W tym wypadku złem jest w ogóle szczepienie zwane profilaktycznym, które jest w istocie dokonywaniem zabiegów medycznych na ludziach zdrowych. W jakim celu? Cel jest kuriozalny – nabycie odporności sztucznej, która ma być rzekomo lepsza od odporności naturalnej. W normalnych warunkach ową odporność nabywa się w okresie dorastania poprzez kontakt systemu odpornościowego z tzw. czynnikiem zakaźnym, czyli wirusem bądź bakterią. Jaką przewagę ma ten sposób nabywania odporności nad alternatywnym sztucznym?

Otóż na cztery najistotniejsze aspekty warto tutaj zwrócić uwagę:

1. W przypadku nabywania odporności naturalnej to organizm decyduje kiedy i ile czynników zakaźnych powinno przeniknąć przez pierwszą linię obrony po to, by system odpornościowy mógł nabyć przeciwko nim odporność na resztę życia. Zgoła inaczej rzecz ma się w przypadku szczepień, gdy linia ta zostaje brutalnie przerwana igłą, przez którą wprowadza się do organizmu czynnik zakaźny w ilości uzależnionej od objętości strzykawki.

2. Czynnik zakaźny w procesie nabywania odporności naturalnej jest „czysty”, natomiast czynnik zakaźny brutalnie wstrzykiwany do ciała ofiary to tylko jeden ze składników koktajlu rozbełtanego z podłoża hodowli zarazków, konserwantów, adiuwantów, stabilizatorów i diabeł wie czego jeszcze. Nawet jak nie ma w tym rtęci, to i tak jest to cholerstwo jakich mało.

3. Odchorowanie chorób wieku dziecięcego ma istotne znaczenie dla rozwoju organizmu, o czym wakcynolodzy w ogóle nie wspominają. W ogóle mało kto zdaje sobie sprawę, że zarazki pełnią w naszym organizmie ważną rolę, zwłaszcza w okresie wzrostu organizmu, ale także w życiu dorosłym. Tak, właśnie te chorobotwórcze, straszne zarazki są naszymi sprzymierzeńcami, nie wrogami. Nieprawdopodobne, ale do bólu prawdziwe. Spróbujcie kiedyś odchorować grypę bez leczenia. Co się okaże? Otóż zobaczycie, że poczujecie się zdrowsi niż przed chorobą. Dlaczego? Istota sprawy polega na tym, że wirusy są drapieżnikami komórek, więc tak samo jak wszystkie inne drapieżniki atakują osobniki, w tym wypadku komórki najsłabsze. Ma to kapitalne znaczenie w okresie wzrostu, gdyż nie tylko eliminuje pojedyncze komórki, ale nade wszystko przerywa całą linię rozwojową komórek kiepskiej jakości, dając tym samym zielone światło linii rozwojowej zapoczątkowanej przez komórkę lub grupę komórek najsilniejszych, które były w stanie obronić się przed atakiem wirusów. Znamienne, że po kryzysie chorobowym... wszystko wraca do normy – zdrowiejemy; choroba wycofuje się samoistnie. Wniosek stąd, że wirusy nie niszczą wszystkich komórek, mimo że w przedkryzysowej fazie znacznie wzrasta ich liczebność, więc gdyby były naprawdę chorobotwórcze, zniszczyłyby wszystkie komórki, jeśli nie organizmu, to przynajmniej jakiejś tkanki, powodując jej amputację. Tymczasem nic takiego nie ma miejsca.

4. Na koniec musimy zadać sobie pytanie: co się dzieje ze składnikami koktajlu wstrzykniętego do żywego organizmu? Odpowiedź jest banalna – zostają wydalone. Pytanie tylko, którędy. Bo jeśli do światła przewodu pokarmowego, a tak w istocie jest, to jak nic uszkodzą delikatny nabłonek jelitowy, zwłaszcza u niemowlęcia. Podziurawiony nabłonek zaczyna przepuszczać zawartość przewodu pokarmowego do organizmu, wywołując specyficzne reakcje systemu odpornościowego – skazę białkową, AZS, najrozmaitsze alergie, zapalenia stawów, choroby z autoagresji, i tak dalej, i dalej, i dalej...