W krajach rozwiniętego gospodarczo świata trwa ogłaszanie końca rzekomego (neo)liberalizmu w gospodarce i jego społeczne odrzucenie. W Polsce nałożyły się na to wyniki wyborów prezydenckich i parlamentarnych, które coraz chętniej są interpretowane przez część komentatorów jako odrzucenie dawnego gospodarczego porządku. W naszym wydaniu miał to być świat politycznych elit i  klasy średniej, które rzekomo ślepo wyznawały  neoliberalizm i odwracały oczy i uszy od zgłaszanych przez społeczeństwo potrzeb. Polski spór o politykę społeczno-gospodarczą zaczyna się koncentrować  wokół programu 500 plus, który stał się punktem odniesienia dla komentatorów. Podejmowane są mniej lub bardziej udane próby uzasadnienia programu 500 plus i jego pozytywnego odbioru przez niemałą część społeczeństwa. Skoro pomysły rządu PiS zestawia się z latami rządów PO-PSL, to spójrzmy jak było i z czym mamy do czynienia obecnie i ba czym faktycznie polega różnica. Warto porównać te dwa przeciwstawiane sobie dwa okresy, by przekonać się jak było i sprawdzić czy aby na pewno mamy do czynienia z jakimś przełomem. A jak tak, to z jakim.

Po światowym kryzysie gospodarczym deficyt finansów publicznych (dalej: DFP) sięgnął w Polsce w 2010 niemal 8%. To niezwykle niebezpieczny poziom. Po pięciu latach zeszliśmy do poziomu 2,6%. Nikt już nie chce pamiętać, że polityka amortyzowania szoków gospodarczych przez akceptowanie wzrostu DFP w takim rozmiarze jest raczej lewicowa niż z arsenału bezwzględnych liberałów. To był jeden z głównych czynników, który pozwolił nam uniknąć radykalnego wzrostu bezrobocia i pozwolił nam na utrzymanie transferów społecznych oraz wzrostu PKB na bardzo przyzwoitym poziomie.

Mimo zarysowanych ograniczeń, poprzedni rząd wprowadził w życie kilka ciekawych pomysłów z zakresu polityki społecznej. Ich rozmiar dopasowany były do naszych możliwości. Relacja wydatków klasyfikowanych jako publiczne do PKB w minionych latach, nie pozwala na klasyfikowanie Polski jako kraju rządzonego przez niewrażliwych na społeczne problemy liberałów. Przypomnę też, że dla zmniejszenia DFP, rząd PO-PSL wszedł w ostry spór dot. OFE z przedstawicielami sektora finansowego i częścią makroekonomistów.  Warto ten spór przypomnieć, bo jak mantrę się powtarza jakoby dawne elity (cokolwiek to znaczy) wysługiwały się sektorowi finansowemu.

W 2015 r. wybory prezydenckie i parlamentarne wygrała partia, która głosiła że pieniądze na politykę społeczną są niemal nieograniczone. PiS  przekonywał, że wbrew twierdzeniom elit, nie trzeba nikomu odbierać by dawać innym. To się musiało społeczeństwu spodobać. PiS nie zaproponował nowej jakości w polskiej dyskusji o docelowy model społeczno-gospodarczy, tylko populizm w niespotykanym dotąd rozmiarze i determinację w jego realizacji.

Możliwości w zakresie polityki społecznej wyznacza stan finansów publicznych i gospodarki.  Możemy złościć się i tupać nogami, ale tych ograniczeń nie przeskoczymy. Dodatkowe wydatki możemy oprzeć na tym co zaoszczędzimy gdzie indziej, o dodatkowo wygenerowane wpływy do kasy państwowej lub poprzez powiększanie DFP (czyli wzrost zadłużenia).

Politycy PO i PSL nie mieli monopolu na mądrość ani rację. Jest faktem, że woleli z powodów politycznych nie wywoływać trudnych społecznie dyskusji, ale i nie posuwali się do populizmu. Doceniam, to że poprzednia koalicja miała odwagę ograniczyć przepływy do OFE czy podwyższyć wiek emerytalny, wiedząc że głosów wyborczych takimi decyzjami się nie zdobywa. Szkoda tylko, że amortyzowanie skutków światowego kryzysy gospodarczego przez akceptacje wzrostu DFP w Polsce przeszło w politycznych i gospodarczych dyskusjach niezauważone. Żeby było śmieszniej, lewicowi komentatorzy i publicyści głoszący przełom społeczno-gospodarczy zwracają uwagę iż eksperci MFW zalecają odważniejsze posługiwanie się DFP jako formą walki z kryzysem. Wygląda na to, że nawet nie wiedzą, iż zastosowaliśmy to kilka lat temu, nie czekając na sugestie ze strony MFW. Zresztą nie my jedni w UE.

Celem PiS była wygrana w wyborach i temu głównie zostały podporządkowane wyborcze obietnice. Przypomnę trzy sztandarowe hasła: program 500 plus, obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie kwoty wolnej od podatku (PIT). W pełnym rocznym wymiarze łączna wartość tych programów to przynajmniej 2,0% PKB.

Rok 2015 zakończyliśmy wartością DFP do PKB 2,6%. PiS deklaruje, że nie zamierza przekroczyć progu 3,0%. Jako finansowanie dodatkowych wydatków wskazuje się poprawę ściągalności podatków, wpływy z tytułu poprawy koniunktury itd. To nie ma prawa się spiąć, czego politycy PiS są w pełni świadomi. Dlatego też następuje powolne wycofywanie się z obietnic poprzez ich poważną modyfikację. Realizacja obniżenia wieku emerytalnego jest odsuwana w czasie i prawdopodobnie będzie opatrywana dodatkowymi warunkami (np. min. staż pracy). Mało kto zauważył, że nie ma już hasła kwoty wolnej w PIT w wersji jaką pamiętamy z medialnych przekazów wyborczych. Politycy PiS w wielu wywiadach potwierdzili, że zmiany w tym zakresie będą neutralne dla budżetu i wprowadzane powoli. Pochwalić należy pomysł o degresywnej kwocie wolnej, ale to już przecież zupełnie co innego niż wyborcza obietnica.

Program 500 plus jest finansowo przestrzelony. Jego sfinansowanie w 2016 nie będzie jeszcze problemem (17 md zł), ale później będzie już gorzej (22-23 mld zł w 2017 r.). W 2017 r. rząd będzie musiał znaleźć dodatkowe finansowanie na 10-15 mld zł, by w pełni sfinansować program 500 plus lub o analogiczną kwotę zredukować inne wydatki, by nie przekroczyć progu DFP 3% PKB. Kolejnymi wadami 500 plus jest brak korelacji z obniżeniem kwoty wolnej (PIT), obdarowywanie rodzin, które tego nie potrzebują i bezpośrednie wsparcie zamiast lepiej ukierunkowanej pomocy (świadczenia pomocy społecznej, żłobki, wsparcie niepełnosprawnych, emerytury minimalne itd.).

Największą wadą 500 plus jest utwierdzenie milionów ludzi w przekonaniu, że politycy poprzednich rządów od lat chowali przed Polakami ogromne pieniądze na politykę społeczną i że żadne tam „budżety”, „deficyty” nie będą nas już więcej krępować.

Z makroekonomicznego punktu widzenia różnice pomiędzy tym co było a tym co jest, określane są inaczej. PiS skorzystał z dorobku poprzedniego rządu i część programu 500 plus finansuje powrotem do DFP w wysokości 3 % PKB  w 2016 r. (to daje 8-10 mld zł). Obecny rząd wybrał funkcjonowanie przy 3% DFP, co jest ruchem gospodarczo dość ryzykownym. Tym bardziej, że DFP zwiększany będzie głównie z powodu realizacji obietnic wyborczych, a nie spadku wpływów budżetowych. DFP planujemy pokrywać wzrostem zadłużenia, a przecież dokładnie za to samo PiS krytykował poprzednią ekipę. Program 500 plus w 2016 r. finansowany  jest jednorazową wpłatą za LTE, deficytem budżetowym i podatkami sektorowymi. I tylko podatki sektorowe są tu nowością. Tyle samo co podatki sektorowe, dała podwyżka podstawowej stawki VAT kilka lat temu. Przypomnę, że ta podwyżka była krytykowana i wykpiwane m.in. przez polityków PiS. Z perspektywy transferu dochodów, obrony grup słabszych itd., podwyżka VAT (z korektami) była moim zdaniem lepszym i uczciwszym rozwiązaniem, niż nowe podatki sektorowe których uzasadnienie oparto na dość archaicznych argumentach  (zabieranie tzw. zagranicznym kapitalistom). W ostateczności podatki te dotknęły podobnych grup.

Gdy sprowadzi się całą dyskusję do poziomu liczb i faktów, etykietki szybko tracą na znaczeniu. Spory warto toczyć wokół tego czego faktycznie dotyczą. My się w Polsce nie tyle spieramy o politykę społeczną, co raczej o jej rozmiar determinowany źródłami jej finansowania i podejmowane ryzyko makroekonomiczne. Ani czasy PO-PSL (i wcześniejsze) nie były żadnym tam neoliberalizmem, ani działania obecnego rządu nie zasługują na miano przełomu w realizacji społecznej gospodarki rynkowej.  My nie mamy do czynienie z żadnym przełomem, tylko z determinacją w realizacji populistycznych obietnic.