Redakcja: Czym są adiuwanty?

Józef Słonecki: Wiedza o szczepionkach i ich składzie to „zwykłego zjadacza chleba” czarna magia. Ludzie zupełnie nie zdają sobie sprawy, co znajduje się w takich szczepionkach. Wmawia im się, że są one całkowicie przebadane oraz że te substancje nie są w najmniejszym stopniu szkodliwe.

Mówi się, że jeśli już coś szkodzi to jest to rtęć, więc najlepiej stosować szczepionki bez rtęci i wtedy są one bezpiecznie. Jest to bzdura, nie istnieją na to żadne dowody. Nie opisano modelu, nie ma opisanej metody jakby np. rtęć miała wpływać negatywnie na organizm. Wiadomo, że rtęć zatruwa, ale istnieje mnóstwo substancji, które zatruwają organizm i jest to między innymi rtęć, ale mechanizmu, który miałby doprowadzić do autyzmu, nie ma.

Istnieje za to inna substancja, koń trojański, który nazywamy adiuwantami.

Czym one są?

Robię wśród moich pacjentów swojego rodzaju ankietę i zadaję pytanie, co to są adiuwanty? Przez ostatnie kilka miesięcy pytam o to wszystkich i okazuje się, że nie wie nikt.

Adiuwanty znajdują się w każdej szczepionce. W skrócie, są to substancje, które samoistnie wywołują odpowiedź immunologiczną systemu odpornościowego. Wówczas wystarczy dobrać tylko niewielką ilość antygenu i ukierunkować system odpornościowy na ten antygen, żeby uzyskać na niego sztuczną odporność. Producentowi daje to tę korzyść, że może on wydłużyć przydatność do użycia szczepionki na rok czy dwa, co przy masowej produkcji jest bardzo istotne. Po drugie da się robić tak zwane szczepionki poliwalentne. Z uwagi na mniejszą ilość czynnika zakaźnego można wtedy do szczepionki dodać ile się zechce antygenów i tworzyć szczepionki skojarzone. Reklamuje się to w ten sposób, że po jednym ukłuciu dziecko jest już zdrowe i odporne na wszystkie choroby.

Ale co te adiuwanty robią? Są to związki glinu, metalu, który nie występuje w organizmie w naturalnych warunkach, więc pojawienie się go w krwiobiegu wywołuje reakcję podobną do wstrząsu anafilaktycznego. Cały system odpornościowy zostaje postawiony w stan alarmu i następuje zjawisko tak zwanej nadreaktywności monocytów, białych krwinek systemu odpornościowego, które wyszukują zagrożenie. W procesie tego rodzaju wyszukiwania zagrożenia, zmieniają one swoje właściwości, przylegają do ścian tętnic i toczą się powoli. W którymś momencie następuje stłoczenie tych monocytów oraz dochodzi do mikroudarów naczyń krwionośnych obejmujących sobą nieznaczną przestrzeń tkanki. Te mikroudary, jak wykazał doktor Moulden, który jest odkrywcą zjawiska, stają się przyczyną autyzmu i szeregu innych, w zasadzie wszyskich powikłań poszczepiennych, zwanych NOP-ami. Nie jest to więc żadna rtęć, a właśnie adiuwanty, o których prawie nikt nie wie i tylko czasem się wspomni, że coś takiego istnieje. Żeby było śmieszniej, nazwa adiuwanty pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego pomaganie.

Monocyty w normalnych warunkach wędrują do miejsca stanu zapalnego i opuszczają naczynia krwionośne, a dalej przepływa krew. Zupełnie inaczej przedstawia się historia, kiedy nie ma stanu zapalnego, monocyty są pobudzone, nie natrafiają na żaden stan zapalny, ale toczą się po ścianach tętniczki, przez co w pewnym momencie dochodzi do zaczopowania tego mikroudaru. W ten sposób opisał to dr Moulden.

Dr Moulden opracował i opisał metodę, w jaki sposób szczepienia doprowadzają do autyzmu, czyli dostarczył prawnikom materiał dowodowy, który można przedstawić przed sądem. Kwestii rtęci z kolei nie można, bo mówi się, że rtęć szkodzi, ale nie wiadomo do końca jak. A sąd potrzebuje dowodów konkretnych. Tu ten konkret jest.

Niestety, w wieku 50 lat, w pełni zdrowia, dr Moulden zginął nagle w niewyjaśnionych okolicznościach. Większość jego dokumentacji gdzieś przepadła. Warto byłoby to opowiedzieć jaśniej i zatrzymać się na dłużej przy adiuwantach, choćby ze względu na to, że jest to historia o czymś, z czego nikt nie zdaje sobie sprawy.

Dla wielu będzie to niestety co najwyżej bajeczka.

Ktoś może nawet powie, że Słonecki wynalazł jakąś nową teorię spiskową.

Oglądaj całość