienie możemy powtórzyć.

Ważne jest pytanie, czy on o tym wiedział? Najczęściej nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na nie precyzyjnie. Zaginął na przykład gen. Włodzimierz Zagórski, który został uwięziony po przewrocie majowym. Jemu i kilku innym generałom postawiono wtedy zarzuty i tylko jeden z nich praktycznie rzecz biorąc został postawiony przed sądem i skutecznie skazany. Innych wypuszczono, bez przeprowadzenia bardzo szczegółowego dochodzenia, czy te zarzuty były rzeczywiście słuszne. Generał Zagórski stanowił o tyle wyjątek w tej całej historii, że wypuszczono go z więzienia, przyjechał do Warszawy i zniknął po tym jak tylko wysiadł na dworcu z pociągu. Powstały wówczas różne teorie i hipotezy, w tym jedna bardzo rozpowszechniona i być może bardzo prawdopodobna, że generał został zamordowany przez piłsudczyków, bo mieli do niego jakieś pretensje lub uważali, że posiada wiedzę, która marszałka może skompromitować. Są to zarzuty bardzo niejasne, ale tak czy inaczej nie można wykluczyć, iż gen. Zagórski zaginął za sprawą współpracowników Piłsudskiego.

Czy Piłsudski wiedział? Trudno powiedzieć. Można jedynie stwierdzić, nie pretendując do miana moralisty, bo historyk moralistą być nie powinien, że taka osoba jak Piłsudski, która w 1927 r. już posiadała status pierwszej osoby w państwie, nawet jeśli nie o wszystkim wiedziała, to nie mogła się tą niewiedzą tłumaczyć, bo ona za wszystko brała odpowiedzialność. 

Oglądaj całość