Redakcja: Czy koncepcja Grupy Wyszehradzkiej odżywa? Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że Grupa Wyszehradzka umarła?

Dominik Héjj: Grupa Wyszehradzka to projekt powstały w 1991 r. w Wyszehradzie, w zamku węgierskim, który w 1320 r. gościł królów Polski i Węgier, Karola Roberta i Kazimierza Wielkiego. Był to zamek przepięknie położony, z przepiękną panoramą, leżący bardzo niedaleko od Budapesztu, jednak z dość słabym dojazdem, co nie sprzyja dziś częstym odwiedzinom.

Ten widok w zakolu Dunaju na początku lat 90. Stanowił z pewnością romantyczne natchnienie do zawiązania wspólnoty. Najpierw nastąpiło to pod hasłem V3, ponieważ Czechosłowacja była wspólnym krajem jeszcze przez dwa lata, a następnie w układzie V4. Celem było wspieranie się i wymiana doświadczeń, przede wszystkim w przystąpieniu do Unii Europejskiej, ale także w wejściu do NATO. Projekt zawiązano w tymże konkretnym celu, przez co wejście do UE w 2004 r. postawiło pod znakiem zapytania dalsze trwanie przedsięwzięcia. Jednym z powodów był także fakt, że część środków unijnych, wspólnie dysponowana pomiędzy Polskę a Węgry po prostu przestała istnieć. Te kraje mogły się już wtedy ubiegać o normalne finansowwanie z perspektywy budżetowej.

Powstało wówczas wielkie pytanie „co dalej?”. Wymyślono format „V4 plus”, zgodnie z którym kraje Grupy Wyszehradzkiej miały rozszerzyć współpracę z krajami, które nie są jeszcze członkami UE i pomóc im  przejść do UE oraz współpracy z krajami Zachodu poprzez dzielenie się swoimi doświadczeniami w transformacji ustrojowej. Ten projekt nie do końca się powiódł, ponieważ aspiracje poszczególnych krajów UE, a także aspiracje samych krajów Grupy Wyszehradzkiej nie zawsze były jednomyślne. W związku z tym przedsięwzięcie podupadło.

W 1998 r. za czasów Jerzego Buzka w Polsce i Viktora Orbana, najmłodszego premiera na Węgrzech, przeformułowano formułę spotkań Grupy Wyszehradzkiej na spotkania premierów, co niewątpliwie ożywiło współpracę, bo przecież we wszystkich krajach Grupy Wyszehradzkiej władza nie była systemem prezydenckim, a systemem bardziej lub mniej kanclerskim, głównie parlamentarno-gabinetowym. Jeżeli teraz spojrzymy na Grupę Wyszehradzką, ujrzymy pewne wspólne spoiwo Tu nawet nie chodzi o to kto, skąd się wywodzi, nie o podział na Słowian i Węgrów, którzy się trochę zagubili i nikt się z nimi nie dogaduje. Istnieją perspektywy kryzysu migracyjnego czy Brexitu. Tutaj prym, co nadal będę podtrzymywał, wiodły zdecydowanie Węgry. Tak było do października 2015 r., czyli do wyborów parlamentarnych w Polsce, kiedy polska opcja i polska myśl polityki zagranicznej uległa, jak to można ładnie nazwać redystrybucji, bądź też reorientacji w kierunku np. Grupy Wyszehradzkiej. Zazwyczaj było tak, że to Węgry chciały tego bardziej niż Polska, warto wspomnieć jak bardzo pozytywne było przekazanie prezydencji w radzie UE przez Węgry Polsce. Zresztą Viktor Orban nie ukrywał bycia pod dużym wrażeniem Donalda Tuska jako premiera, podobnie jak Tony’ego Blaira z Wielkiej Brytanii. Nie chodziło tu nawet o opcję polityczną z jakiej się wywodzili, ale styl przywódctwa czy prowadzenia polityki.

Teraz mamy Grupę Wyszehradzką, która kontynuuje projekt wymyślony przez  Węgrów. Ja nadal będę mocno podtrzymywał opinię, iż wypychanie przez Viktora Orbana Polski do przewodzenia tej grupie, dobrze się dla nas nie skończy, o czym pisałem wielokrotnie. Orban wypychając Polskę cały czas chowa się za postulatami takimi, jak kryzys migracyjny. Wszystko, o czym mówi Viktor Orban, tudzież premier Szydło, to postulaty już dawno podniesione przez rząd Orbana. Ja nie neguję, że pod tymi hasłami PiS doszło w Polsce do władzy, natomiast cały czas są to terminy, tudzież zwroty retoryczne, które mówiąc kolokwialnie, dobrze „oklepał” Viktor Orban i nie jest to nic nowego.

Różne pojawiają się komunikaty po szczytach Grupy Wyszehradzkiej, głównie premierów w Pradze, w związku z tym, że teraz Czechy przekazują swoje przewodnictwo w Grupie. Wystarczyło zobaczyć o czym mówiła Polska Agencja Prasowa, a o czym mówiła Węgierska Agencja Informacyjna. Do dziś mam wrażenie, że kiedy Orban wraca ze wspólnych szczytów Grupy Wyszehradzkiej, wygląda to tak, jakby był na innym spotkaniu, które głównie sam organizował. Padają tezy, w których mówi on, że Grupa zgodziła się na węgierskie stanowisko. Pamiętajmy, że ta wspólna ochrona południowych granic, np. granicy węgiersko-serbskiej powstała przecież na prośbę Węgrów. Polacy nie byli pierwszym krajem, który natychmiast pojawił się na granicy. Pierwsi byli Czesi i Słowacy.

Współpraca w ramach Grupy Wyszehradzkiej ma z węgierskiej perspektywy niezwykły wymiar. Pamiętajmy, że Węgrzy utrzymują relacje ze Słowacją zależne od aktualnego nastroju, ciśnienia, pogody i wszystkiego co jest z tym związane. Głównie przez Węgrów, którzy zamieszkują część Słowacji. Ja prowadziłem badania dotyczące dyskursu traktatu z Trianon, a więc dokumentu z 1920 r., który podzielił Węgry. W jego następstwie kraj został zredukowany do około  1/3 powierzchni geograficznej i 1/3 powierzchni ludności. Oczywiście to nie są dokładne dane, ale nakreślają one pewien obraz sytuacji. Jeśli spojrzeć na główne relacje Węgier i Słowacji przewodzących im dwóch tych samych aktorów, Roberta Ficco oraz Viktora Orbana, to pamiętamy, że przed pięcioma laty byli oni w stanie wbić sobie nóż w plecy i to bez żadnego zająknięcia. Dzisiaj ich relacje prezentują się jednak jako nad wyraz dobre, ale są też utrzymywane w bardzo w dokładnym, konkretnym celu.

Grupa Wyszehradzka to przedsięwzięcie, które jest potrzebne, ale zarazem przedsięwzięcie bardzo pragmatyczne. Nie można mówić, że współpraca w jej ramach będzie się w stu procentach rozwijała i że wszyscy będziemy siebie rozumieć, czego powodem jest choćby kwestia współpracy z Rosją. Ta ostatnia sprawa tworzy oś niezgody, mniej lub bardziej podnoszoną na tej arenie. Zwróćmy uwagę jak bardzo mocno w imię interesu narodowego Węgier, zwłaszcza gospodarczo, jest nastawiony Viktor Orban. Kiedy komentujemy wydarzenia dotyczące Grupy Wyszehradzkiej, głównie relacji węgiersko-rosyjskich, to wielokrotnie mówimy, że Orban nie działa w interesie Polski. On oczywiście nie działa w interesie Polski, bo  interes narodowy Węgier jest przecież interesem narodowym Węgier, nie Polski, Czech, Słowacji ani żadnego innego kraju. Pod tym względem można się z Orbanem zgadzać, bądź nie. Natomiast on rzeczywiście walczy o interes narodowy Węgier i prowadzi politykę w stu procentach jemu podporządkowaną. Oczywiście stanowi to także slogan, dzięki któremu udaje mu się powiększyć bazę wyborczą. Niemniej jednak ta polityka prowadzona jest realnie.

Dlatego też wielokrotnie przestrzegam przed swojego rodzaju zapatrzeniem na Viktora Orbana, bo nie zawsze interes narodowy Polski jest równoznaczy z interesem węgierskim, a ta fascynacja jest niejednokrotnie ślepa. Wiele osób powołuje się na to, że Orban coś zrobił i było to dobre, przyniosło korzyści albo wzrost gospodarczy. Fakt, że na węgierskich uwarunkowaniach, z konkretnymi danymi, po początkowym dojściu do władzy wprowadził obciążenia podatkowe, ale zaznaczył wówczas, że wszystko to ma być przeznaczone na spłatę zadłużenia. W Polsce wprowadziliśmy z kolei podatki, które mają iść na cele socjalne.    

Oglądaj całość