Redakcja: Jak doszło do wybuchu wojny polsko-bolszewickiej?

Prof. Marek Kornat: Nie da się na to pytanie odpowiedzieć w sposób jednoznaczny. Powodów tej wojny było przynajmniej kilka, dwa zasadnicze i kilka innych. Po pierwsze, strona sowiecka, nowi władcy Moskwy, nie chcieli się pogodzić z egzystencją Polski jako państwa o większych rozmiarach terytorialnych, które będzie od Moskwy naprawdę niezawisłe. Dochodził tu motyw niezmiernie prosty, mianowicie Polska była swoistym przepierzeniem między czerwoną Rosją a zrewolucjonizowanymi Niemcami. W 1918 r. tak ją określił Stalin, wskazując w tej wypowiedzi na bardzo istotny motyw geopolityczny, bliski kierownictwu bolszewickiemu. Tym motywem była chęć terytorialnego dostępu Rosji do Niemiec. Niemcy bowiem były traktowane jako potencjalnie najistotniejszy partner i światowe centrum ruchu robotniczego. A więc od pierwszych chwil nowa czerwona Rosja niewątpliwie nie chciała się pogodzić z egzystencją Polski naprawdę niepodległej.

Po drugie, dochodził czynnik polski, otóż mieliśmy świadomość, że kilka z 20 milionów stanowiących naród polski żyło na tak zwanych ziemiach zabranych, a więc na terytoriach wschodnich, które później nazwano Kresami. Walcząc o państwo polskie i jego odbudowę w satysfakcjonujących granicach nie można było się zrzec tych terenów. Pragnienie polskich elit politycznych, aby się upomnieć o ziemie wschodnie stanowiło drugi motyw konfliktu. Jak wiemy, Józef Piłsudski był świadom tego, że ziem zabranych nie można sobie tak oto przyłączyć do Polski, jak tego chciał obóz narodowy. Postanowił więc przede wszystkim zaoferować narodowi ukraińskiemu rodzaj sojuszu, dając mu perspektywę pomocy w stworzeniu własnego państwa. Wierzył też w rodzaj federacji między Polską, Litwą i Białorusią czy też federacji Polski z jakimś organizmem państwowym litewsko-białoruskim. Te plany godziły w imperialne aspiracje bolszewickiego kierownictwa, które było świadome zagrożenia jakie one niosą. Bez Ukrainy Rosja nie jest imperium, a więc była to wojna o Ukrainę.

Tu widzę dwa powody tych zmagań. Kiedy natomiast wojna się zaczęła i kto do kogo pierwszy strzelał? Trudno powiedzieć. Wiemy tylko, że w styczniu 1919 r. na ziemiach dzisiejszej Białorusi wybuchły spontaniczne walki. Była to więc wojna niewypowiedziana. Zaczeła się ona w ten sposób, że na terytoria Niemców, żołnierzy Ober-Ostu, wkraczały siły bolszewickie. Te siły napotykały na żołnierzy polskiej samoobrony, a następnie na regularne wojska. Tak doszło do pierwszych starć. Tego rodzaju lokalna wojna szarpana stanowiła preludium do rozpalonego na wielką skalę konfliktu. Pierwszą dużą tego typu ofensywą było wyzwolenie Wilna przez Józefa Piłsudskiego w kwietniu 1919 r.

Które kraje europejskie pomagały Polsce w wojnie z bolszewikami?

Z punktu widzenia logiki Europy jako całości i z punktu widzenia założeń tkwiących u podstaw systemu wersalskiego, którego Polska była integralną częścią powinny nam przede wszystkim pomóc mocarstwa zachodu, a więc Francja, Wielka Brytania i ewentualnie Włochy. Stany Zjednoczone, jak wiemy, wyłączyły się z udziału w kształtowaniu spraw europejskich, wybierając izolacjonizm. Niestety nastąpiło tak drastyczne rozejście się dróg Paryża i Londynu, że efektywna akcja tych zwycięskich mocarstw na rzecz Polski stała się wybitnie utrudniona.

Francuzi mieli głęboką świadomość, że upadek Polski jako państwa i jego zawojowanie przez sowiecką Rosję drastycznie zmieni architekturę Europy, a co gorsza grozi sojuszem bolszewicko-niemieckim. Tych przekonań nie podzielał już premier Lloyd George, który w dużym stopniu kształtował w tamtym czasie brytyjską politykę zagraniczną. Był on silnie przywiązany do idei Polski etnograficznej, czyli Polski w satysfakcjonujących granicach, oczywiście bez ziem zabranych i to powodowało, że Wielka Brytania obrała wobec nas kurs prawdziwie nieżyczliwy.

Obydwa te mocarstwa liczyły na załamanie się bolszewizmu i odnowę Rosji narodowej w przyszłości oraz nie popierały polskich aspiracji terytorialnych do tzw. ziem zabranych. Wobec tego obydwa zdobyły się jedynie na działania o charakterze deklaratywnym. Obiecały pomoc napadniętej Polsce w sierpniu 1920 r., ale z tego zobowiązania się nie wywiązały. Aliancka misja wojskowa wysłana do Warszawy miała natomiast pewne znaczenie moralne, ponieważ w pewnym sensie dodała ducha polskiemu sztabowi generalnemu, mimo że nigdy nie doszło do podporządkowania się dowództwa polskiej armii tej misji.

Trudno przewidzieć, co robiliby alianci w momencie upadku Warszawy? Wydaje się, że pogodziliby się z losem Polski. Dalsze wypadki zależałyby od następnych poczynań sowietów. W moim przekonaniu perspektywa powrotu do sytuacji terytorialnej z roku 1914 była dość prawdopodobna. Wyobrażam sobie, że sowieci oddaliby Niemcom pomorze, ziemie, które posiadali Niemcy przed rokiem 1914, a z reszty terytoriów bolszewicy utworzyliby sowiecką republikę w ramach swojego wielonarodowego państwa.

Jeśli zaś chodzi o naszych sąsiadów, nieżyczliwe było stanowisko Czechosłowacji.  Traktowała ona Polskę jako państwo sezonowe i na pewno nie popierała nas w konfrontacji z Rosją. Nieżyczliwość Czechosłowacji objawiła się w sposób wyjątkowo nieprzyjemny, nieprzepuszczeniem transportów broni do napadniętej Polski.

Oglądaj całość