Redakcja: Co to jest ozimek volans? Jak został odkryty?

Dr hab. Tomasz Sulej: Ozimek volans to gad, którego znaleźliśmy w Krasiejowie na Śląsku Opolskim. Żył 230 mln lat temu i jego niezwykłość polegała na tym, że miał wyjątkowo długą szyję i długą czaszkę, a jego błona lotna była rozpięta między przednimi oraz tylnymi kończynami, z których większe były kończyny tylne. Zwykle jest tak, że zwierzęta mają skrzydła bardziej rozwinięte na kończynach przednich, ale w tym przypadku było akurat na odwrót. Mieliśmy na początku problem ze zrozumieniem, jak to zwierzę funkcjonowało? Początkowo znajdowaliśmy tylko pojedyncze kręgi i kości, myśleliśmy, że chodzi być może o kilka różnych gatunków zwierząt, ale kiedy znaleźliśmy całe szkielety, okazało się, że jest to jedno zupełnie przedziwne zwierzę.  

Podstawowym opracowaniem zajął się prof. Dzik, który wypreparował i opisał wszystkie kości. Ja zająłem się rekonstrukcją czaszki i zrozumieniem, jak ta czaszka funkcjonowała? Składa się ona z bardzo małych kosteczek, w związku z czym nie dałoby się ich nawet wypreparować i dlatego, żeby poznać jej budowę musieliśmy użyć tomografu komputerowego, a następnie zbudować modele tych wszystkich pojedynczych kosteczek i z nich ułożyć całą czaszkę. Z tego powodu wszystko trwało dość długo, pierwsze kości zostały znalezione w 2001 r. przez studentkę Kornelię Staneczko, później w czasie kolejnych wykopalisk znajdowaliśmy kręgi szyjne i kości kończyn, no i w końcu tę czaszkę. Samo opracowanie też oczywiście zajęło trochę czasu. Odkrycie ogłoszone w listopadzie 2016 r. zostało dosyć dobrze przyjęte. Na przyjęcie w środowisku naukowym cały czas czekamy, ponieważ zajmuje to zwykle dużo więcej czasu niż mogłoby się wydawać.

Było to zwierzę również dlatego niezwykłe, że nigdzie na świecie czegoś podobnego nie znaleziono. Jedyna forma, która trochę przypomina Ozimka to szarowipteryks, gad żyjący mniej więcej w tym samym wieku, ale pochodzący z Kirgizji. Małe zwierzę, mierzące około 20 cm, bardzo słabo zachowany jeden osobnik, u którego dobrze widoczna była błona lotna. Osobniki naszego Ozimka miały zaś około 60 cm długości, ale mamy też dowody, że największe mogły osiągać nawet 90 cm, co oznacza, że było to w ogóle największe zwierzę latające w triasie. Pozwoliliśmy sobie je nawet nazwać królem przestworzy triasowych. Podkreślam jednak, że tylko w triasie, ponieważ myślę, że Ozimki dosyć krótko występowały na ziemi. Już z późniejszych osadów znane są latające gady z grupy pterozaurów. Ozimek należy do protorozaurów, natomiast pterozaury miały błonę lotną rozpiętą tylko na przednich kończynach i na bardzo wydłużonych paliczkach. Była to więc zupełnie inna konstrukcja niż w przypadku Ozimka. Na początku, w Triasie, osiągały one niewielkie rozmiary, ale już później te kredowe miały nawet 12 cm rozpiętości skrzydeł. Ozimek oczywiście tak duży nie był, natomiast jak na trias, czyli ten początek ery dinozaurów, jawił się największym latającym zwierzęciem na ziemi z tamtego okresu.

Czy odkryliście smoka wawelskiego?

W 2008 r. rozpoczęliśmy prace wykopaliskowe w innym stanowisku niż Krasiejów, chociaż całkiem niedaleko, czyli w Lisowicach koło Lublińca, na stanowisku cegielnia w Lipiu Śląskim. Tam odkryliśmy największe na świecie gady ssakokształtne, dicynodonty. Zwierzęta, które generalnie są dosyć dobrze znane z całego świata, od permu niemal po trias. Nasze zaskoczenie było tym większe, że do tej pory w Europie w zasadzie ich nie opisywano. Nie dość, że znaleźliśmy w Lisowicach szczątki zupełnie nowej dla całej Europy grupy, to jeszcze okazało się, że jest to największy dicynodont, jaki kiedykolwiek żył na ziemi! Przypuszczam, że miał 2, a może nawet 2,5 metra wysokości. Największe kości udowe mają około 70 cm długości i rzeczywiście są ogromne oraz bardzo cieżkie.

Te prace wykopaliskowe trwały aż do 2014 r., kiedy to przez cały miesiąc wykopalisk znaleźliśmy dosłownie kilka, może kilkanaście kosteczek i stwierdziliśmy, że warstwa z kośćmi po prostu już się skończyła. Takie wykopaliska są dosyć drogie dlatego, że w Lisowicach jest stosunkowo mało kości i znajdują się one w warstwie mającej bardzo dużą miąższość. W związku z tym, zaskakujące jest, że prowadzimy tam wykopaliska za pomocą koparki. Metodę mamy opracowaną już na tyle, że w zasadzie nie istnieje ryzyko, by jakieś duże kości zostały zniszczone. Gdybyśmy chcieli ich szukać tradycyjnymi metodami za pomocą kilofów czy młotków, to może przez cały ten czas znaleźlibyśmy 2-3 kości, z racji tego, że jest ich tam naprawdę mało. Prace dotyczące gada ssakokształtnego dicynodonta w zasadzie już się zakończyły. Myślę, że w najbliższych miesiącach ukaże się artykuł, w którym opublikowana zostanie nazwa.

W tym samy momencie co dicynodonty żył Smok wawelski, który prawdopodobnie na nie polował. Dinozaur drapieżny, a nawet można powiedzieć pierwszy polski dinozaur drapieżny, którego szczątki znaleźliśmy też w tej samej cegielni w Lipiu Śląskim jest już opisany. Ma trochę zabawną nazwę, bo jest to nazwa łacińska, z której można sobie nawet zażartować, że Anglicy będą ją czytali „Smok WOW!elski”. Było to duże zwierzę, mierzące około 6 metrów długości. Jawił się on jednym z największych dinozaurów czy w ogóle zwierząt drapieżnych z triasu, a sama jego czaszka mierzyła ponad 60 cm długości. Nie mamy niestety całego szkieletu Smoka wawelskiego. Znaleźliśmy wiele kości czaszki, sporo kręgów, kości kończyn, natomiast nie mamy jednej z najważniejszych kości dla tych wczesnych drapieżników, czyli kości skokowej. To jest taka malutka kosteczka, która bardzo dokładnie wskazuje na różnice pomiędzy dinozaurami, a wcześniejszymi drapieżnikami, należącymi do zupełnie innej grupy, tzw. rauizuchów.

Problem ze Smokiem wawelskim polega na tym, że ma on w sobie mieszaninę cech prymitywnych i bardzo zaawansowanych. Niektóre jego kości wyglądają jak u rauizucha, inne jak u dinozaura. Ta kość skokowa troszeczkę by rozstrzygnęła ten spór, który gdzieś  między wierszami w naszym środowisku paleontologów istnieje. Chociaż jeszcze nie jest to opublikowane, mamy dowody, że był to jednak dinozaur i najbardziej przekonującym wydaje się trop, który znaleźliśmy w Lisowicach, zauważony przez Grzegorza Niedźwieckiego, głównego autora odkrycia Smoka wawelskiego, który też najwięcej czasu tym badaniom poświęcił. Trop wiedzie do zwierzęcia, które miało trzy palce skierowane do przodu i jeden skierowany do tyłu, czyli dokładnie tak, jak dinozaury drapieżne i chociaż nie mamy kości skoku, która by o tym mówiła, to posiadamy trop, który ewidentnie sugeruje do jakiej grupy zwierząt należałoby Smoka wawelskiego przyporządkować.

Z Lisowic pochodzi jeszcze wiele innych skamieniałości. Wszystkie te zwierzęta i część skamieniałości można obejrzeć w Lisowicach, gdzie dzięki panu Markowi Błyszczowi powstało Muzeum Paleontologiczne w Lisowicach, które w bardzo piękny sposób prezentuje nasze odkrycia. Zapraszam do Lisowic, podobnie zresztą jak do Krasiejowa, gdzie znajduje się muzeum, w którym można z kolei zobaczyć szczątki z warstwy skalnej. Gmina postawiła muzeum ze szklaną podłogą, dzięki czemu można tam chodzić i oglądać czaszki i żuchwy, różnych płazów sprzed 230 mln lat. Tu jeszcze muszę koniecznie wspomnieć, że Smok wawelski i dicynodont żyły w dużo młodszym okresie, mniej więcej 205 mln lat temu, u schyłku triasu. Wiele wskazuje na to, że ten dicynodont był nie tylko największym dicynodontem na świecie, ale też najmłodszym. Niedługo później gatunek wyginął. Być może jeszcze w triasie, może na granicy triasu i jury, tego nie wiemy.

Oglądaj całość...