Wcześniejsza rola „Towarzysza Wiktora” w zasadzie nie zasługuje na uwagę, bo lewicowe bojówki – nawet w okresie strajków w 1905 roku – miały marginalne wpływy. Ich usilne poszukiwania poparcia (i pieniędzy) w państwach wrogich Rosji, w tym również w Japonii, nie stanowiły istotnego zagrożenia dla władz w Petersburgu, a już kompletną klapą i polityczną kompromitacją skończyła się próba wywołania antyrosyjskiego powstania w 1914 roku („Pierwsza Kompania Kadrowa”). Polacy w latach 1914–1918 niechętnie wspierali lewicowych polityków afiliowanych przy niemieckich zaborcach.

Dopiero czas rozpoczynający się od późnej jesieni 1918 roku do 1921 roku wyznacza ramy wyjątkowej wręcz kariery byłego Towarzysza Wiktora, teraz już Tymczasowego Naczelnika Państwa, i równie wyjątkowych wręcz zasług dla bolszewickiego sukcesu.

Mimo pozornego paradoksu i wymyślonych później sprzeczności, działania te tworzyły logiczny ciąg zdarzeń i przyczyniły się „walnie” do bolszewickiego mordu na Rosji. Zapewne nie mówię nic oryginalnego, ale obecna poprawność nakazuje pleść ahistoryczne głupstwa. Wszystkie, w tym militarne działania władz Polski lat 1919–1920 ostatecznie umocniły bolszewików, nawet gdy dochodziło do starć zbrojnych.

Powiedzmy tylko o najważniejszych inicjatywach Tymczasowego Naczelnika Państwa, mających ten charakter lub skutek:

• tzw. wyprawa kijowska, która w ślad za wycofywaniem z dawnych kresów wschodnich armii byłego Cesarstwa Niemieckiego umacniała ukraiński separatyzm w stosunku do Rosji, bo przecież celem i zadaniem bolszewików była likwidacja „jedinoj i niedielimoj Rossiji”;


• rozejm w Mikaszewicach, który dawał bolszewikom szansę przerzucenia sił na front walki z wojskami Antona Denikina („Armia Ochotnicza”); to był najważniejszy prezent, który ratował bolszewickich uzurpatorów od militarnej klęski;

• nawet polskie zwycięstwo nad Armią Czerwoną dowodzoną przez Michaiła Tuchaczewskiego w okresie sierpień–październik 1920 roku (front północny) nie doprowadziło do likwidacji bolszewickich rządów i nie miało tego celu. Wręcz odwrotnie: otworzyła drogę do negocjacji pokojowych (w Mińsku Białoruskim i potem w Rydze), które były sukcesem dyplomatycznym władz bolszewickich jako „reprezentantów Rosji”, mimo że nie mieli ku temu jakiejkolwiek legitymacji. Co prawda już wcześniej Brytyjczycy rozpoczęli negocjacje z przedstawicielami rządu Lenina („Rady Komisarzy Ludowych”), ale o dyplomatycznym uznaniu nie było mowy.

Niezależnie od tego, jak niezręcznie brzmi ta prawda, Piłsudski nigdy nie chciał wspierać Rosji w walce z bolszewizmem. A państwa Ententy naciskały na współdziałanie z przedstawicielami tego państwa, zwłaszcza z Antonem Denikinem, i to mocno. Tu jednak Tymczasowy Naczelnik Państwa pozostawał nieugięty – bliżej mu było do bolszewików, bo wiedział, że za cenę dyplomatycznego uznania są w stanie obiecać Polsce przesunięcie jej granic daleko na wschód. Nie wziął jednak pod uwagę, że był to tylko manewr taktyczny.

W 1939 roku bolszewicy wrócili na ziemie na wschód od linii Curzona. I już tam nie wróciliśmy i nie wrócimy.

Może wreszcie po stu latach zrozumiemy, że wspieranie „niepodległości” (w wersji niemieckiej, czyli dwudziestowiecznej) takich państw jak Litwa, Ukraina, Białoruś było i jest postawą antypolską, bo jako naród byliśmy obecni na tych ziemiach, a „młode nacjonalizmy” tych państw koncentrowały się (nadal to robią) na likwidacji polskiego dziedzictwa.

 

Artykuł pochodzi z mojej książki „Polska – Rosja. Refleksje na stulecie bolszewickiej rewolucji”, Tom IV, 
wyd. Instytut Studiów Podatkowych, www.ksiegarnia.isp-modzelewski.pl.

 

 

 

 

PS.

 

Mija 100 lat od bolszewickiego, z istoty antyrosyjskiego przewrotu, zwanego do dziś ”Rewolucją Październikową”.

Nasze, polskie postawy wobec bolszewizmu były (są?) pasmem wadliwych diagnoz i strategicznych błędów o długotrwałych, istotnych również dziś skutkach. Przed stu laty bez sensu opowiedzieliśmy się w wojnie bolszewicko-rosyjskiej po stronie „rewolucjonistów”, dając szansę przetrwania ich zbrodniczemu reżimowi, który niszcząc Rosję był w ocenie ówczesnych polityków ponoć naszym realnym sojusznikiem.

A przecież był nieporównywalnie groźniejszym przeciwnikiem niż dogorywająca wówczas Rosja, o czym mogliśmy się szybko przekonać już po trzech latach - w sierpniu 1920 roku - ratował nas wtedy „cud nad Wisłą”. Później piłsudczycy równie błędnie traktowali bolszewickie rządy za „najbardziej przyjazny Polsce wariant państwa rosyjskiego” (!). Klęski 1939 roku, a zwłaszcza dzień 17 września, mógł nas przekonać, że o geopolityce nie mamy zielonego pojęcia. Potem pod niemiecką okupacją, pozostało nam tylko poniżające oczekiwanie na „czerwoną zarazę”, która miała nas „uratować od czarnej (czyli niemieckiej) śmierci”.

I uratowała, narzucając jednak swoją wersję „ Polski Ludowej”, która przecież w istocie trwa do dziś, mimo że od ponad ćwierćwiecza nie ma już bolszewickiego ”socjalizmu” i ich państwa - Związku Radzieckiego. My jednak wciąż tkwimy w starych urojeniach, popełniając po raz kolejny te same błędy: spóźniony, w istocie bezprzedmiotowy „antykomunizm”, utożsamiamy z rusofobią, czyli z nienawiścią do najważniejszej ofiary ich reżimu łączymy z bezwarunkową uległością wobec Niemiec, które - podobnie jak przed stu laty - nazywamy „ niepodległością”. Najważniejszymi deponentami bolszewickich postaw są dziś zagorzali… „antykomuniści”; czas przeszły sprzed stu lat wciąż żyje w nas uniemożliwiając wyrwanie się z naszych słabości, wyzbycie się fobii oraz politycznego infantylizmu.

O naszych starych i nowych rozliczeniach z bolszewizmem i jego współczesnymi demonami jest moja książka „Polska – Rosja. Refleksje na stulecie bolszewickiej rewolucji”, Tom IV. Zaprzecza to wielu obowiązującym do dziś „zachodnim” bajeczkom, przy pomocy których „wyjaśniamy” naszą przeszłość i teraźniejszość.

Jej lektura może być dla nas gorzką, wręcz przygnębiającą.

Może jednak w czasach zamykających epokę III RP, warto podjąć próbę zrozumienia przeszłych 100 lat i wyzwolić się z demonów przeszłości, które zrodziły się w listopadowe dni 1917 r. Może dzięki temu coś odbudujemy w naszych relacjach z Rosją.