Redakcja: Czym jest projekt NIEM?

Dr Mikołaj Pawlak: Wiele krajów europejskich ma bogate doświadczenia z integracją różnego rodzaju cudzoziemców i rozwinięte polityki dotyczące ich integracji, która należy do ważnych tematów tamtejszych debat. Uchodźcy natomiast, są w Europie stosunkowo niedużą grupą w porównaniu z większością migrantów, ponieważ większość migrantów to tzw. migranci ekonomiczni. Uchodźcy wymagają szczególnej uwagi ze strony państw, które ich przyjmują, gdyż sytuacja tej grupy jest skrajnie najgorsza.

Przedsięwzięcie od niedawna realizowane w 15 krajach Unii Europejskiej nazywamy w skrócie NIEM, od National Integration Evaluation Mechanism. Cel projektu to zbadanie szeregu polityk oraz uwarunkowań prawnych i społecznych integracji migrantów przymusowych, czyli osób, które otrzymały różnego rodzaju formę ochrony narodowej, przede wszystkim status uchodźcy. Dotyczy on porównania i sprawdzenia, w jaki sposób polityki w tych krajach są prowadzone. Z jednej strony chodzi o zbadanie zjawiska, a z drugiej o poznanie dobrej praktyki. Przekonanie się, co i jak działa w poszczególnych państwach oraz doprowadzenie do wymiany informacji pomiędzy nimi i innymi aktorami ważnymi dla integracji.

Część tzw. polityki azylowej Unii Europejskiej jest prowadzona wspólnie przez państwa europejskie. Duży wpływ na jej kształt ma Komisja Europejska, ale także różni aktorzy społeczeństwa obywatelskiego, jak np. organizacje pozarządowe. Chodzi także o mierzenie tego procesu w czasie, ponieważ w przyszłości, co 2 lata, będziemy zbierać ten sam zestaw wskaźników. Dzięki temu możliwe stanie się odnotowanie zmian.

Możemy się też pochwalić, że inicjatywa tego bardzo dużego przedsięwzięcia wyszła ze strony polskiej. Współpraca mieszczącego się w Polsce przedstawicielstwa Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. uchodźców, Instytutu Spraw Publicznych, a także Instytutu Spraw Społecznych i Resocjalizacji UW zakiełkowała efektem w postaci koordynacji całego projektu przez Instytut Spraw Publicznych. Tu znajduje się więc centrum dowodzenia projektem.

W jakich krajach integracja uchodźców przebiegła najpomyślniej?

Integracja migrantów przymusowych, osób obejmowanych ochroną międzynarodową jest wyjątkowo trudnym przedsięwzięciem i trudno powiedzieć, żeby jakiś kraj miał mniej lub bardziej spektakularne sukcesy na tym polu. Trudno również stwierdzić, czy zależy ona wyłącznie od tego, jak kształtowana jest polityka danego kraju. Weźmy przykład Polski, do której uchodźcy, przynajmniej z punktu widzenia definicji prawnej, przyjeżdżają od początku lat 90. Większość z nich nie zatrzymywała się tu na dłużej. Nie dlatego, że nasz kraj realizował politykę wobec nich w sposób marny, ale dlatego, że Polska nie jest szczególnie atrakcyjnym celem migracji. Polska jest nadal krajem, z którego większość osób wyjeżdża. Oczywiście rośnie imigracja do Polski związana z wzrostem atrakcyjności określonych sektorów naszej gospodarki dla pewnych kategorii cudzoziemców, ale trzeba pamiętać, że integracja migrantów ze społeczeństwem przyjmującym to w dużej mierze proces niesterowalny. Dobra polityka może kształtować ten proces, ale jego podstawowym warunkiem jest możliwość odnalezienia się, choćby gospodarczego.

Bardzo trudno jest zatem wskazać model państwa, które odnosiłoby szczególne sukcesy, ponieważ uwarunkowań jest bardzo wiele. Z jednej strony chodzi tutaj o pewną bliskość kulturową. Z drugiej, o to, na ile chłonne są rynki pracy. Niemcy mogą obecnie przyjąć wielu uchodźców, ponieważ ich gospodarka się rozwija. Są też jednak mniej zamożne kraje, będące w stanie przyjąć stosunkowo dużo uchodźców, mające przemyślane polityki włączania ich w swoje społeczeństwo. Kraje, które należy uważnie obserwować, gdyż odnoszone są tam sukcesy związane w ogóle z integracją cudzoziemców to np. Holandia czy niektóre kraje skandynawskie. Trudno jednakże stawiać je sobie, jako wzorzec, ponieważ są to kraje o dłuższej historii przyjmowania migrantów, a także zasobniejsze od naszego.

Czy poprawa warunków bytowych uchodźców zmniejsza ryzyko radykalizacji?

Pewnym obciążeniem debaty na temat uchodźctwa, która trwa w Polsce od 2015 r. jest jej bardzo silne łączenie z radykalizacją i zagrożeniem bezpieczeństwa. W ten sposób zostało to skierowane. Należy zwrócić uwagę, że uchodźcy to osoby, które uciekają przed prześladowaniem i tym, że coś złego dzieje się w ich kraju. Czy istnieje taki prosty mechanizm, wg którego zapewnienie dobrych warunków życiowych zapobiegnie radykalizacji? Myślę, że to w ten sposób nie działa. Radykalizacja, i to niekonieczne ta, którą obserwujemy w niektórych krajach Europy Zachodniej, dotycząca ich mieszkańców o pochodzeniu migracyjnym (bo bardzo często to nie są migranci, a ich dzieci czy wnuki) raczej nie wiąże się bezpośrednio ze złymi warunkami życiowymi, a z czymś, co uczeni socjologowie nazywają „relatywną deprywacją”. Ci ludzie widzą pewien sufit osiągnięć, ograniczenia, które ich rówieśników nie posiadających pochodzenia migracyjnego nie dotyczą. Rewolucje również wybuchają nie wtedy, kiedy jest bardzo źle, tylko, tak jak uczyli nas wielcy analitycy rewolucji francuskiej, wtedy, gdy ludzie dostrzegają, że mogłoby być lepiej, ale są jakieś ograniczenia przeciwko temu.

A więc zapewnienie pewnych warunków bytowych nie jest prostym zabezpieczeniem przed radykalizacją kogokolwiek. Raczej zabezpieczenie równych szans w społeczeństwie może sprzyjać ochronie przed radykalizacją. Uciekałbym zresztą od łączenia uchodźców z radykalizacją. Zwykle są to właśnie ludzie, którzy uciekają przed radykałami. Wolałbym mówić o uchodźcach także w kontekście aspektu humanitarnego tego zjawiska.

Oglądaj całość