System komunistyczny był systemem obcym dla Polski i Polaków. W dużym stopniu właśnie obcy, ludzie spoza kraju nie mający nic wspól­nego z polską tradycją, i ich krajowi kolaboranci, odpowiedzialni są za ko­munizm i rezultaty jego istnienia. Ale jest to niepełne spojrzenie na naj­nowszą historię społeczeństwa polskiego. Warto więc zastanowić się jaki wpływ miał komunizm na Polaków; a przede wszystkim na dzieci i wnuki elit trwania i ludzi porządnych. Chodzi nam szczególnie o trudne do uchwy­cenia zmiany w mentalności, które zaszły wśród nas pod wpływem komu­nizmu.

Nie możemy udawać, że komunizm nas nie dotknął. Nie możemy bo­wiem zapominać, że komunizm jest swojego rodzaju chorobą, zarazą, nale­ży rozpatrywać go właśnie przez taki pryzmat. Komunizm był chorobą totalną, która atakowała wszelkie sfery życia politycznego, społecznego, ekonomicznego, kulturowego i prywatnego. Komunizm starał się zniszczyć i zabić wszelkie odmienne od niego formy życia. W tym momencie nie cho­dzi nam li tylko o fizyczną eksterminację nie-komunistów i antykomunistów, ale o próbę totalnej eksterminacji wartości moralnych i duchowych charakteryzujących przeciwników komunizmu, a tym samym upodobnie­nia ofiar do katów.

Jak wiemy z medycyny każda zaraza ma swoich rozsadników, roznosicieli. W przypadku komunizmu w PRL roznosicielami byli Sowieci i Le­wica ponadnarodowa. Nauka przypomina, że dowolna zaraza roznosi się mniej lub bardziej swobodnie na resztę populacji przebywającej w sferze wpływu roznosicieli. Szybkość i skuteczność rozprzestrzeniania się zarazy zależą – z jednej strony – od ilości i zjadliwości czynników wywołują­cych zarazę. Z drugiej strony zależą one od nabytej w toku ewolucji spraw­ności systemu immunologicznego zaatakowanej ofiary. Sprawność układu odpornościowego kształtowała się przez liczne pokolenia przodków, a pro­ces ten kontynuowało również pokolenie zagrożone zarazą. Ukrzepianie za­atakowanego organizmu odbywa się przez niezliczone starcia z roznośnikami choroby. Jeśli siły zarazy są zbyt wielkie, brutalne, organizm jedynie potrafi osiągnąć stan chwiejnej równowagi. Może wystąpić wtedy zjawisko autoagresji, czyli zwracania się części układu odpornościowego organizmu zaatakowanego zarazą przeciw sobie samemu. Jest to oczywiście działanie samobójcze. Najczęściej następuje przystosowanie się do choroby, która pozostaje w organizmie w formie utajonej. Przystosowanie staje się swoi­stym przeciwdziałaniem chorobie. Zawsze istnieje groźba, że w chwili osła­bienia organizmu zaraza rozbudzi się na nowo. Zawsze istnieje też nadzie­ja, że wypracowana przez pokolenia potęga systemu immunologicznego organizmu zniszczy do szczętu zarazę.

Choroba komunizmu w Polsce objawiła się głównie wymuszeniem serwilistycznej pasywności na społeczeństwie, a przynajmniej pozbawieniem go inicjatywy. Oprócz tego system programowo nagradzał nieuczciwość. Tak było od początku. Równolegle z ofensywą eksterminacji fizycznej prze­ciwników komunizmu, podjęto akcję eksterminacji niekomunistycznej moralności, a także niekomunistycznego stosunku do życia. Niekomunistyczny system moralny to – w polskim kontekście – przede wszystkim katolicyzm. Niekomunistyczny stosunek do życia to zaprzeczenie centrali­stycznego serwilizmu i pasywności.

W wymiarach moralnych najlepszym zabezpieczeniem przed zgubnym wpływem choroby komunistycznej była naturalnie wiara, oparcie w Bogu. Czasami jednak i potęga wiary nie wystarczała, aby przeciwstawić się wszy­stkim aspektom napastliwej zarazy. Komuniści nie zostawili po sobie je­dynie zrujnowanej gospodarki, zatrutego środowiska naturalnego i fizycz­nie chorego społeczeństwa. Komunizm zostawił Polskę moralnie zrujnowaną. Poniżej zastanowimy się nad wpływem komunistycznej zarazy na wiarę, mentalność i codzienne funkcjonowanie w społeczeństwie Polki i Polaka.

Naród polski jest chory – duchowo i fizycznie. Choroba fizyczna wy­nika z duchowej. Najstraszliwsze bowiem szkody sowietyzacja i komunizacja poczyniły w duszach Polaków. Poza enklawami Dobra, jak Kościół Katolicki oraz elity trwania i ludzi porządnych, niemal wszędzie panoszy się Zło. System skutecznie ubezwłasnowolnił społeczeństwo. Pesymizm, cynizm, pasywność, oportunizm, lenistwo, schamienie obyczajów, zła wola. oraz powszechny niemal brak życzliwości w stosunku do bliźnich, to naj­ważniejsze objawy rezultatów zwycięstwa Lewicy nad narodem. Nie zmie­ni się w kraju nic, dopóki nie zwalczymy negatywnych cech w sobie. Najlepszym sposobem jest przyjąć postawę, która jest zaprzeczeniem tych cech. Co mamy czynić aby wyzdrowieć? Musimy odnaleźć źródło wewnę­trznej potęgi. Jest nim wiara.

Moralność komunizmu

Źródła wiary mogą być rozmaite. W Polsce najczęstszym źródłem wiary jest religia katolicka. Wiara reguluje charakter i sposób naszej działalno­ści, a właściwie naszej egzystencji w społeczeństwie. Wiara katolicka daje nam bowiem, między innymi, system etyczny, który jest zaprzeczeniem teorii i praktyki komunizmu.

Komuniści bardzo się starali aby społeczeństwo upodobnić do siebie. Zmusiło to ich nawet do przejęcia pro forma symboli polskości, aby mogli wydawać się społeczeństwu mniej obcy. Ten manewr spowodował, że ko­muniści byli bardziej groźni. Stali się bowiem pozornie familiarni. Tym sposobem łatwiej było komunistom zachęcać społeczeństwo do łamania tra­dycyjnych, katolickich zasad etycznych.

System był prosty. Nieuczciwość miała stać się normą. Właściwie tyl­ko ci mogli żyć materialnie godnie i zamożnie, którzy przejęli zasady ko­munistycznej antyetyki. Co więcej, nieuczciwość nawet na małą skalę wła­ściwie stawała się niezbędna, aby egzystować na jako takim poziomie. Ko­munizm wręcz zmuszał do nieuczciwości większość społeczeństwa.

Nie mówimy tutaj o tych eks przedstawicielach elit niepodległościo­wych, którzy sprostytuowali siebie i swoje nazwiska aby wstąpić do PZPR i zrobić karierę. Nie mówimy też o tzw. „bezpartyjnych bolszewikach”, którzy za przysłowiowe talony na samochody i możliwość wyjazdów zagra­nicznych popierali władzę komunistyczną. Gdyby zjawisko moralnej de­generacji sprowadzało się wyłącznie do wąskiego środowiska, jak to ujął Piotr Wierzbicki, tzw. „gnid”, zagrożenie dla społeczeństwa polskiego by­łoby małe. Problem nie polega na uczestnictwie w systemie „gnid”. Pro­blemem jest umasowienie antyetyki socjalistycznej.

Chodzi nam o to, że komuniści – którzy byli wyśmienitymi psycholo­gami – starali się do popełnianych codziennie zbrodni przeciw etyce i moralności wplątać ludzi zwykłych. Współudział w zbrodni – nawet w najmniejszym stopniu – powoduje, że współuczestnik przejawia ten­dencję do identyfikowania się ze zbrodniarzem, a przynajmniej do okazy­wania mu wyrozumiałości. Przeciętny obywatel wiedział, że uczciwością i solidną pracą nie dojdzie do niczego. Bezkarnie panoszyło się chamstwo, prostactwo i złodziejstwo komunistyczne; ergo, opłacały się. Uczciwa praca, a już szczególnie inicjatywa indywidualna, samodzielność i samozaradność były karane; ergo, nie opłacały się. Aby coś osiągnąć, trzeba było być nieuczciwym w sposób dynamiczny bądź statyczny.