Simon Kuper, stały felietonista weekendowego magazynu Financial Times opublikował tekst (FT 2017 05 20-21) na temat drugiej twarzy nowego prezydenta Francji, Emmanuela Macrona. Jego zdaniem Macron to niezwykła osoba. Każdy kto znajdzie się blisko niego ulega jego wdziękowi. Bo Emmanuel Macron to nie tylko zwykły „czaruś” - to grand séducteur, wielki uwodziciel. Swoim wdziękiem uwodzi wszystkich wokół siebie. Mężczyzn i kobiety. I kiedy wyznaczy sobie cel swoich uwodzicielskich mocy to dąży do niego z całą silą, nie szczędząc środków i nie zwracając uwagę na koszty. Weźmy jako przykład jego niezwykłe małżeństwo. Wielu nastoletnich chłopców pożąda swoich seksownych nauczycielek czy opiekunek, ale bardzo niewielu ma odwagę to wyrazić publicznie. I tylko Emmanuel Macron osiągnął - wydawać się by mogło: absurdalny i niemożliwy do osiągnięcia cel - wbrew swojej rodzinie i całemu otoczeniu, wbrew początkowemu odrzuceniu ze strony Brigitte po kilku latach doprowadził do ślubu ze swoją młodzieńczą miłością.

Macron roztacza wokół siebie. Lecz ci którzy wejdą z nim w bliższy kontakt to poczują chłód. Bo Macron – twierdzi Simon Kuper - ludzi traktuje jak narzędzia. Wyciska z nich co można, później kiedy już mu nie są potrzebni - poniża ich i zabija ….  Macron do polityki wprowadził prezydent Hollande. Lecz gdy okazało się. Że poparcie Hollande’go niewiele znaczy, porzucił go i założył własny ruch. Jeszcze przed I turą prezydenckich wyborów Macron otrzymał niespodziewane poparcie od wybitnego polityka prawicy: François’a Bayrou. Teraz już jako prezydent Macron nie zamierza dotrzymywać złożonych mu obietnic. Jego były szef, premier, Manuel Valls, też sądził, że jest w sojuszu z partią Macrona. Lecz się mylił. Hollande – stwierdził Valls – też nie grał czysto, ale był ograniczony swoim środowiskiem. Macron nie ma żadnych zasad, dlatego nie czuje żadnych ograniczeń. Został prezydentem, lecz pożąda jeszcze większej władzy. I jego ambicje wykraczają poza Francję. Teraz ukierunkował się na Angelę Markel i liczy, że jego urok i wdzięk zadziała jeszcze raz …  

Cóż, na pewno Kuper bardzo nie lubi E. Macrona. I wydaje mi się, że traktuje go niesprawiedliwie. Nie sądzę, np. że Macron zdradził prezydenta Hollande’a. Ale to sprawa drugorzędna. W istocie rzeczy to czy jakiś dziennikarz prawdziwie czy fałszywie opisuje danego polityka – mało mnie to obchodzi. Zaintrygowała mnie w felietonie Kupera uwaga, że Macron nie uznaje - przynajmniej w odniesieniu do innych polityków - przyjaźni, wdzięczności, rzetelności itd, czyli norm, których przestrzeganie charakteryzuje człowieka etycznego. Ale osiąga sukcesy polityczne… Dlatego pojawia się pytanie: czy żeby być wybitnym politykiem to trzeba w polityce swoich przyjaciół należy traktować równie bezwzględnie i  interesownie co wrogów?

Kiedy czytałem felieton Kupera przypomniałem sobie wywiad Jadwigi Staniszkis. Profesor J. Staniszkis to taki enfant terrible polskiej polityki. To osoba która zawsze popiera opozycję i zawsze jest w konflikcie z panująca polityczną opcją. I dlatego często zmienia polityczne orientacje. Wspierała Wałęsę, początkowo popierała też PO, lecz kiedy PO objęło rządy stała się apologetką Lecha Kaczyńskiego i PiS-u. Jednak wystarczyło kilka miesięcy rządów PiS by Jadwiga Staniszkis ponownie zmieniła sympatie partyjne. Teraz zdecydowanie krytykuje PiS. Twierdzi, że zagraniczna polityka PiS-u jest nieudolna i naiwna, zaś w polityce wewnętrznej masowo są łamane moralne kręgosłupy działaczy PiS stawianych przed niełatwym wyborem: albo władza i przywileje albo wierność własnym wartościom. Ostatnio wyraziła swoją opinię o ewentualnym powrocie Tuska do polskiej polityki. Oświadczyła, że Donald Tusk niszczył ludzi. I wskazała Grzegorza Schetynę jako przykład.

Przypomnijmy, że kiedy ujawniono aferę hazardową, tzn. to, że dwóch biznesmenów, znajomych Schetyny, usiłowało wpłynąć na proces ustawodawczy, Tusk usunął go z rządu, chociaż nie znaleziono żadnych śladów, że Schetyna brał jakikolwiek udział w tym procederze. Schetyna później wrócił na stanowisko marszałka sejmu, lecz jak tylko PO wygrał wybory, Tusk natychmiast go zdymisjonował.  Pamiętajmy, że w początkach PO Grzegorz Schetyna był bliskim przyjacielem Tuska, jego kolegą z boiska. Jeszcze bardziej ciepłe, przyjacielskie i koleżeńskie stosunki łączyły Tuska z Sławomirem Nowakiem. I też przyjaźń poległa w starciu z polityką. Bo gdy Nowak zaczął pokrętnie i dziwacznie się tłumaczyć ze swoich drogocennych zegarków oraz problemów podatkowych, Tusk uznał, że taka przyjaźń mu tylko szkodzi i bezceremonialnie wyrzucił go z grona swoich znajomych. Tusk to miły i sympatyczny facet, lubi przymilać się i czarować telewizyjną widownię. Lecz większość jego przyjaciół poznało jego drugą, polityczną stronę i dla nich nie było to przyjemne doświadczenie. Przekonała się o tym Zyta Gilowska, Paweł Piskorski i inni. Tym sposobem nie zostało mu wielu przyjaciół z czasów kiedy zaczynał karierę polityczną.

Przedstawicielem innej polityczno-prywatnej taktyki jest przywódca PiS, wielki strateg – jak go nazwał prezydent Andrzej Duda – Jarosław Kaczyński. Dla niego przyjaźń niż ewentualna strata na wizerunku partii. Stąd też łagodnie obchodzi się różnego rodzaju winowajcami jeśli są wobec niego wystarczająco lojalni. Zwykle albo przenoszeni są na mniej eksponowane i ukryte przed  stanowiska partyjne otrzymują posady w partyjnych lub państwowych spółkach. Tak jak to stało się z Karolem Karskim (słynnym dr Melexem) czy Grzegorzem Biereckim zamieszanym w manipulacje ze SKOK-ami. A najwięksi grzesznicy są wydalani z partii dopiero wtedy gdy ich wina jest udowodniona i nagłośniona przez media. Ale i nawet w tym przypadku taka osoba po pewnym czasie może wrócić na łono macierzystej partii. Weźmy jako przykład Jacka Kurskiego. Jego polityczna historia to czas rozstań i powrotów do PiS, prawdziwa telenowela. Pomimo różnych politycznych afer – nawet raz został skazany prawomocnym wyrokiem sądu za rozpowszechnianie kłamliwych informacji – w których plątał się Kurski, to nikt i nigdy nie kwestionował lojalności wobec PiS. Dlatego zawsze mógł liczyć na pomocną dłoń ze strony Partii. Nawet Ludwik Dorn, który ostatecznie rozstał się z PiS-em to jednak ostateczną decyzję podjął on sam, bo Prezes Kaczyński do końca deklarował, gotowość do  pojednania się. Tym sposobem w PiS-ie bardzo ważną rolę odgrywają towarzysze Kaczyńskiego jeszcze z czasów Porozumienia Centrum, podczas gdy z kolegów Tuska z Kongresu Liberałów czy Partii w PO zostały tylko pojedyncze osoby (najbardziej znany członek KL, który przetrwał do czasów dzisiejszych - to Janusz Lewandowski).

Konkludując: Kaczyński i Tusk to przykłady różnych politycznych taktyk w budowaniu politycznego zaplecza. Kaczyński stworzył w PiS-ie grupę oddanych sobie i lojalnych towarzyszy, dzięki czemu jego partia jest sprawna i zdecydowana, bo nikt nie kwestionuje decyzji Prezesa. W PO zaś trwa ciągły wewnętrzny spór, rywalizują ze sobą różne frakcje, pomysły czy idee. To jest zarówno wada jak i zaleta takich liberalnych ugrupowań. Z kolei problemem partii wodzowskich jest kwestia następcy. Gdyby na przykład z jakichś przyczyn Jarosław Kaczyński odszedł z polityki, to PiS prawdopodobnie rozpadłby się, bo w Partii nie ma nikogo, kto mógłby go zastąpić. W francuskim Narodowym Froncie zmiana lidera nastąpiła bezboleśnie, bo władzę objęła córka byłego przywódcy, korzystając z charyzmy nazwiska le Pen. Tego tutaj nie należy się spodziewać. Marta Kaczyńska nie interesuje się doraźną polityką. I wątpliwe czy kiedykolwiek chciałaby zastąpić wuja na stanowisku prezesa.

W Europie zarówno partie typu liberalnego (większość) jak i partie typu wodzowskiego (mniejszość). Emmanuel Macron wybrał pierwszą opcję. Być może pomogła mu w tym lektura pism Machiavellego (na studiach pracę dyplomową poświęcił jego teorii). Bo cóż takiego ważnego głosił ów włoski myśliciel: twierdził, że polityka nie można oceniać tak jak ocenia się zwykłego człowieka. To, że polityk nie lojalny wobec swoich starych przyjaciół, że nie dotrzymuje koleżeńskich zobowiązań, że nie zawsze mówi pełną prawdę … to da się usprawiedliwić w teorii Machiavellego. Społeczeństwo nie oczekuje od polityka bycia szlachetną i moralną osobą. Społeczeństwo żąda by polityk był skuteczny, by jego decyzje zapewniały mu bezpieczeństwo i szanse rozwoju: ekonomicznego, społecznego i kulturalnego. Cóż z tego, że dany polityk jest wzorowym mężem i ojcem, lojalnym, religijnym i moralnym obywatelem, skoro w jego kraju panuje chaos i bieda?

Być może także Macron patrzy na najbardziej poważanego polityka w Europie, kanclerz Angelę Merkel, jako przykład do naśladowania. Bo przypomnijmy, co powiedział o Merkel jej były polityczny opiekun, Helmut Kohl, gdy jego protégé, w kluczowym głosowaniu odmówiła mu swojego poparcia, co zakończyło jego polityczną karierę. Angela Merkel to – stwierdził jej poprzednik na stanowisku kancelerza Niemiec – miła, sympatyczna młoda dama….  Ale jeśli tylko odwrócisz się do niej plecami, to zaraz da ci mocnego kopa w d….