Redakcja: Czym są Taurydy?

Dr hab. Arkadiusz Olech: Taurydy to rój meteorów, który jesteśmy w stanie obserwować dwa razy do roku: w październiku i w listopadzie, a także na przełomie czerwca i lipca. Zwykle jest to rój mało aktywny i mało efektowny. Możemy obserwować z niego maksymalnie około 10 meteorów na godzinę, choć zdarzają się lata, kiedy aktywność roju jest dużo większa, a wtedy da się zobaczyć szczególnie dużo jasnych zjawisk. Astronomowie nazywają je bolidami. Przez wiele lat uważało się, że twórczynią roju Taurydów jest kometa Enckego, jedna z najbardziej znanych komet, druga po komecie Halleya znana kometa okresowa. Teraz z kolei wydaje się, że zarówno Taurydy, jak i kometa Enckego to ciała, które powstały w wyniku zniszczenia jakiegoś większego ciała, do którego doszło 30-40 000 lat temu.

Jaki jest związek Taurydów z katastrofą tunguską?

Dzisiaj wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem katastrofy tunguskiej jest hipoteza, iż był to fragment obiektu kosmicznego o rozmiarach około 50-100 m, który poruszał się po orbicie bardzo podobnej do orbity Taurydów i orbity komety Enckego. W związku z powyższym podejrzewamy, że właśnie takie ciało związane z tym strumieniem spowodowało katastrofę tunguską w 1908 r. nad tajgą syberyjską. Ciało najprawdopodobniej nie dotarło do powierzchni ziemi, ale eksplodowało na wysokości 8-10 km, a eksplozja była na tyle potężna, że powaliła tajgę w promieniu 20-30 km od swojego epicentrum. Fala uderzeniowa okazała się tak silna, że nawet w odległości 100 km od eksplozji ludzie byli powalani i zrzucani z ławeczek, na których siedzieli. Zdarzyło się to całkiem niedawno, jeśli mówimy o kosmicznej skali czasu, ponieważ takie zjawiska sprzed 100 lat są ledwie ułamkiem czasu w skali kosmicznej. 

Co nam może grozić w 2019 roku?

Kompleks Taurydów to bardzo duży rój składający się z wielu podstrumieni. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wielu obserwatorów donosiło, że w pewnych latach te Taurydy popisują się aktywnością wyższą niż zwykle, a ich maksima zawierają dużo więcej jasnych meteorów. Astronom z Armagh Observatory, David Asher, zainteresował się tematem i skonstruował model Taurydów, który tłumaczył tę wzmożoną aktywność w niektórych latach tym, że w szerokim strumieniu istnieje znacznie węższy strumień cząstek małych, średnich i dużych, które są utrzymywane razem na bardzo ciasnych i bliskich sobie orbitach poprzez oddziaływanie grawitacyjne Jowisza. Tzw. rezonans 7 do 2 w tym przypadku oznacza, że na dwa obiegi Jowisza dookoła słońca, cząstki tego strumienia rezonansowego dokonują siedmiu obiegów dookoła słońca. Siły rezonansowe trzymają tę grupę ciał niejako w jednym miejscu na bardzo podobnych orbitach przez bardzo długi czas i nie pozwalają im się rozbiegać. Jeżeli ziemia spotyka się z takim strumieniem rezonansowym mamy do czynienia z podwyższoną aktywnością. Model Ashera przewidywał, że w roku 2005 i 2015 r. taka wzmożona aktywność może wystąpić.

Model został stworzony w latach 90., więc jego przewidywania na przyszłość dotyczyły głównie roku 2005 i 2015. Najnowsze obserwacje wykonane przez Polską Sieć Bolidową pokazują, że faktycznie te maksima były obfite i wśród meteorów, które podczas nich obserwowaliśmy pojawiło się wyjątkowo dużo bardzo jasnych zjawisk. Dla prawie 40 z 2005 r. i ponad 200 bardzo jasnych meteorów z 2015 r. udało się bardzo dokładnie policzyć orbity. Okazało się, że faktycznie są to cząstki, które poruszają się w takich orbitach będących w rezonansie z Jowiszem.

Model Ashera potwierdził się w każdym aspekcie. Skonstruowany w latach 90., dopieszczany w latach późniejszych potwierdził się w roku 2005 i w roku 2015. Na kolejne lata przewiduje on, że właśnie w 2019 r. dojdzie do kolejnego spotkania ze strumieniem rezonansowym, tym razem dziennego, czyli aktywność będzie obserwowana na przełomie czerwca i lipca. Będzie to spotkanie jeszcze bliższe niż to z 2005 i 2015 r., a więc pojawia się pytanie, jak duże ciała wtargną wtedy w naszą atmosferę i z jak jasnymi zjawiskami bedziemy mieć do czynienia? Tym bardziej, że właśnie podczas takiego dziennego spotkania wydarzyła się katastrofa tunguska. Co więcej model Ashera przewiduje jeszcze bliższe spotkania niż to z 2019, ale to troszeczkę później, w roku 2032 i w 2036.

Czym zajmuje się Polska Sieć Bolidowa?

Polska Sieć Bolidowa to projekt zapoczątkowany w roku 2004 przez Pracownię Komet i Meteorów – stowarzyszenie astronomiczne zrzeszające miłośników astronomii z całej Polski oraz astronomów z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN w Warszawie. Idea działania tego projektu jest taka, by na terenie naszego kraju rozstawić jak najwięcej czułych kamer, które patrolują niebo w celu rejestracji jasnych meteorów i bolidów. Do czego potrzebna jest sieć? Otóż, gdy widzimy takie zjawisko z tylko jednego miejsca, nie jesteśmy w stanie wyznaczyć jego trajektorii i orbity. Do dokładnego ich wyznaczenia są potrzebne dane z przynajmniej dwóch stacji oddalonych od siebie średnio o 100 km. Wtedy dopiero dane z dwóch stacji pozwalają powiedzieć, gdzie w atmosferze przelatywało to ciało i po jakiej orbicie poruszało się zanim spotkało się z ziemią?

Sieć liczy obecnie w Polsce ponad 30 stacji. Każdej pogodnej nocy pracuje w nich ponad 70 kamer, które starają się zarejestrować jak największą liczbę zjawisk meteorowych. Warto podkreślić, że stacje bolidowe w znacznej części przypadków są prowadzone przez miłośników astronomii. Nie są to astronomowie zawodowi, a pasjonaci, którzy mają swoją pracę i swoje zawody i pracę tę wykonują najcześciej w dzień, natomiast wieczorami uruchamiają stacje bolidowe i patrolują nieba nad naszym krajem. Oczywiście dzieje się to tak naprawdę bardzo automatycznie. Nie trzeba przy tym sprzęcie siedzieć całą noc, wpatrując się w ekran monitora, choć naturalnie raz na jakiś czas należy kontrolować jego działanie. Dane przesyła się na specjalnie dedykowane serwery, które mamy tam ustawione, jeden u nas w centrum astronomicznym, a drugi w Świerku. Te dane przesłane przez obserwatorów są następnie analizowane przez specjalne programy, które poszukują tych samych zjawisk zarejestrowanych z jednej, dwóch, trzech lub kilku stacji, żeby obliczyć trajektorię i orbitę takiego ciała.

Bardzo interesuje nas też drugi aspekt sprawy. My obserwujemy tę trajektorię w atmosferze i kiedy przedłużamy ją w tył, to mamy orbitę po jakiej poruszało się ciało, które spowodował dany meteor. Z kolei te najbardziej masywne ciała wchodzące z najmniejszymi prędkościami w naszą w atmosferę mają szansę przedrzeć się przez atmosferę ziemi i zakończyć swoje życie jako meteoryt. Jest to również jeden z głównych celów działania Polskiej Sieci Bolidowej. Znalezienie takiego świeżo upadłego meteorytu to gratka dla naukowców, ponieważ meteoryty często niosą w sobie materię, która pamięta początki Układu Słonecznego. W najstarszych meteorytach znajdujemy odłamki datowane na 4,6 mld lat, czyli dokładnie ten czas, kiedy tworzył się Układ Słoneczny. Warto nadmienić, że najstarsze skały na ziemi liczą 2 mld lat, a więc mamy tutaj do czynienia z początkami naszego Układu Słonecznego oraz naszego istnienia. Jest to nieoceniona materia, która niejako spada w nasze ręce, ale żeby ją znaleźć trzeba dokładnie wiedzieć, gdzie szukać, a to można właśnie obliczyć na podstawie obserwacji wykonywanych przez Polską Sieć Bolidową.

Oglądaj całość