Nacjonalizm jest zatem nie tylko postawą, co wręcz pożądaną tendencją społeczną w tym znaczeniu, że każe dążyć do realizacji, pogłębienia i rozszerzenia pewnych wartości kulturowych, których nosicielem jest określona narodowo grupa ludzi. Ów wysiłek ma być dziełem zbiorowym, podporządkowującym interesy osobiste wielkim celom społecznym. Jest prądem, który określone wartości kulturowe chce pielęgnować i upowszechniać, ekspansywnym i czynnym trendem, który każe swoim wyznawcom nie tylko praktykować życie zgodne z pewnymi normami, ale równocześnie starać się o to, by możliwie wielu ludzi, przynajmniej w danej grupie, żyło podobnie, a na ogół także, by te ideały miały uznanie w innych narodach i społecznościach. Dla Bocheńskiego tak rozumiany nacjonalizm jest naturalnym skutkiem miłości do własnego narodu. Nie odmawia on istnienia i racji innym narodom, ale nie pozwala także na niszczenie i deprecjonowanie własnej ojczyzny.Podobnie i dla o. Jacka Woronieckiego OP podstawą ustanowienia wspólnoty narodowej jest jedność, którą tworzą więzy pokrewieństwa (naród jest przedłużeniem jednego rodu lub plemienia, a związki małżeńskie są przeważnie zawierane pomiędzy rodakami), jedność moralności i zwyczajów, wspólnego języka i religii danej społeczności. Według niego naród powstaje zatem przez jedność moralności i zwyczajów, które nadają zbiorowości pewien jednolity sposób działania. Podobnie jak prawa polityczne są instrumentami służącymi celowi państwa, tak obyczaje (jednolity, ale nie regulowany prawnie sposób postepowania w sprawach codziennych), są narzędziami służącymi celowi narodu. W tym ujęciu naród posiada swoją własną jedność, wypływającą z tworzącej go zasady, którą są wspólne obyczaje, więzy pokrewieństwa, język, religia i terytorium. (Por. J. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, t. I, Etyka ogólna, s. 199, 245). I choć czynniki te są bardzo ważne, to jednak żaden z nich oprócz obyczaju, nie decyduje o jedności narodowej. Kluczową rolę jednoczącą społeczność w naród odgrywa obyczaj moralny, który o. Woroniecki definiuje jako normy wspólne nieokreślone żadnym prawem ani ustawą, ale obowiązujące jednostki danej społeczności w sumieniu. Obyczaj, jako utrwalony we wspólnocie sposób postępowania, decyduje o przynależności narodowej zapewniając trwanie narodu. Wynika z tego dość jasny wniosek, że psucie obyczajów jest drogą do wynarodowienia To różnice obyczajowe pomiędzy społecznościami konstytuują narody. Oznacza to także, iż dla Woronieckiego naród jako wspólnota ma cel pedagogiczny – winien wychowywać obywateli do doskonalszego życia, wdrażając ich stopniowo do jednolitych usprawnień (obyczajów), które z kolei wszczepiają zbiorowości mocne więzi wewnętrznej jedności. Dlatego polski dominikanin twierdzi, że naród należy do społeczności koniecznych, istniejących za sprawą natury i rozumności człowieka. Człowiek niejako dąży do życia w narodzie dzięki pewnej naturalnej inklinacji, która, chociaż ogólna i niezdeterminowana w szczegółach, domaga się, poprzez rozum i wolę roztropnego, uszczegółowienia.(Por. J. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, t. I, s. 191, 242, 246).

Intuicje i rozważania polskiego dominikanina są bardzo celne, bo być może dziś nie dostrzegamy, iż właśnie dzięki „naturalności i konieczności narodu jako wspólnoty”, mimo wciąż niesłabnącej propagandy kosmopolityzmu i mody na wielokulturowość, mamy dziś do czynienia z odradzaniem się myśli i tendencji nacjonalistycznych. Sądzę, że dzieje się tak, ponieważ mimo zaklinania rzeczywistości przez intelektualistów wpatrzonych w idee uniwersalistyczne i globalne, w normalnym, zwyczajnym myśleniu społecznym przynależność tożsamościowa jawi się jako najistotniejsza. Dotyczy zarówno pragnień jednostkowych (potrzeba identyfikacji), jak i zbiorowych (pragnienie przynależności). Dla jednych jest czymś koniecznym i niezbędnym, u innych budzi strach i stwarza groźbę autorytarnych działań i praw. Tożsamość jednak – chciana czy też budząca obawy – staje się konieczna, bo umożliwia nie tylko komunikację i myślenie, ale tworzy także podstawy kulturowego, politycznego i obywatelskiego życia. Społeczność pozbawiona tożsamości osuwa się bowiem w nieistnienie, atomizację prowadzącą do anihilacji nie tyle więzi, ile świadomości kim i gdzie jesteśmy. Dlatego ludzie socjalizują się i wchodzą w interakcje w swoim lokalnym środowisku, czy będzie to wieś, miasto, czy przedmieścia, budując w ten sposób – jak mówi hiszpański znawca problematyki społecznej Manuel Castells – sieci społeczne (por. M. Castells, Siła tożsamości, Warszawa 2008, s. 69). Tak pojawia się poczucie tożsamości lokalnej, która przecina się z innymi źródłami sensu – na poziomie bardziej ogólnym – takimi jak: społeczność regionu, przynależność etniczna, naród bądź państwo. To zaś sprawia, że tożsamości nie pojawiają się jedynie oddolnie, ale mogą się wywodzić z dominujących instytucji – stają się tożsamościami dzięki odpowiednim, z reguły politycznym, mechanizmom i działaniom (Identity, Culture and Globalization, ed. E. Ben-Rafael, Y. Sternberg, Brill 2002, s. 358).