Redakcja: Czy Polska straciła rezerwy złota w II wojnie światowej?

Dr hab. Janusz Wróbel: W okresie międzywojennym władze państwa polskiego przywiązywały dużą wagę do stabilności pieniądza. W pierwszym okresie II Rzeczpospolitej było z tym nienajlepiej. Jak wiemy w okresie, kiedy funkcjonowała marka polska rozpętała się gigantyczna inflacja i dopiero reforma walutowa ministra Władysława Grabskiego doprowadziła do stabilizacji i wprowadzenia nowej waluty w postaci złotego polskiego. Od momentu reformy przeprowadzonej w połowie lat 20. XX wieku władze II Rzeczpospolitej dbały o siłę tej waluty. Podstawą jej stabilności były spore rezerwy złota kruszcowego, które deponowano w Banku Polskim. Na Dzień 1 września 1939 r. ocenia się, że jego rezerwy walutowe wynosiły około 87 milionów dolarów, czyli złoto o wartości 87 mln dolarów, co stanowiło około 463 mln ówczesnych złotych polskich. Było to złoto w sztabach i złoto w monetach, głównie rublowych, carskich złotych rublach sprzed 1918 r., ale także w dolarach amerykańskich i innych walutach kruszcowych. Stanowiło to spory zasób złotego kruszcu, chociaż nie do przesady, bo nawet niektóre mniejsze kraje miały większe rezerwy walutowe, jak choćby Belgia, która gromadziła rezerwy o łącznej wadze około 600 ton, podczas gdy nasze nie przekraczały 100 ton.

Oczywiście, gdy przed wybuchem II wojny światowej ogólna sytuacja międzynarodowa stawała się napięta powstało pytanie, czy rezerwy polskiego złota będą bezpieczne? W łonie rządu polskiego i w kręgach Banku Polskiego dyskutowano kwestię, czy zasoby kruszcowe powinny pozostać w kraju, czy też lepiej je wysłać za granicę? Różne były w tej kwestii opinie. Za wysłaniem złota do banków amerykańskich, londyńskich czy ewentualnie paryskich przemawiało, że w przypadku wybuchu wojny byłyby tam one po prostu bezpieczniejsze. Z drugiej strony obawiano się, że wysłanie złota za granicę nawet do banków krajów sojuszniczych, zaprzyjaźnionych, może stanowić pewnego rodzaju niebezpieczeństwo. Istniało ryzyko związane z różnymi pozwami sądowymi, których w przyszłości nie dało się wykluczyć. W związku z tym zdecydowano, że do banków zachodnich wysłana zostanie część złota.

Wysłano tam ogółem zasoby o wartości 100 mln polskich złotych. Złoto zostało zdeponowane w skarbcach bankowych Londynu, Paryża i Nowego Jorku. Większość zasobu kruszcu w momencie wybuchu wojny znajdowała się jednak w kraju. Największą część pozostawiono w skarbcu Banku Polskiego w Warszawie, natomiast resztę zdeponowano w oddziałach terenowych Banku Polskiego we wschodniej części Polski. Ponieważ wojna groziła ze strony Niemiec, zasoby ulokowano w Lublinie, w Brześciu nad Bugiem oraz w Siedlcach.

Spodziewano się, że jeżeli wojna wybuchnie, będzie trwać długo i nic tym zasobom Banku Polskiego bezpośrednio nie zagrozi, bo zawsze będzie czas, żeby podjąć odpowiednie decyzje. Niestety już początek wojny wykazał że armia polska nie jest w stanie powstrzymać natarcia niemieckiego. Niemcy pod koniec pierwszej dekady września pojawili się pod Warszawą, a już 4 września w zasadzie została przegrana bitwa graniczna i pancerne zagony niemieckie zaczęły wdzierać się w głąb kraju. W naczelnym kierownictwie państwa zdano sobie sprawę, że zasoby polskiego złota będą wkrótce zagrożone. Już 4 września wieczorem odbyły się rozmowy na temat tego, co dalej czynić, aby złoto było bezpieczne? Zapadły decyzje o ewakuacji największych zasobów z ul. Bielańskiej, czyli ze skarbca Banku Polskiego, do oddziałów terenowych. Myślano tu przede wszystkim o Lublinie.

Nocą z 4 na 5 września pierwsze transporty złotego kruszcu ruszyły w kierunku Lublina, czyli w kierunku południowo-wschodnim. Ze zorganizowaniem transportu powstały spore kłopoty, ponieważ trudno było znaleźć odpowiednie środki. Dziś mało kto orientuje się, że w całej Polsce przed 1939 r. znajdowało się około 30 000 samochodów, w tym ciężarowych i osobowych. Poza tym kraj ogarnął już chaos związany z niemieckimi bombardowaniami dróg i mostów, więc pojawiły się dodatkowe trudności. Na szczęście udało się zdobyć autobusy Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych oraz Polskich Kolei Państwowych i przy pomocy tych środków transportu przewieziono złoto do Lublina oraz zaczęto ewakuować je z innych oddziałów.

7 września naczelne dowództwo armii polskiej i władze polskie doszły do wniosku, że i w Lublinie złoto nie będzie bezpiecznie, ponieważ Niemcy zbliżają się już do Wisły, a na środkowej Wiśle nie uda się zorganizować trwałego frontu. Około 7-8 września zapadła decyzja, że złoto należy ewakuować do Łucka, czyli znacznie dalej na wschód. Niestety i tam nie było ono bezpieczne, ponieważ Niemcy zaczęli forsować na północy Narew i istniała obawa, że złoto znajdzie się wkrótce w strefie działań wojennych. 8 września zapadła też decyzja o wysłaniu złota za granicę.

Oglądaj całość