Redakcja: Dlaczego  Pana zdaniem obłędem była decyzja o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego?

Piotr Zychowicz: To co się wydarzyło w lipcu, bo decyzja została podjęta 31 lipca 1944 r. było aktem nieodpowiedzialności politycznej, graniczącej z całkowitym szaleństwem i obłędem. Powstanie Warszawskie to jak wiadomo zryw militarno-polityczny, który trzeba oczywiście rozpatrywać na tych dwóch płaszczyznach. Jeżeli chodzi o płaszczyznę polityczną, to kalkulacje były następujące: my rozpoczniemy powstanie, przepędzimy Niemców lub nie, a jeśli się nie uda, to i tak przyjdą nam na ratunek bolszewicy. Armia Czerwona, kiedy usłyszy, że rozpoczęła się akcja powstańcza w Warszawie przyspieszy jeszcze swoją ofensywę i przypędzi naszym dzielnym chłopcom z Armii Krajowej na pomoc, a we wspólnej walce z okupantem niemieckim narodzi się przyjaźń polsko-sowiecka. Wspólnie przelana krew połączy strony i w ten sposób Stalin, który będzie zachwycony bohaterstwem powstańców da Polsce niepodległość. Tym samym powstanie jakiś kompromis z bolszewikami.

Takie były kalkulacje dowódców, którzy podjęli decyzję o wybuchu powstania. No i cóż można o tym powiedzieć? Był to dziki, koszmarny absurd. Trudno uwierzyć, że kilka osób, bo ta decyzja zapadła w gronie kilku oficerów, takich jak Rzepecki, Chruściel, Okulicki i Pełczyński, sterroryzowało Bora i zmusiła go do wydania tej decyzji. Trudno uwierzyć, że kilku dorosłych, logicznie myślących mężczyzn mogło wymyślić coś tak absurdalnego i wierzyć, że z bolszewikami można osiągnąć jakikolwiek kompromis oraz, że sowieci przybywają tu jako sojusznik naszych sojuszników, aby nam pomagać w walce z Niemcami.

Był to dziki absurd i nie mówię tego wyłącznie z perspektywy kilkudziesięciu lat, bo już wtedy byli ludzie, którzy doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Chociażby kilku oficerów innych komend, głównie AK, bardzo krytycznie nastawionych do tej decyzji, mówiących, że to się skończy katastrofą. Był wśród nich między innymi płk. Bokszczanin, najwybitniejszy oficer AK, sztabowy, który mówił wprost: „Panowie przecież to są jakieś mrzonki, stawiacie zamki na piasku. W momencie, kiedy rozpoczniemy powstanie Niemcy zaczną nas wyżynać, ulica po ulicy, dom po domu, mieszkanie po mieszkaniu, człowiek po człowieku, dziecko po dziecku, a sowieci bolszewiccy, na których tak panowie liczycie, staną po drugiej stronie Wisły i z satysfakcją będą patrzyli jak nas wyrzynają Niemcy.” W tym momencie oczywiście zrywał się Okulicki, główny motor napędowy tej szalonej decyzji i krzyczał: „Panie pułkowniku to jest niegodne żołnierza, niegodne oficera, to jest tchórzostwo!” i wszystkie te ohydne frazesy, z którymi mieliśmy do czynienia, które tyle koszmarnego zła wyrządziły w naszej historii. Jak pokazuje historia Bokszczanina, można było to przewidzieć.

Naprawdę trudno zrozumieć jak po 17 września 1939 r., po deportacjach Polaków z tzw. Kresów na Sybir w 1940 r., jak po zbrodni Katyńskiej czy po akcji burza chociażby, która przecież wydarzyła się 5 minut przed powstaniem, kiedy to Sowieci niszczyli kolejne ujawniające się im oddziały AK, można było jeszcze liczyć, że bolszewików da się jakoś ułagodzić, porozumieć się z nimi i że można z nimi współdziałać? Tak więc jeżeli chodzi o polityczną stronę powstania, było to kompletne, koszmarne szaleństwo i trudno uwierzyć, że dorośli ludzie mogli uwierzyć, że ten cel zostanie osiągnięty.

Byłem kiedyś w telewizji i jeden z moich adwersarzy, pełen jak zwykle na pół patriotycznego wzmorzenia, wypluwał z siebie kolejne frazesy mówiąc, że przecież to była ostatnia walka o niepodległosć! Oczywiście pięknie to brzmi, ale to nie była żadna walka o  niepodległość, bo niepodległość Polski była już dawno przypieczętowana i Polska nie mogła odzyskać niepodległości w 1944 r. w lipcu czy w sierpniu, ponieważ była zalewana przez armie sowieckie. Mogliśmy zrobić nawet 1000 powstań, wszystkie miasta mogliśmy puścić z dymem, tak jak Warszawę i wszędzie moglibyśmy robić tego typu absurdalne demostracje, które kończyłyby się rzeziami naszych własnych obywateli, a tak czy inaczej nic by to nie pomogło, bo Polska była sprzedana sowietom. Sowieci zajmowali Polskę i taka była rzeczywistość, a nie jakieś mrzonki i marzenia tych panów. To tyle jeśli chodzi o stronę polityczną tej decyzji.

Jeśli zaś chodzi o aspekt wojskowy to ręce opadają, bo powinniśmy mieć do czynienia z wydawałoby się fachowcami. Mamy w Polsce ten problem, że jest u nas bardzo specyficzny stosunek do oficerów wyższego szczebla. Chodzi o to, że traktuje się ich troszeczkę inaczej niż wszystkich innych ludzi. Kiedy np. architekt zrobi taki plan mostu albo budynku, że po zbudowaniu ten budynek się zawali albo jeżeli lekarz przeprowadzi operację, po której przez kardynalne błędy wyśle pacjenta na tamten świat, to i ten architekt i lekarz zostaną uznani za dyletantów i pójdą słusznie do paki. Natomiast jeśli fachowiec wojskowy przygotuje akcję, tak jak to było w przypadku powstania i będzie to z góry skazane na klęskę, takiemu wojskowemu stawia się pomnik. Jest to coś absolutnie zdumiewającego.

Oglądaj całość