Zawsze trudno zabiera się głos na tematy o tyle aktualne i ważne, co skomplikowane. To bowiem, co wymaga rzetelnych badań socjologicznych i społecznych, głębokiego namysłu i refleksji, jednocześnie domaga się szybkiej analizy i komentarza. Tak też odczytuję prośbę środowiska tworzącego portal internetowy „OtokoClub.pl” o opinię na temat współczesnych nacjonalistycznych tendencji dostrzeganych w Europie XXI wieku.

Rzeczywiście od właściwie ponad dziesięciu lat na europejskiej arenie politycznej obserwujemy wzmożoną aktywność ruchów odwołujących się do idei narodowej suwerenności. Francuski Front Narodowy, węgierski Jobbik, polskie środowiska narodowe czy grecki Złoty Świt. Te społeczne i polityczne ugrupowania budzą skrajnie rozbieżne opinie (od entuzjazmu z determinacji obrony narodu do oskarżeń o szerzenie faszyzmu), ale niewątpliwie zdobywają poparcia w coraz szerszych kręgach społecznych. Sytuacja ta wzywa nas do refleksji. Coraz częściej bowiem można spotkać się z krytyką form życia społecznego, które w liberalnej demokracji, nastawionej na wielkokulturowe społeczności, dla wielu stanowiły już niepodważalny fundament: egalitaryzmu, liberalizmu i swoistego kosmopolityzmu. Ale powtórzę: dobra odpowiedź na tak postawione zagadnienia wymagałaby najpierw badań socjologicznych i społecznych, wychwycenia nastrojów i politycznych wyborów, a potem ich kompetentnej analizy. Takiej pracy się nie podejmuję. Postaram się natomiast pokazać jakie nieporozumienia narosły wobec samego pojęcia nacjonalizmu, a także spróbuję odpowiedzieć na pytanie czy rzeczywiście ideały nacjonalistyczne (narodowe) stanowią realne zagrożenie dla liberalnej demokracji.

Na początku zauważmy, że dziś grono liberałów i entuzjastów ponowoczesności straszy słowem nacjonalizm. To hasło dla wielu stanowi symbol realnego zagrożenia odrodzenia się totalitarystycznych demonów XX wieku. Ale – jak trafnie w swojej ostatniej książce Europa w obliczu końca zauważył Marcin Król – nacjonalizm wciąż istnieje mimo zaklęć jego przeciwników (s. 51). Zresztą i on sam tendencje nacjonalistyczne ocenia bardzo negatywnie. Powstanie nacjonalizmu jako zbiorowego społecznego uczucia, jak również państwa narodowego, jako instytucji zbudowanej na mocy nacjonalistycznych idei, było rezultatem – mówi dosadnie Marcin Król – specyficznej, niepowtarzalnej europejskiej głupoty i zdrady jej prawdziwego dziedzictwa. Nacjonalizm raz na zawsze bowiem przekreśla idee uniwersalnej Europy i wszystkie przeszłe i przyszłe marzenia o jedności europejskiej. Prowadzi do zubożenia duchowości europejskiej, a odpowiedzialni za to są intelektualiści i politycy XIX wieku, którzy nie dostrzegli groźby tej idei. (Europa w obliczu końca, s. 68). Przez pryzmat tak rozumianego nacjonalizmu są postrzegane wymienione wyżej partie, struktury polityczne i tendencje społeczne. Nacjonalizm ma zatem obecnie jak najgorsze konotacje. Utożsamiany jest z ideologią absolutyzującą kategorię narodu i wywyższającą określony naród ponad inne. Nacjonalizm jest tu rozumiany jako zasada polityczna głosząca, iż jednostki polityczne winny pokrywać się z jednostkami narodowymi, a granice etniczne nie przecinały się z granicami politycznymi. Tym samym przez szerokie środowiska europejskie widziany jest jako groźna tendencja dążąca do przekształcania zastanych kultur w narody, tak by wywyższyć własną nację (zob. M. Budyta-Budzyńska, Socjologia narodu i konfliktów etnicznych, Warszawa 2010, s. 190; E. Gellner, Narody i nacjonalizm, Warszawa 2009, s. 75-76).

Tak mówi się i pisze dziś, ale przypomnieć trzeba, że takie interpretacje zostały nadane temu pojęciu zarówno przez międzynarodówkę komunistyczną w latach powojennych, jak również przez niektóre elity polityczne w dyskursie europejskim i polskim po 89 roku. Nie jest to jednak jedyne właściwe rozumienie nacjonalizmu. Słowo to i związana z nim postawa, były bowiem w Polsce przed II Wojną Światową przez część elit (szczególnie chrześcijańskich), postrzegane inaczej. W logice narodu opartego o realne relacje jednostek wobec siebie nawzajem i kultury, którą one tworzą, ochrona i promowanie określonych narodowych wartości, była czymś absolutnie naturalnym. Naród z samej mocy prawa natury, czyli faktu tworzenia się społeczności i wspólnot, ma prawo do istnienia, ma prawo bronić się i rozwijać. Stąd nacjonalizm, jeśli nie przeczy prawom innych narodów i nie przekracza własnych uprawnień spełnia pozytywną rolę społeczną. Jeśli bowiem naród jest grupą ludzi reprezentujących konkretne kulturowe treści i wartości, stanowiące jakiś odcień ogólnej kultury, to tych osiągnięć naród ma prawo, a nawet obowiązek bronić. Tym samym, dzięki takiej definicji narodu i nacjonalizmu, ludzkość można pojmować jako harmonię owych odcieni narodowych, ukształtowanych na wspólnym ogólnoludzkim podłożu. Wobec istnienia owych odcieni, istnieje prawo rozwijania ich. Oznacza to, iż naród ma prawo do istnienia, a tym samym ma obowiązek doskonalić się i wzrastać. W takiej perspektywie nacjonalizm nie ma charakteru pejoratywnego. To rodzaj nastawienia, to więź z narodową kulturą i całokształt uczuć skłaniających do działania zgodnie z narodowymi wartościami. Oznacza to, iż zagadnienie w ten sposób pojętego uprawnienia nacjonalizmu sprowadza się, jeśli chodzi o samo jego istnienie, do zagadnienia „uprawnienia” bytu narodu. Takie rozważania znajdziemy u dwóch ważnych chrześcijańskich myślicieli – o. Jacka Woronieckiego OP i o. Ignacego M. Bocheńskiego OP. Dla nich, co ciekawe, a obecnie bardzo kontrowersyjne, postawa, którą oni nazywają nacjonalizmem nie jest sprzeczna z nauczaniem katolickim, a wręcz jest przez nie postulowana. „Według stanowiska katolickiego każdy naród ma nie tylko prawo, ale i obowiązek rozwijania, a w razie potrzeby obrony swojej kultury. Warto podkreślić, że katolicyzm potrafi dać nacjonalizmowi bazę uniwersalistyczną, w imię której nacjonalista domagający się praw dla własnego narodu postępuje zgodnie z potrzebami kultury wszechludzkiej. A że kultura narodowa zawiera między innymi wartości ponad-materialne, których znaczenie może być wyższe niż znaczenie samego życia ludzkiego, wolno i trzeba w razie potrzeby toczyć w ich obronie nawet wojnę.” (Por. J. M. Bocheński, Szkice o nacjonalizmie i katolicyzmie polskim, Komorów 1999, s. 58, 87)