Dla kogoś kto poszukuje inspiracji w poglądach psychologów głębi oraz w doświadczeniach mistrzów życia wewnętrznego Wschodu i Zachodu nie będzie szokujące spostrzeżenie, że człowiek posiada niezwykłą zdolność do samooszustwa i zafałszowywania własnej przeszłości.  Chodzi tu nie tylko o przeszłość jednostkową, ale też o historię formacji kulturowej, czy nawet gatunku, do którego z racji urodzenia przynależymy. Niewygodne dla świadomości indywidualnej i zbiorowej fakty zostają najczęściej wyparte, zniekształcone, tendencyjnie przemilczane. Natomiast popełnione w przeszłości nikczemności, których nie da się zatuszować, nieraz urastają do rangi czynów bohaterskich, dokonywanych na „zlecenie” Istoty Najwyższej, najczęściej wówczas wyniesionej do rangi Mocy skonfliktowanej ze światem natury. Możemy w tym miejscu przywołać wszelkie akty gwałtu dokonywane przez przedstawicieli jedynie słusznych poglądów na ludach niewiernych. (Dawni Izraelici wycinający w pień Kananejczyków, wyprawy krzyżowe chrześcijan przeciw wyznawcom islamu, konkwista i kolonizacja Ameryki, która często wiązała się z ludobójstwem, czy wreszcie eksterminacje dokonywane przez nazistów i komunistów). Historia nie jest jednak w stanie uchwycić najważniejszego – początków ludzkiej świadomości, które są równoznaczne z początkami ludzkiej kultury. Mamy w tym miejscu próżnię, którą stara się wypełnić wyobraźnia kreatorów mitów. A wiele mitów ukazuje nam powstanie świadomości i kultury w wyniku prazbrodni dokonanej na początku dziejów, czy też czynu świętokradczego o znamionach kradzieży bądź oszustwa. Na tego typu mitach swe teorie opierali m. in. Zygmunt Freud (koncepcja hordy pierwotnej i zabójstwa dokonanego przez synów na ojcu i odkrycie kompleksu Edypa) i René Girard (nieświadomość prześladowcza jako skutek mordów dokonywanych przez naszych przodków na odmieńcach w celu konsolidacji grupy i przetrwania kryzysu). Niemal każdy z nas zna takie motywy, jak Prometeusz kradnący ogień, Ewa skuszona przez węża, podająca Adamowi jabłko z drzewa „wiadomości dobrego i złego”, tworzenie świata z ciała złożonego w ofierze olbrzyma (indyjski Purusza, germański Ymir), okrucieństwa greckiej teogonii (Uranos strącający swe dzieci (tytanów) w czeluście Tartaru, najmłodszy z tytanów - Kronos kastrujący swego ojca Uranosa i połykający swych synów, by żaden nie przejął po nim sukcesji, Zeus strącający do tegoż Tartaru Kronosa i pozostałych  tytanów – synów Gai, z wyjątkiem Atlasa skazanego na dźwiganie nieba i przykutego do skał Kaukazu twórcy człowieka – Prometeusza). Jeśli założymy, że mity są projekcją naszych lęków, tęsknot, pragnień, skłonności na świat nadprzyrodzony, wówczas musimy dojść do wniosku, że od zawsze byliśmy i jesteśmy bardziej lub mniej szaleni, spaczeni, wynaturzeni. Być może jest częściową prawdą, że wszelka tradycja, oprócz tego, że nas dotkliwie ogranicza, ochrania nas przed bliźnimi i nami samymi. Tym co nam zagraża są zdeformowane, wskutek rozwoju świadomości, nasze siły biologiczne.

Jakże poprawia nasze samopoczucie pogląd, który jest projekcją, że to nie z nami jest coś nie w porządku, lecz ze światem, że w akcie stworzenia coś się nie udało, ponieważ wmieszał się pierwiastek demoniczny i wszystko popsuł. Jakże nas ogłupia nadzieja na zmianę naszego losu przez przestawienie „mebli” w pokoju naszej egocentrycznej przestrzeni i jakże pęta nas lęk przed dokonaniem skoku w nieznane, w głąb siebie. Świat, który przed nami się pojawia jest nie tylko obiektywną rzeczywistością, ale też i antropocentryczną wizją, zniekształconą na dodatek przez wizje kulturowe (np. eurocentryzm), narodowe, plemienne, polityczne oraz mity personalne, niepewnie ugruntowane na osobistej, iluzorycznej przeszłości i psychosomatycznej konstytucji. W wizji tej wynosimy siebie samych na szczyty drabiny ewolucyjnej i jeszcze wyżej, jak też bardzo łatwo czynimy siebie chorymi bądź (i) grzesznymi (co jest, wedle Nietzschego wspólne dla judaizmu, chrześcijaństwa i kapitalizmu). Poglądy wyznawane przez nas w stosunku do siebie samych, swojej nacji czy i w ogólności natury ludzkiej, oparte są na iluzorycznej podstawie. Powstały wskutek identyfikacji z osobami znaczącymi, wskutek introjekcji cudzych myśli, a nawet wyobrażeń, wskutek zaszczepienia tworu zwanego ego umysłowym, boleśnie oderwanego od naszej cielesnej formy, oderwanego nieraz za pomocą brutalnej socjalizacji. Obdarzony życiem w łonie matki, otrzymałem w spadku od swoich rodziców zręby osobowości oraz niezliczone cechy dziedziczne. Bezświadomie zostałem wykształcony zgodnie ze wzorcami panującymi w moim społeczeństwie, epoce, rodzinie i nawet zostałem kulturowo zaprogramowany, w jaki sposób mam przyswajać swoje doświadczenia. Zatem poglądy, które teraz każdy z nas wyznaje zostały ukształtowane przez splot przypadkowego zestawu najprzeróżniejszych czynników.

Wiara w Boga, demokrację, humanizm i wyjątkowość człowieka opierają się zazwyczaj na sztuce oszukiwania samego siebie. Te samooszukiwanie może prowadzić do wzniosłych celów, do pracy na rzecz innych, na rzecz życia i rozwoju. Jednak należy pamiętać, że rezultatem samooszukiwania się są przemoc, mord, gwałt, rabunek i wszelkie wojny. Bez analitycznej rozbiórki samooszustwa człowiek zawsze będzie swoim największym wrogiem. Oszukiwanie samego siebie prowadzi również do wojny wewnętrznej, toczącej się w naszej psyche. Koniec tej wojny na ogół jest pozorny, ponieważ wiąże się z tymczasowym zwycięstwem iluzji. Wiara w nadchodzący nowy porządek ideologiczny, podobnie jak wiara w narodziny czegoś nowego w nas, w moralną odnowę jednostki wprowadzają jedynie masy ludzkie czy jednostki w stany inflacyjne (manię), które kończą się mniejszym lub większym zwątpieniem, rozpaczą i upadkiem. Od tych doświadczeń człowiek szuka paradoksalnie wybawienia w nowych iluzjach na temat porządku świata i własnej psyche. I te nowe iluzje ponownie doprowadzają do stanów inflacyjnych, pozorów odrodzenia i ponownie kończą się zwątpieniem, rozpaczą i upadkiem. Czy jest w ogóle możliwe wyjście poza te błędne koło? Jak powstają nasze iluzje? Odpowiedź Buddy, klasyków psychologii głębi i współczesnych psychologów ewolucyjnych wydaje się być identyczna: z pragnień.