Człowiek nie chce umierać – właściwe człowiekowi jest pragnienie życia, nie zaś pragnienie śmierci, a myśl, że moja świadomość może nieodwracalnie zgasnąć, budzi lęk. Śmierć i rozpad ciała to fakty empiryczne, niepodważalne, a nadzieja, że jest przejście do nowego życia, może opierać się jedynie na wierze. Religia chrześcijańska tę nadzieję podtrzymuje, podając do wierzenia dogmat o zmartwychwstaniu – chrześcijanin wierzyć powinien, iż nadejdzie czas zmartwychwstania, moment wzbudzenia przez Boga do życia wszystkich, którzy zmarli. W Ewangelii wg św. Jana (6, 40) czytamy słowa Jezusa: „To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”. Ale widocznie słowa te zbyt słabo podtrzymują nadzieję, skoro nie tylko do nich odwołują się chrześcijanie. Chrześcijaństwo przyjęło bowiem tezę, która nie ma żadnego oparcia w Piśmie Świętym i jest wyłącznie tezą filozoficzną, najpełniej wyrażoną przez Platona. Teza ta głosi, że człowiek składa się z dwu elementów: śmiertelnego ciała i nieśmiertelnej duszy.

Dlaczego teologowie chrześcijańscy przyjęli tezę, która nie znajduje potwierdzenia ani w Starym, ani w Nowym Testamencie? Zauważmy, iż zarówno teza o zmartwychwstaniu, jak i teza o nieśmiertelności duszy wymagają wiary, a człowiek chciałby wzmocnić swoją wiarę czymś, co miałoby chociaż pozór dowodu. Otóż takie dowody są konstruowane przez filozofów w odniesieniu do tezy o nieśmiertelności duszy i choć nie mają one mocy przekonującej dla wszystkich – takiej, jaką mają dowody matematyczne czy dowody empiryczne – to jednak mogą wzmacniać lub podtrzymywać nadzieję towarzyszącą wierze. Nie jest natomiast możliwe udowadnianie, że zmarły człowiek zostanie na nowo powołany do istnienia; dlatego nadzieja, że tak będzie, wymaga nie tylko wiary, lecz nadto pełnego zawierzenia Bogu. Ogromna większość ludzi wierzących doświadcza w swej wierze wątpliwości, niepewności, załamań, a jedynie nieliczni obdarzeni zostali łaską stałego zawierzenia. Teologia nie mogła tego stanu rzeczy lekceważyć, dlatego nie tylko przejęła filozoficzną tezę o nieśmiertelności duszy, lecz uczyniła z niej tezę teologiczną. Tragiczny podział chrześcijaństwa na część wschodnią (bizantyjską, grecką) i część zachodnią (rzymską, łacińską) – datowany symbolicznie na rok 1054, w którym papież Leon IX i patriarcha Michał Celariusz wzajemnie obłożyli się ekskomunikami – spowodował jednak, że inaczej ją rozumiano w teologii Zachodu (katolickiej), a inaczej w teologii Wschodu (prawosławnej).

Rozwój filozofii w zachodniej Europie sprawił, że dość szybko powszechnie uznano, iż jest ona użytecznym narzędziem teologii. Stawianie, wyjaśnianie i rozstrzyganie kwestii teologicznych w pojęciowym języku filozoficznym stało się normalną praktyką – wpierw przez długi czas dominował platonizm, później trwałą przewagę zdobył arystotelizm w wersji tomistycznej. W obu wypadkach przyjmowano jako oczywistą tezę filozoficzną, że człowiek składa się ze śmiertelnego ciała i nieśmiertelnej duszy; w kontekście teologicznym z poczuciem oczywistości głoszono, że po śmierci ciała dusza istnieje w zaświatach, czekając na dzień zmartwychwstania, by znów połączyć się z ciałem. Nieśmiertelność ludzkiej duszy uznano za dogmat i głosi się go do dziś. W najnowszym Katechizmie Kościoła Katolickiego z 1992 roku czytamy: „Kościół naucza, że każda dusza duchowa jest bezpośrednio stworzona przez Boga (…) i jest nieśmiertelna; nie ginie więc po jej oddzieleniu się od ciała w chwili śmierci i połączy się na nowo z ciałem w chwili ostatecznego zmartwychwstania”. Filozoficzna teza, że w skład bytu ludzkiego wchodzi element z natury swej nieśmiertelny, wpisana jest w kontekst dogmatu o zmartwychwstaniu, który zostaje zinterpretowany jako odtworzenie jedności psychofizycznej człowieka poprzez ponowne połączenie duszy z jej wskrzeszonym ciałem.

Różne czynniki sprawiły, że w Bizancjum rozwijanie dorobku filozoficznej myśli greckiej nie tylko nie było tak owocne, ale nadto filozofia pozostawała tak dalece w cieniu teologii, że nie mogła rozwinąć się w pełni. W konsekwencji teologia prawosławna jest w najgłębszej swej istocie oparta na przeżywaniu, nie zaś na myśleniu pojęciowym. Determinuje to sposób interpretacji tezy o nieśmiertelności duszy ludzkiej. W katechizmie Kościoła Prawosławnego Bóg Żywy, opracowanym przez duchownych i świeckich teologów związanych z Instytutem Świętego Sergiusza w Paryżu, którego pierwsze wydanie francuskie ukazało się w 1991 roku, twierdzi się wprost, że po śmierci trwa nadal życie człowieka. Jednak autorzy Katechizmu nadają temu twierdzeniu szczególny sens. Czytamy: „Życie człowieka trwa po śmierci ciała, o ile jest związane z Bogiem. (…) Dusza, która odczuwa pragnienie Boga i szuka Jego obecności, nie może zginąć: to pragnienie Boga utrzymuje ją przy życiu. Tak więc ten, kto żyje w Chrystusie na tym świecie, będzie też żył w Chrystusie, kiedy opuści swoje ciało”. Nie mówi się więc tutaj o tym, że dusza ludzka jest stworzona przez Boga jako z natury swej nieśmiertelna, lecz że Bóg daje jej szansę życia wiecznego w Nim. Autorzy Katechizmu nie chcą posługiwać się pojęciem duszy rozumianej jako współtworzący człowieka element składowy, który jest wprawdzie, jak wszystko, co istnieje, stworzony przez Boga, ale któremu Bóg dał nieśmiertelną naturę. Ta niechęć stąd się bierze, iż jest to pojęcie filozoficzne, nie pojawiające się w Piśmie św. Zarazem zdają oni sobie sprawę, że to platońskie pojęcie nieśmiertelnej z natury swej duszy trwale zakorzeniło się w kulturze europejskiej, wzmacniane ludzkim pragnieniem nieśmiertelności. Dlatego faktycznie akceptują je, ale zamiast wyjaśnienia filozoficznego dają opis o charakterze metaforycznym.

Co dzieje się z człowiekiem po śmierci, pozostaje całkowitą tajemnicą, której nie jesteśmy w stanie prześwietlić rozumem i której nie wyjaśnia Pismo święte. Biblijny przekaz podaje nam jedynie do wierzenia tezę, że po śmierci czeka nas zmartwychwstanie i życie nowe. Teza o zmartwychwstaniu jest podstawą ludzkiej nadziei na życie wieczne, ale każda ludzka nadzieja musi być wzmacniana, szczególnie w chwilach zwątpienia. Taką właśnie rolę spełnia filozoficzna teza o nieśmiertelnej z natury duszy ludzkiej. Teologia, wychodząc naprzeciw ludzkiej nadziei, musiała tę tezę przejąć. Teologia Wschodu formułuje ją metaforycznie, nadając jej pozór tezy teologicznej. Teologia Zachodu przejmuje ją wprost, uznając za tezę teologiczną. W pierwszym wypadku mamy do czynienia z rozmyciem granicy między wiarą a rozumem, w drugim zaś z zastąpieniem kategorii teologicznych pojęciami filozoficznymi. Tragiczny rozłam chrześcijaństwa sprawił, że nie wypracowano jednego, spójnego rozumienia. A przecież chodzi o to samo – o wzmacnianie ludzkiej nadziei.