Brak zaufania Polaków do Rosji, jako państwa, jest usprawiedliwiony. Do państwa, podkreślam, ale nie Rosjan jako narodu. Istotnym czynnikiem usprawiedliwiającym takie usposobienie Polaków jest doświadczenie historii ostatnich trzech stuleci. Niestety jedną z barier utrudniających kontakty wzajemne społeczeństwa okazał się wprowadzony z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej nakaz posiadania wiz wjazdowych do Polski, nałożony na Rosjan.

Opowiadam się za stwarzaniem atmosfery sprzyjającej wzajemnemu zrozumieniu i zbliżaniu narodów. Moje liczne stosunkowo kontakty naukowe w Rosji przecież mają u podstaw założenie, że np. polska i rosyjska nauka historyczna może toczyć rozumny dialog – i to nie na pokaz, ale na serio. Sam jednak zaufania do współczesnego państwa rosyjskiego mieć nie mogę. Polityka Rosji ma mocarstwowy interes własnego państwa, z czego trudno czynić jej zarzuty. Ale w interesie Polski leży emancypacja i okcydentalizacja dawnych narodów prometejskich, a przede wszystkim Ukrainy. Że to nie jest po myśli Rosji – nie ma powodu sobie tłumaczyć.

Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej chyba definitywnie zakończyło również pomiędzy Rosjanami i Polakami retorykę o przyjaźni dwóch narodów słowiańskich. Występowała ona w propagandzie PRL. Z chwilą wstąpienia Polski do „ligi krajów UE” na poziomie państwowym i propagandowym odwoływanie się do słowiańskości stało się wręcz wstydliwe i postrzegane jako zaściankowe na salonach europejskich. Osłabły też wysiłki nauki aby pogłębiać zrozumienie kulturalnych związków obu narodów. Rzecz jasna, w dobie PRL propaganda wykorzystywała i posługiwała się „współpracą słowiańską” lub „braterstwem Słowian” do określonych celów – po prostu do legitymizacji sojuszu polsko-sowieckiego.

Nie mająca precedensu w dziejach Polski i Europy katastrofa smoleńska niewątpliwie stała okazją do okazania Polakom empatii ze strony Rosjan. W pierwszych dniach po katastrofie klimat pomiędzy Rosją i Polską znacząco się ocieplił. Osobiście odczułem objawy życzliwości Rosjan, kiedy w czasie katastrofy przebywałem w Moskwie, jako współpracownik Grupy ds. Trudnych. Ale chwilowa atmosfera żałoby i zbliżenia narodów nie została wykorzystana. Późniejszy przebieg śledztwa, a przede wszystkim wstrzymanie zwrotu wraku Polsce, powoduje coraz większą nieufność naszych obywateli wobec Rosji, jako państwa.

W XIX w. Rosji zależało na przedstawianiu Polaków, jako zdrajców „sprawy słowiańskiej”, co między innymi miało uzasadniać rozbiory Polski. Polska katolicka i oskarżana o wrogą promocję okcydentalizacji i katolicyzacji stała się formułą propagandy, która pomagała zaborcy w prowadzeniu polityki rusyfikacji na terenach porozbiorowych. Zabiegi takie traktować należy w kategoriach ogólnego prawa do tworzenia wizji historii przez zwycięzców. Tak czyniła urzędowa propaganda rosyjska w konfrontacji z polskością.

Banałem będzie stwierdzenie, iż w historii dużo dzieliło Polskę i Rosję, jak również Polaków i Rosjan jako narody. Bardzo mało lub wcale nie było elementów wspólnych na drogach naszej przeszłości. Abstrakcyjna zupełnie koncepcja braterstwa broni przeciw muzułmanom nie znajduje żadnego uzasadnienia. Owszem, Polska i Rosja walczyły z Osmanami, ale nie walczyliśmy razem, lecz w imię własnych nietożsamych interesów. Historyk mógłby wprawdzie powołać się na pomysły Stanisława Augusta z XVIII w. albo ideę Ligi Anty-tureckiej z doby Batorego, ale tylko odległe w czasie epizody.

Świadczy to wszystko o dzielącej nas historii. Brak w niej tego co by łączyło. Konflikty polsko-rosyjskie zasadzały się przede wszystkim na odmiennej wizji Polski i Rosji, co do tego jak urządzić Europę Wschodnią. Rosja ma w tym rejonie świata imperialne interesy – Polska pragnęła pełnić swoje plany. Trzeba jasno powiedzieć, że polska wizja przegrała. Nastąpiły rozbiory, potem przegrane powstania. Józef Piłsudski nie zdołał urzeczywistnić swej koncepcji geopolitycznej przebudowy Europy Wschodniej – po myśli Polski. Próbował na tym polu odwołać się historii w nowym wydaniu Lech Kaczyński, ale i jego plany okazały się ponad siły Polski.