Redakcja: Prosimy o ocenę wizyty Xi Jinpinga, przewodniczącego ChRL, w Polsce.

dr Michał Lubina: Wizyta prezydenta Chińskiej Republiki Ludowej była bez wątpienia wizytą niezwykłą, ponieważ Xi Jinping przyjechał do Polski sześć miesięcy po tym, jak Chiny odwiedził prezydent Andrzej Duda. Jego rewizyta odbyła się więc bardzo szybko, co pokazuje osobiste zaangażowanie chińskiego przywódcy.

Pomiędzy Xi Jinpingiem a premierem Li Kequiangiem, istnieją pewne rozbieżności. O ile premier wydaje się dość zdystansowany wobec współpracy z Europą Środkowowschodnią, w tym Polską, tak prezydent jest znacznie bardziej zainteresowany. Charakter wizyty można przy tym określić jako polityczny, ponieważ w chińskim systemie władzy Xi Jinping odpowiada za politykę, a Li Kequiang za gospodarkę. Kiedy zaczynali oni swoje rządy istniała między nimi pewna równowaga. Co prawda z pewną przewagą Xi Jinpinga, ale dość nieznaczną. Od momentu, gdy ta ekipa przejęła w pełni władzę, doszło do zdecydowanego wzmocnienia wpływów prezydenta. W przypadku premiera odbywa się zaś stopniowe ich marginalizowanie. W przeciwieństwie do poprzednich ekip rządzących w Chinach, przede wszystkim do ekipy Hun Jintao i Wen Jiabao, kiedy mówiło się o podwójnym przywództwie, premier chiński znajdował się zaraz obok przewodniczącego państwa, potocznie nazywanego prezydentem. Teraz z kolei mamy zdecydowanie większą władzę Xi Jinpinga. Zdołał on zmarginalizować Li Kequianga i na dobrą sprawę rządzi aktualnie sam.

Generalnie Xi Jinping jest człowiekiem, który wyraźnie wraca do wzorców Mao Zedonga, a mianowicie wzorców jednopartyjnych. O sytuacji wewnętrznej mówię przede wszystkim dlatego, że to nam pokazuje najważniejszy element tej wizyty, czyli jej polityczność. Właśnie przez pryzmat polityczny należy ją rozpatrywać. Jest to pierwszy i najważniejszy element. Drugi to element gospodarczy, trzeci zaś to element geopolityczny.

Istotność aspektu politycznego polega na tym, iż Xi Jinping przyjeżdża do kraju, czy szerzej do regionu, w którym wpływy chińskie są dość słabe i który do tej pory był stosunkowo antychiński. W Polsce narracja wobec Chin, która została zdominowana przez wydarzenia na placu Tian'anmen odchodzi już w zasadzie do lamusa. Odbywają się co prawda jakieś protesty, powstał np. list w obronie chrześcijan w Chinach i są to oczywiście z perspektywy moralnej słuszne zarzuty, ale one już praktycznie nie mają znaczenia. W Polsce prometejska narracja dotycząca Chin, walcząca o wartości schodzi na drugi plan i staje się historią. W jej miejsce wchodzi narracja Chin jako wielkiej szansy. Zaczyna ona dominować szczególnie po prawej stronie sceny politycznej. Na Chiny patrzy się jak na wielką szansę rozwoju dla Polski. Ma to duże znaczenie w przypadku polityki wewnętrznej, bo wizyta Xi Jinpinga umacnia dobry obraz Chin. Xi Jinping przyjeżdża z kraju, któremu wypomina się łamanie praw człowieka, łamanie praw Tybetańczyków i całe spektrum prawno-człowiecze. Teraz już się tego nie robi, w tej chwili Polska staje się jednym z największych zwolenników współpracy z Chinami. Z perspektywy Xi Jinpinga jest to duży sukces. Oczywiście nie sukces w skali globalnej, ale jednak sukces, bo związany z kolejnym istotnym krajem Unii Europejskiej.

Przyjazd Xi Jinpinga, którego wita się tu wręcz po chińsku, na czerwonym dywanie jest bardzo korzystny dla Chin w sensie wizerunkowo-politycznym. Z perspektywy politycznej ta wizyta jest owocna dla obu stron. Dla Polski, a przynajmniej dla obecnego kierownictwa państwa wypada korzystnie dlatego, że pokazuje, iż Polska nie jest izolowana i ograniczona wyłącznie do wektora europejskiego. Zwraca uwagę, że Polska ma także partnera chińskiego i jest to bardzo silny sygnał psycho-polityczny, ponieważ pokazujemy partnerom zachodnim pewną alternatywę. Nawet jeśli nie stanowi to alternatywy realnej, ma jednak znaczenie w polityce.

Chińczycy lubią mówić, że ich dyplomacja jest dyplomacją wzajemnych korzyści. Po angielsku tłumaczy się to jako win-win dyplomacy. W tym wypadku mamy obopólne korzyści rządu chińskiego i rządu polskiego. Element gospodarczy wiąże się ściśle z elementem geopolitycznym. Jest to przede wszystkim związane z chińską polityką wobec regionu, gdzie Polska stanowi część układanki, czyli dość sztucznej grupy 1+16 stworzonej przez Chińczyków, a składającej się z państw Europy Środkowowschodniej, Bałkanów i państw bałtyckich. Widać, że nie jest to naturalne połączenie, ale prawdopodobnie jeżeli powiedzie się cała idea chińskiego wejścia do Europy, czyli tak zwana idea Jedwabnego Szlaku, to wtedy ta grupa utrzyma się. Mimo tego, że była sztuczna, stanie się czymś trwałym. Jej sztuczność nie ma więc na dłuższą metę znaczenia.

W przypadku Chin i Europy Środkowowschodniej można na to zaangażowanie chińskie patrzeć z dwóch perspektyw. U nas przywykło się patrzeć z perspektywy geopolitycznej. Ostatni rok czy dwa to ogromna popularność geopolityki w naszym kraju, fenomen społeczny czy społeczno-polityczny. Sam Jacek Bartosiak właściwie stworzył tę fascynację geopolityką w Polsce, tak więc szczegółowe wyjaśnienia pod tym względem zostawiam jemu i jego licznym wystąpieniom w OtokoClub i innych mediach. Generalnie idea jest taka, że nowy Jedwabny Szlak odwróci geopolitykę i przywróci potęgę Eurazji, ponieważ tutaj odbędzie się akumulacja kapitału. Przez to, że Chiny pokonają geografię, zdołają zbudować koleje szybkich prędkości, drogi itd. i w efekcie sprawią, że transport lądowy stanie się bardziej opłacalny niż morski, a przynajmniej konkurencyjny wobec morskiego, bo to jest oczywiścia odległa perspektywa. Dzięki temu tutaj pojawi się kapitał. To, idąc jeszcze dalej, ma odwrócić geopolitykę naszego regionu, który od czasów odkryć geograficznych stał się peryferią. Jest to więc szansa na wielki wzrost cywilizacyjny dla Polski.

Tak wygląda ta wspaniała perspektywa, która jest jedocześnie tyle wspaniała, co mglista. Nie ma pewności czy nowy Jedwabny Szlak nie jest po prostu świetnym zagraniem PR-owskim. Nie twierdzę, że jest, ale trzeba na to spojrzeć z dwóch perspektyw. Albo mamy do czynienia z wielkim projektem geopolitycznym, albo z genialnym PR-em. Czas pokaże jak było.

Istotne jest w każdym razie to, że Chiny mają problemy budżetowe i budzą się z „chińskiego snu”, jak to określił prof. Bogdan Góralczyk. Fakt ten zmusił trochę marzycieli spod znaku Xi Jinpinga, którym się wydawało, że już żyją w świecie post-amerykańskim, do tego, żeby jednak zacisnąć pasa. Wg. różnych szacunków od 2 do 6% PKB Chin to deficyt budżetowy. W Azji Południowo-Wschodniej, która jest częścią morskiego Jedwabnego Szlaku widać, że Chińczykom brakuje teraz pieniędzy na różne projekty. Problemy wewnętrzne Chin sprawiają, że projekt Jedwabnego Szlaku może się co najmniej opóźnić. To zaś powoduje, że najbardziej naturalnym, najbardziej logicznym aspektem wizyty Xi Jinpinga w Polsce może być promocja chińskiego eksportu.

Oglądaj całość