Redakcja: Czy znane są przykłady polskiego terroryzmu z czasów PRL?

Dr Przemysław Gasztold: Wbrew rozpowszechnionym opiniom, gdy zbierze się wszystkie incydenty o charakterze terrorystycznym lub takie, którym można przydać takie miano z okresu PRL, może się okazać, że Polska Ludowa wcale nie była wolna od zagrożenia terrorystycznego. Oczywiście kraj nie był targany fenomenem międzynarodowego terroryzmu, bo poza epizodem z Hotelu Victoria, kiedy Abu Daoud został postrzelony, wydarzenia z udziałem międzynarodowych terrorystów, czy to lewackich z Zachodu, czy też bliskowschodnich, nie zdarzały się wcale często.

Gdy spojrzy się jednak dokładnie na różne przykłady z lat 50. albo 60., a zwłaszcza z ostatniej dekady PRL, pokażą one, że miało wtedy miejsce naprawdę dużo radykalnych form przemocy wobec komunistycznej władzy. Warto wspomnieć na początku o Stanisławie Jarosie, który dokonał dwóch nieudanych zamachów z użyciem ładunków wybuchowych. Pierwszy zamach dotyczył przejazdu kolumny samochodów, wiozących Nikitę Chruszczowa. Drugim było targnięcie się na pierwszego sekretarza PZPR Władysława Gomułkę. Jaros został złapany i powieszony w 1963 roku. Te akcje nie zakończyły się pomyślnie dla zamachowców, ale przykładów, gdzie bomby wybuchały i gdzie zagrożenie było naprawdę bardzo duże, zdarzyło się o wiele więcej.

Warto wspomnieć o tzw. terroryzmie powietrznym. Od 1969 do 1990 r. doszło do kilkunastu porwań samolotów. Praktycznie żadne z nich nie miały charakteru politycznego, czyli nie były dokonane przez członków organizacji, która chciałaby w ten sposób zamanifestować swój program, cel lub ideę o charakterze politycznym. Wszystkie właściwie porwania miały przyczynę bardziej prozaiczną. Często wykorzystywano samolot, aby uciec z Polski Ludowej, przekroczyć granicę i tym środkiem transportu wylądować na Zachodzie. Niemniej nie wszystkie tego rodzaju porwania zakończyły się sukcesem, a w czasie niektórych z nich zdarzało się, że wiele osób zostawało rannych.

Ten temat stanowi rzeczywiście pewną niszę w badaniach nad radykalnymi formami oporu wobec komunistycznych władz i wymaga dalszych prac. Już teraz mogę jednakże powiedzieć, że swoją rolę w tych wydarzeniach odgrywały plutony antyterrorystyczne ZOMO, które zapobiegły kilku porwaniom. W czasie takich akcji co najmniej kilkanaście osób zostało poszkodowanych. Jeżeli spojrzymy na lata 80., zauważymy, że zdarzeń o charakterze terrorystycznym było naprawdę dużo i władze starały się w pewien sposób powiązać niektóre incydenty z działalnością podziemnej opozycji. W tym celu powołały w departamencie III MSW, a więc w departamencie odpowiedzialnym za nadbudowę i ideologię, specjalny wydział do spraw zwalczania terroryzmu. Co ciekawe, nie zajmował się on w ogóle przypadkami terroryzmu międzynarodowego, czyli choćby terrorystami już rozpoznanymi, pochodzenia palestyńskiego, libijskiego lub innego, którzy przyjechali z Zachodu. Ten wydział, a zwłaszcza zespół zajmujący kilka etatów, zajmował się głównie przypadkami terroryzmu krajowego, ale także tzw. terroryzmu, specyficznie rozumianego przez władze aparatu bezpieczeństwa i generała Kiszczaka.

Przykładowo, rzucenie cegłówką w gmach partyjny czy zerwanie flagi czerwonej lub zniszczenie pomnika upamiętniającego armię sowiecką mogło być uznane przez zespół do spraw zwalczania terroryzmu właśnie za działalność o charakterze terrorystycznym. Rzucenie świecy dymnej czy też posiadanie legalnej broni przez członków młodzieżowych organizacji, którzy np. wykopali ją na poligonie albo znaleźli jakąś pozostałość II wojny światowej, było już pretekstem, by zespół mógł przejąć prowadzenie sprawy. Takich ludzi następnie inwigilowano, a sprawę wykorzystywano później propagandowo, mówiąc chociażby, że niektórzy członkowie opozycji starają się prowadzić działalność terrorystyczną.  

W 1982 r. grupa Polaków przeprowadziła zamach zbrojny na ambasadę PRL w Bernie w Szwajcarii. Liderem uzbrojonej grupy polskich emigrantów, którzy zajęli i okupowali ambasadę był Florian Kruszyk. Incydent ten uznaje się za jeden z najbardziej znaczących przykładów ataku o charakterze terrorystycznym na placówkę zagraniczną PRL, choć jednoznaczne określenie go w ten sposób z pewnych względów może budzić wątpliwości. Florian Kruszyk początkowo domagał się bowiem zwolnienia z internowania Lecha Wałęsy przez władze oraz odwołania stanu wojennego, ale już później, w trakcie pertraktacji z policją szwajcarską, modyfikował swoje żądania, aż do momentu, gdy specjalny oddział policji wkroczył na teren ambasady. Oddział aresztował Polaków okupujących to miejsce, a operację wykorzystał w celu przejęcia dokumentów wywiadowczych znajdujących się na terenie placówki. Mogło do tego dojść, ponieważ dokumenty te nie zostały wystarczająco zabezpieczone przez polskich pracowników ambasady.    

Oglądaj całość