Redakcja: Dlaczego projekt wydobycia gazu i ropy łupkowej nie powiódł się w Polsce?

Paweł Poprawa: Jesteśmy po doświadczeniach kilku lat dość intensywnych prac poszukiwawczych w północnej i wschodniej Polsce. W pewnym sensie doświadczenia te są negatywne. Można powiedzieć, że cały obszar nie okazał się być kompletnie negatywny z perspektywy zasobów gazu łupkowego czy ropy łupkowej, ale okazał się być trudniejszy niż to zakładano i ten czynnik przyrodniczy, obiektywny, jest jednym z powodów, dla których większość inwestorów z Polski już się wycofała.

Istnieje też pewna bardzo negatywna koincydencja ze zmianami regulacyjnymi po 2012 r., kiedy bardzo zbiurokratyzowano wszystkie procedury w Polsce oraz zmieniono reżimy fiskalne. Cała przebudowa systemu regulacyjno-fiskalnego spowodowała dodatkowy niepokój po stronie inwestorów. To się nałożyło na niezbyt dobre wyniki prac poszukiwawczych, co razem spowodowało odwrót inwestorów, który od 2014-2015 r. został jeszcze dodatkowo wzmożony czynnikiem globalnych zmian cen ropy naftowej i gazu ziemnego. Spadek cen ropy spowodował znaczne pogorszenie koniunktury w przemyśle i aktualnie jest mniej pieniędzy na tego typu ryzykowne projekty.

W efekcie w tej chwili z ponad 100 koncesji praktycznie żadna już nie jest przedmiotem aktywności poszukiwawczych za gazem łupkowym czy ropą łupkową. Spośród 30 mniej więcej inwestorów aktywnych w Polsce, w większości zagranicznych, właściwie żadnego z nich już nie mamy w tym projekcie, więc został on zamrożony. Moim zdaniem to wielka szkoda, bo stało się to trochę za wcześnie. Istnieją powody, by mieć nadzieję, że można jednak znaleźć obszary, gdzie projekt okaże się pozytywny i można będzie uzyskać komercyjne wyniki. Niemniej jednak na dzień dzisiejszy nikt tego nie zademonstrował i przemysł gremialnie opuścił Polskę.

Czy opłaca się wydobywać gaz i ropę łupkową w Polsce?

Zastanawiając się, czy jest to opłacalne czy nie, trzeba spojrzeć na bilans nakładów i zwrotów, z którymi ci inwestorzy musieli się mierzyć. Pojedynczy otwór wiertniczy to wydatek rzędu 50-70 mln złotych. Ilość gazu, która jest potrzebna, żeby przy określonej cenie zwrócić ten nakład i jeszcze zostawić nadwyżkę na podatki, koszty operacyjne czy na infrastrukturę podłączającą otwór do sieci transportowej wynosi 100 mln m³. Tyle każdy pojedynczy otwór musi wyprodukować gazu w całej historii swojego życia. W Polsce nie mieliśmy jeszcze produkcji gazu, więc empirycznie i bezpośrednio nie możemy ocenić ile pojedynczy otwór wyprodukuje, ale możemy to zrobić na podstawie analiz wyników testów. Jeżeli chcemy, żeby otwór wyprodukował 100 mln m³ w czasie testu oczekujemy, że będzie on miał przypływy dzienny gazu rzędu 70-80 000, może więcej m³ na dobę. To jest nasze oczekiwanie. W rzeczywistości najwyższe uzyskane przypływy wynosiły 10-15 000 m³ na dobę, zatem daleko było do tego poziomu komercyjności.

Trochę szkoda, że w tym akurat momencie przerwano poszukiwania, ponieważ istniał szereg koncepcji, w jaki sposób zwiększyć przypływy gazu i zbliżyć się do poziomu komercyjności. Jest tutaj szereg technicznych pomysłów, które można było zastosować, są też nadzieje związane z postępem technologicznym. Niemniej jednak cierpliwość inwestorów się wyczerpała i zostaliśmy w takiej sytuacji, w której przeważa pogląd, że projekt jest obecnie niekomercyjny. Moim zdaniem, nie można jednak wykluczyć, że w określonych mniejszych obszarach, w obrębie tego całego pasa łupkowego będą strefy, które mają szansę przy odpowiednich warunkach okazać się komercyjne.

Jakie są u nas największe bariery dla wydobycia gazu i ropy z łupków?

Projekt poszukiwań gazu łupkowego czy ropy łupkowej w Polsce rozbił się w sumie o kilka raf. Pierwszą rafą sa obiektywne warunki przyrodnicze, których nie możemy zmienić, a musimy spróbować jakoś sobie z nimi radzić. Projekt okazał się więc trudniejszy, nie negatywny, ale trudniejszy niż zakładano. Drugą rafą były warunki zewnętrzne po 2014 r., w szczególności niskie ceny ropy naftowej i gazu ziemnego, powodujące niską rentowność wszelkich projektów poszukiwawczych, zwłaszcza tak kapitałochłonnych, jak projekty poszukiwawcze na złożach łupkowych.

Niewątpliwie w polskich warunkach bardzo do tego wszystkiego przyłożyła się jeszcze kolejna rafa, czyli system regulacyjno-fiskalny. Polska jest krajem ogólnie rzecz biorąc bardzo mało doświadczonym w relacjach z międzynarodowym przemysłem naftowym. Ten brak doświadczeń trochę wyszedł w praktyce. Regulacje administracyjne i fiskalne, które tworzyliśmy, zmieniając je w czasie tego boomu łupkowego, były moim zdaniem negatywnym czynnikiem, który dodatkowo zniechęcił inwestorów. Na to się też nakłada pewna codzienna praktyka administracyjna. Mamy bardzo zbiurokratyzowany system, w którym wszelkie procedury, a jest ich bardzo wiele, są mocno czasochłonne. To powoduje, że wszystkie prace się wyjątkowo dłużą i koniec końców inwestorom, którym zależy na pomnażaniu kapitału brakuje cierpliwości, żeby czekać na procedury, które się u nas toczą.

Stowarzyszenie firm poszukiwawczych w Polsce prowadziło np. swoje statystyki i czas rozpatrzenia jednego wniosku o dowolną zmianę w obrębie takiej umowy koncesyjnej wyniósł około 8 miesięcy. Takich zmian rocznie trzeba by wykonać bardzo wiele z powodu niesłychanego zbiurokratyzowania prac, które w zderzeniu z przyrodą zawsze muszą być modyfikowane. Ten jeden czynnik sam w sobie powodował, że absolutnie niemożliwe stało się prowadzenie prac poszukiwawczych czy wyobrażenie sobie produkcji gazu łupkowego w Polsce.  

Oglądaj całość