Pisałem m.in.: Tak się zastanawiam, czy aby powinienem wypowiadać swoją opinię, jeśli nie widzę niczego, co mógłbym powiedzieć dobrego albo podjąć dyskusję? Jeśli miałbym porównać ten wywiad z poziomem i bogactwem innych wypowiedzi nt. strategii ( na tym portalu), to powiedzieć, że to było tragiczne to nic nie powiedzieć. Myślałem, że dowiem się, chociaż coś ciekawego o pracach nad narodową strategią obrony, ale usłyszałem same frazesy dot. spraw bieżących i kilka dowcipów. Najlepszy dowcip w moim rankingu to ten, że teraz nasza strategia obrony będzie polegać na tym, że odpuszczamy paragraf 5 (zobowiązanie sojuszników NATO do naszej obrony w razie ataku) i teraz będziemy sami zapewniać sobie bezpieczeństwo, najlepiej poprzez profilaktykę w sojuszu z małymi krajami, tworzenie "szpicy" i baz NATO w Polsce...Pewną nowością jest, że ważnym kierunkiem naszej ofensywy jest to, że ekspertka NCSS bierze udział w kongresie nt. wdrażania programu demokracji w świecie. Nie wiadomo, tylko czy na całym świecie, czy w jakiejś mniejszej skali? Może to jakiś nowy element naszej strategii obronnej?

Wątpliwości miałem prorocze, bo dziś wiemy już mniej więcej o co chodzi. Jeszcze raz okazało się, że rację miał nasz najlepszy bokser Jerzy Kulej, że nie trzeba się bać tych o mordzie zakapiora, lecz tylko tych o twarzyczce nic niewiedzącego dziecka. Pan prezes NCSS nie zająknął się nawet, że jego instytucja jest wydawcą gotowego raportu „Koncepcja Obrony Terytorialnej” dotyczącego koncepcji powołania nowej organizacji paramilitarnej w Polsce. Może nie wiedział, albo powodem, było to, że nie był o to pytany?  NCSS opowiada się w raporcie za koncepcją, które zaletą ma być jej „dostosowanie funkcjonalne do bieżących zagrożeń o charakterze nie-militarnym". Ale może p. prezesa trzeba raz jeszcze zaprosić i spytać, co to właściwie według niego może praktycznie znaczyć?

W swojej lekturze rzeczonego raportu (http://www.ncss.org.pl)  zwróciłem uwagę  na wyjściowe elementy analizy SWOT. Za podstawową wadę opisywanej koncepcji uznano mianowicie " nikły stan liczbowy tworzonego komponentu". Zakłada ona utworzenie jednej kompanii na dany powiat.....czyli razem "ledwie" ok. 22-42 tys. A ile byłoby wystarczające? Autorzy podają liczbę 1, 1 – 1, 3 mln. Prawdopodobnie wynika to z tego, że w każdym powiecie (pewnie w zależności od tego od tego, po jakiej stronie Wisły leży powiat) udałoby się zwerbować na początek jakieś 60- 110 członków/wyznawców nowej władzy plus kibole + narodowi zadymiarze, którzy w sumie najlepiej nadawaliby się na zaczyn takiej nowej formacji militarnej.

Przyjmuję za oczywiste, że polska doktryna obronna XXI w. oparta jest póki, co na ścisłym sojuszu z NATO i obecnie po dofinansowaniu przez Kongres jego wschodniej flanki możemy liczyć na usytuowaniu baz militarnego sprzętu ciężkiego USA w Polsce. A nie np. na koncepcji szwajcarskiej samoobrony, szwedzkiej doktrynie obronnej aktywnej neutralności czy na koncepcji pospolitego ruszenia zdatnego do prowadzenia wojny partyzanckiej z atomową armią rosyjską.

Powstaje, więc pytanie: Kogo/czego więc taka nowa formacja paramilitarna ma właściwie bronić? Czekać z bronią u nogi aż "ruskie"  zjawią się przebrane na zielone ludziki ? Przy respekcie dla wszystkich możliwych różnic może, więc bardziej prawdopodobne jest to, że kroi się scenariusz typu: coś na kształt SA (Sturmabteilung w Niemczech)? Brunatne SA rekrutowały się właśnie z członków narodowosocjalistycznej partii i różnych szumowin. W roku 1931 było ich tylko 77 tys. członków, pod koniec 1932r. – 500 tys., w 1933r. – ponad 700 tys., a w 1934r. już – 3,2 mln. A więc 3 lata i do następnych wyborów byłoby już pozamiatane.

SA powstawały także z różnych grup paramilitarnych, miłośników strzelania i naparzania, komunistów i złodzieji” jak i u nas woła na wiecu J.Brudziński,”. A po co je powołano i co  jeszcze będą  robiły? Bo armia była za mała, brak funduszy i jak zawsze międzynarodowe obostrzenia i wtrącanie się zagranicy w nasze wewnętrzne sprawy. Początek też mógłby być taki sam. Najpierw, lokalne jednostki wojskowe będą szkoliły członków nowej formacji w zakresie podstawowych umiejętności wojskowych, a później już: przeciwdziałanie terroryzowaniu społeczeństwa przez oponentów władzy, organizowanie i ochrona własnych przemarszów ulicznych, ochrona przed tymi, którzy nękają kłopotliwymi pytaniami i inne takie tam...

Czyli wszystko to, co mieści się w części raportu (znowu  ten pkt. 5), nazwanym nomen omen "społeczne promocje". Zresztą autorzy raportu piszą, wprost, że chodzi o: „ podniesienie poziomu świadomości i podstawowych umiejętności ogółu społeczeństwa w obszarze pro obronnym. Skuteczna realizacja zadań tego typu wymaga dużej decentralizacji jednostek OT w czasie pokoju, co może wpłynąć na możliwość oddziaływania promocyjno-szkoleniowego na większą część społeczeństwa". Zapewne jeszcze „promocja” taka na początek kierowana będzie tylko przeciwko imigrantom czy terrorystom.

Na początek, bo dalej jest już wyraźnie napisane: …charakterystyka formacji obrony terytorialnej, determinuje znaczące potrzeby szkoleniowe z zakresu działań służb bezpieczeństwa wewnętrznego. W związku z powyższym, oprócz uwarunkowań szkoleniowych właściwych dla koncepcji terytorialnej, niezbędnym jest realizacja kompleksowego programu szkolenia z zakresu technik interwencyjnych, przeciwdziałania tłumowi, a także ogólnych zasad działania w środowisku cywilnym w czasie pokoju. Nie uznaje się za zasadne realizowanie szkoleń z zakresu technik śledczych z uwagi na realizację tych zadań przez inne służby.

Za czasów PRL mieliśmy ponad 400 tys. żołnierzy wyposażonych w kałasznikowy. Czy jeśli członkowie nowej formacji zostaną w pierwszym akcie w wyposażeni w tą broń , to nie będzie tak, że w trzecim akcie te kałasznikowy same muszą wystrzelić?