Pomyślałem wczoraj, a tu masz, już dziś Jarosław Kurski (nie mylić z prezesem telewizji publicznej Jackiem Kurskim) pisze, jak to Wyborcza „przyłącza się do protestu mediów, który będzie polegać na zaniechaniu obsługi informacyjnej i publicystycznej dzisiejszych prac Sejmu.

Powiem szczerze, że nie znajduję nadto współczucia dla tych redakcji, które żyją z całego tego szumu medialnego i siłowym wpychaniu mikrofonów politykom w zęby. Gdyby ten „protest mediów” potrwał konsekwentnie długo, w co nie wierzę, to w rzeczywistości straciliby politycy, nie obywatele. Bo rozsądne społeczeństwo już dziś nie kupuje tej waty. Za to politycy bez mediów istnieć nie mogą. Ludzie bez polityków, przez czas jakiś, chętnie odpoczną.

Główne media jednak współżyją z politykami, niczym porosty w symbiozie, i jedni bez drugich nie przeżyją. Nie ma co się oszukiwać, istnieje nierozerwalna, uzależniająca więź polityków i mediów. Tu nie będzie długiego okresu „protestu mediów”, bo jak mogłyby bakterie żyć bez swojego grzyba poza porostem.

Na marginesie, to proszę zważyć sytuację małych mediów i portali internetowych poza głównym nurtem, do których przecież zalicza się też OtokoClub, które nie znają świata polityków lub rzadko ocierają się o dużą politykę, a też walczą o uwagę Czytelników i Słuchaczy.

Kto ma trudniejsze życie? Tymczasowo protestujące media mainstreamowe, czy niezależne media codziennie walczące o przetrwanie?