Ale fakt, że abdykujący papież zdaje się z pełnym przekonaniem twierdzić, iż utrata sił jest warunkiem wystarczającym rezygnacji z bycia Namiestnikiem Chrystusa, wśród wielu swych konsekwencji ma i tę, którą uważam za najpoważniejszą – skoro papież mógł zrezygnować z danego mu przez Boga daru bycia Jego reprezentantem, ponieważ już mu sił nie starczało, to tym bardziej każdy człowiek może zrezygnować z danego mu przez Boga daru życia, jeśli nieusuwalne cierpienie odbiera mu sens tego życia.

W licznych komentarzach prasowych po abdykacji Benedykta XVI wskazywano, że od tego momentu Urząd Papieski coraz powszechniej przez samych katolików rozumiany będzie nie jako Urząd Namiestnika Chrystusowego, lecz jako funkcja organizacyjna, z której należy zrezygnować, jeżeli utrata sił uniemożliwia jej sprawowanie. Podkreślano, że papież nie będzie już rozumiany jako Namiestnik Zbawiciela, lecz po prostu jako najwyższy z urzędników kościelnych. I należy przyznać, że tego rodzaju przewidywania są jak najbardziej zasadne. Papież coraz powszechniej postrzegany jest w świeckiej perspektywie jako kierownik pewnej organizacji o zasięgu światowym, instytucji o charakterze korporacyjnym. Symbolicznego znaczenia nabiera fakt, że po abdykacji Benedykta nowo wybrany papież powitał zebranych nie chrześcijańskim wyznaniem „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, lecz świeckim pozdrowieniem „Dobry wieczór”. Tłum zareagował okrzykami radości, co pozwala domniemywać, że czekali na kogoś w rodzaju świeckiego przywódcy, nie zaś na Namiestnika Chrystusa.

A przecież papież, jak podaje do wierzenia Kościół katolicki, nie jest kierownikiem instytucji religijnej czy nawet przywódcą religijnym – bycie papieżem to z istoty swej coś innego, głębszego i wykraczającego poza porządek doczesny. W przyjętej podczas I Soboru Watykańskiego Konstytucji dogmatycznej o Kościele Chrystusowym stwierdzono, że „biskup Rzymu jest następcą św. Piotra, księcia apostołów, i prawdziwym zastępcą Chrystusa, głową całego Kościoła oraz ojcem i nauczycielem wszystkich chrześcijan. Jemu w osobie św. Piotra przekazana została przez Pana naszego Jezusa Chrystusa pełna władza pasterzowania, rządzenia i kierowania Kościołem powszechnym”. Twierdzenia te zostały dosłownie przejęte z ustaleń Soboru we Florencji w 1439 roku. I w tym samym duchu wypowiada się przyjęta na II Soborze Watykańskim Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, w której podkreślono, że „Biskup Rzymski, jako następca Piotra, jest trwałym i widzialnym źródłem i fundamentem jedności zarówno biskupów, jak rzeszy wiernych”. To zaś z kolei powtórzono w najnowszym Katechizmie Kościoła Katolickiego (p. 880-882).

Jeżeli mamy uznać, że papież jest – jak to z całą mocą podawano w starszych, z czasów przed II Soborem Watykańskim pochodzących rozprawach teologicznych – wybrańcem Bożym, który zastępuje i przedstawia osobę Chrystusa w Kościele powszechnym, którego działalność jest kontynuacją działań Chrystusa, to musimy rozumieć owo Namiestnictwo jako szczególny dar Boga, będący zarazem wyróżnieniem i zobowiązaniem. Tego daru można nie przyjąć; a czy można także zrezygnować po przyjęciu? Kardynał Stanisław Dziwisz, który opiekował się ciężko schorowanym Janem Pawłem II do ostatnich chwil jego życia, na wieść o abdykacji Benedykta XVI spontanicznie powiedział, że z krzyża się nie schodzi. Bardzo szybko, przestraszony, że bez zastanowienia dał świadectwo prawdzie, z tych słów się wycofał, niejasno tłumacząc, że źle go zrozumiano. A przecież jego emocjonalna wypowiedź ukazuje samą istotę problemu, którą wyrazić można w pytaniu, czy człowiek otrzymuje od Boga takie dary, z których nie wolno mu rezygnować.

Kościół zawsze twierdził, że jest jeden taki dar, który człowiek otrzymuje jedynie od Boga i z którego nie wolno mu rezygnować – darem tym jest życie. W wydanej przez Kongregację Nauki Wiary w 1980 roku Deklaracji Iura et bona, poświęconej problemowi eutanazji, czytamy: „Życie ludzkie jest podstawą wszystkich dóbr, źródłem oraz koniecznym warunkiem wszelkiej działalności ludzkiej, jak również współżycia społecznego. (…) wierzący widzą w nim dar miłości Bożej, który winni zachowywać i ubogacać”. Konsekwencją takiego pojmowania życia jest bezwzględny zakaz jego przerywania. „Nie można zgodzić się na świadome pozbawienie się życia, czyli samobójstwo, podobnie jak na zabójstwo”. Kościół katolicki zdecydowanie sprzeciwia się wszelkim formom rezygnacji przez człowieka z życia – dopuszcza oczywiście możliwość poświęcenia własnego życia w imię jakiegoś dobra wyższego, ale nie dopuszcza możliwości pozbawienia się życia z tego powodu, iż stało się ono nie do zniesienia. Człowiek otrzymał życie od Boga i nawet jeśli od pewnego momentu staje się ono dla niego zbyt ciężkim krzyżem, człowiekowi nie wolno z tego krzyża schodzić.

Benedykt XVI dwuznacznie wyjaśnia w wywiadzie motywy swej abdykacji. Z jednej strony przedstawia swoją decyzję jako spowodowaną fizyczną niemożliwością pełnienia funkcji. „Jeśli nie da się właściwie wypełniać zleconej misji, staje się jasne, że nie dysponuje się zdolnością, więc należy (…) zwolnić miejsce”. Takie właśnie uzasadnienie swej (dobrowolnej bądź wymuszonej) rezygnacji przedstawiają prezesi korporacji, koncernów czy organizacji politycznych. Ale z drugiej strony Benedykt XVI usprawiedliwia swą decyzję w kontekście wiary, ujawniając, że w modlitewnej rozmowie z Bogiem uzyskał potwierdzenie jej słuszności. Papież czyni wyznanie: „Właśnie z tej perspektywy doszedłem do wniosku, że misja Piotrowa wymaga ode mnie konkretnych decyzji, stanowisk, ale że potem, kiedy w niedługim czasie nie będzie to możliwe, Pan już tego ode mnie nie wymaga i uwalnia mnie od brzemienia niesionego ciężaru”. Takie uzasadnienie przedstawia człowiek, który czuje, że jego misja została mu powierzona przez Boga i tylko Bóg może go z niej zwolnić. Papież Benedykt XVI przekazuje nam swoje głębokie przeświadczenie, że Bóg uwolnił go od nałożonego nań ciężaru.

Postawmy teraz pytanie, czy zachodzi analogia między darem życia a darem Namiestnictwa. Jeżeli określenie „Namiestnik Chrystusa” traktujemy serio, nie jako metaforę, lecz jako uznanie jedynego w swoim rodzaju aktu bezpośredniego nałożenia przez Boga na tego oto człowieka obowiązku doczesnego zastępowania Zbawiciela, wówczas musimy uznać, że jedynie dar życia ma porównywalną wagę i znaczenie. Wszystko, co otrzymujemy, jak i wszystko, co tracimy, jest dopuszczone przez Boga, jako że nic nie może się urzeczywistnić bez Bożego przyzwolenia. Bóg przyzwala nawet na grzech, albowiem mógłby mu zapobiec, a jeśli tego nie czyni, to dlatego, że szanuje ludzką wolność. Dlatego człowiek może mocą własnej wolnej decyzji przyjąć każdą funkcję lub stanowisko pojawiające się w zasięgu jego możliwości; a przyjąwszy je, może po jakimś czasie zrezygnować, uznawszy, że tak będzie lepiej. W jednym tylko wypadku Bóg daje coś, nie pytając człowieka o zgodę, mianowicie wtedy, gdy obdarza go życiem – nie byliśmy pytani, ani czy w ogóle chcemy się urodzić, ani czy chcemy urodzić się tu i teraz. W wypadku wyboru papieża pytanie oczywiście pada i zapytany człowiek ma wolny wybór. Jeżeli jednak na pytanie zostaje udzielona pozytywna odpowiedź, to tym samym poczynione zostaje zobowiązanie wytrwania. To tak, jakby każdego z nas przed urodzeniem zapytano, czy chcemy się urodzić – odpowiedź pozytywna byłaby podjęciem zobowiązania do życia.

Uznając, że dar Namiestnictwa Chrystusowego może być porównywany jedynie z darem życia, na mocy logiki musimy uznać zachodzenie następujących dwu analogii oraz ich konsekwencji. (1) Jeżeli człowiek może zrezygnować z daru bycia Namiestnikiem Zbawiciela, ponieważ dar ten stał się tak ciężki, że już uniemożliwia pełnienie funkcji Namiestnika, to człowiek może też zrezygnować z daru życia, jeśli to życie stało się jednym pasmem cierpienia uniemożliwiającym spełnianie funkcji właściwych człowiekowi. (2) Jeżeli człowiek nie może rezygnować z życia nawet całkowicie wypełnionego cierpieniem, to Namiestnik Chrystusa nie może rezygnować z Urzędu nawet w sytuacji skrajnej niemocy.

Powyższe rozważania poczynione zostały z założeniem, że są neutralne względem samego problemu rezygnacji z życia, a więc nie należy ich odczytywać w kontekście pytania, czy eutanazja jest, czy nie jest moralnie dopuszczalna. Oczywiście mogą one okazać się pomocne w dochodzeniu do własnej odpowiedzi na powyższe pytanie. Ale teraz chodziło jedynie o problem logicznej konsekwencji.