Redakcja: Czy projekt Międzymorza jest wykonalny?

Prof. Witold Modzelewski: Określenie "Międzymorze" ma bardzo wiele różnych treści i nawet pomijając historyczne znaczenie pojęcia, a koncentrując się na jego współczesnej definicji, musimy przyjąć tezę wyjściową, że droga, którą będziemy kroczyć realizując tę ideę jest bardzo odrębna od współczesnego nam czasu, który kształtuje Unia Europejska. To idea odległa od modelu obecnego i jestem przekonany, że w każdym wariancie, ze strony zarówno Brukseli, jak i Berlina, będą podejmowane wszelkie działania, mające na celu niedoprowadzenie do jej realizacji nawet w stopniu szczątkowym.

Idea Międzymorza jest ideą Europy południkowej, czyli Europy, która w zasadzie zaczęła zanikać, jeśli kiedykolwiek zaistniała, już co najmniej 300 lat temu. Jagiellonowie prowadzili politykę pokoju z Turcją, nie chcieli wojny z tym krajem ani nigdy nie zamierzali stwarzać stanów zasadniczego zagrożenia. Bardzo ostrożnie starali się prowadzić tę politykę wschodnią i przede wszystkim stworzyć państwowość w naturalnych granicach. Później zostaliśmy zdominowani przez wojny tureckie, które uczyniły z nas bardzo poszkodowanego aktora tej sceny. To na nas się wykrwawiała Turcja i my wykrwawialiśmy się na tych wojnach, bo nawet jeśli je wygrywaliśmy, to niepotrzebnie prowadziliśmy je jako takie. Co prawda, wychowaliśmy na tym naszych wielkich wodzów, ale nic poza tym nie zyskaliśmy. Nasze najlepsze lata i nasz najlepszy wiek jeśli chodzi o skutki ekonomiczne przegraliśmy na wojnach, które paradoksalnie wygraliśmy... Nie tylko na potopie szwedzkim czy wojnach z Rosją, ale właśnie przede wszystkim na wojnach z Turcją.

Potem świat nam bliski zdominowała polityka równoleżnikowa, czyli stosunki niemiecko-rosyjskie i degradacja państw tworzących lub quasi-państw tworzących region Międzymorza. One zaczęły po prostu zanikać, nikt już nie wiedział, czy jest coś takiego, jak Księstwo Mołdawskie albo Księstwo Wołoskie. Nikt już nawet nie pamiętał, że one kiedyś były i dopiero koniec XIX w. zaczał przywracać takie pseudopaństwowości albo wręcz formalnie państwowości, jak państwo rumuńskie czy państwo bułgarskie. Te państwa utworzyła Rosja, która przejęła naszą rolę w walce z Turcją i poszerzała swoje dominia na południu, nie tylko Europy, ale także w Azji. Był to proces bardzo złożony, ale nie wróciliśmy do polityki, którą moglibyśmy nazwać południkową. Te państwa były ciągle zależne od wielkich mocarstw, wokół których tworzyły swoisty wianuszek.

Wiemy, że wielcy gracze polityki równoleżnikowej już nie istnieją. Nie ma wielkiej Rosji, są może wielkie Niemcy w nowym wydaniu, ale to już nie to samo mocarstwo, a przede wszystkim nie jest to tak wielkie państwo jakim było pod koniec XIX w. Wiemy, że te małe państwa skorzystały na osłabieniu ośrodków politycznych, takich jak Wiedeń, który był bardzo zainteresowany tym, aby nigdy nie powstała grupa państw wiążących się w sposób południkowy z państwami północnej Europy.

Można powiedzieć, że w tym skomplikowanym obrazie jedno jest dla nas istotne. Musimy mieć zawsze wariant alternatywny. Naszym wariantem, sądzę, że dla większości Polaków, niezależnie od naszych ocen, ciągle najważniejszym, jest wariant Unii Europejskiej.

Jeżeli zakładamy, że Unia Europejska ma szansę być trwałym porządkiem świata w tej części Europy to wtedy jest to wariant, który może być tylko potencjalną alternatywą. Jeżeli jednak Unia Europejska, w której my nie rządzimy i rządzić nie będziemy, nie będzie umiała rozwiązać swoich problemów i zacznie się dzielić na wielkie cesarstwo i małe cesarstwo, czyli dwie prędkości, to wtedy my musimy mieć pomysł na tę część świata i wiemy, że wtedy trudno nam nawet pośrednio afirmować powrót w ten region władctwa rosyjskiego. Musi jeszcze minąć pokolenie, żeby ten problem mógł być w ogóle postawiony jako taki. Pokolenie dzisiejsze, nie moje, to dużo młodsze, ono jeszcze będzie brało pod uwagę przeszłość, poprawność, zahamowania i to będzie zbyt ważne, aby można było taką sprawę postawić.

A więc jedynym alternatywnym modelem dla potencjalnej słabości Unii Europejskiej jest to, że między Polską a w najlepszym wariancie Grecją i Bułgarią powstanie pewien ciąg państw. Może się nawet do nich zaliczać tradycyjnie antyniemiecka Dania, bo pamiętajmy, że Międzymorze jest przede wszystkim przeciwstawieniem się koncepcji Mitteleuropy. Niemcy będą zawsze przeciwnikiem Międzymorza, zresztą Rosja też, ale z zupełnie innych powodów i w zupełnie innej sekwencji zdarzeń. Rosja poprze bowiem każde osłabienie Unii Europejskiej, a zwłaszcza destrukcję modelu Mitteleuropy. Natomiast my musimy pamiętać, że mamy szansę być w tym układzie alternatywnym i ten układ może dużo lepiej utrwalać status quo, czyli pokój w tej części świata, niż układ, który jest obecnie.

Jednej rzeczy powinniśmy się jednak wyrzec, co będzie dla nas bardzo gorzkie. Nie możemy kreować się na naturalnego lidera tego świata, bo wtedy nigdy, w żadnym wariancie, Mitteleuropa nie przekształci się w Międzymorze. Inne małe państwa, my też nie jesteśmy wielkim państwem, mogą się obawiać takiego trochę absurdalnego, ale jednak istniejącego w ich świadomości polskiego pseudo-hegemonizmu. Tak więc bądźmy ważni w tym gronie, ale nie kreujmy się na jagiellońską wersję lidera tego nowego, przyszłego świata, który ma szansę.

Oglądaj całość