Redakcja: Komu zależy na istnieniu ISIS?

Witold Gadowski: To ciekawe pytanie. Nie wiem, dlaczego powstało ISIS, ale wiem kto na powstaniu ISIS zyskał.

Taką osobą był na pewno Baszszar al-Asad, dyktator syryjski, któremu groziło obalenie. Powstanie kalifatu sprawiło natomiast, że pojawił się w tamtym rejonie większy „szatan”, a Asad stał się obrońcą mniejszości, w tym także chrześcijan i żydów syryjskich. To paradoks zważywszy na fakt, że Syria pod rządami Hafiza al-Asada, ojca Baszszara, była tradycyjnie w konflikcie wojennym z Izraelem, natomiast dziś Asad stał się rzeczywiście obrońcą niewielkiej mniejszości żydowskiej, która schroniła się w Damaszku.

Powstanie ISIS było też na rękę Turcji, która po chichu, ale bardzo agresywnie może załatwić w ten sposób problem kurdyjski na południu swojego kraju i północy Syrii. Prezydent Erdoğan odniósł ewidentną korzyść z powstania Państwa Islamskiego do tego stopnia, że mógł nawet dzięki temu unieważnić wybory, które przyniosły niekorzystne rozstrzygnięcie dla jego partii AKP. Po przeprowadzeniu nowych, zwyciężył już z taką przewagą, że może w tym momencie zmieniać konstytucję.

Powstanie ISIS było korzystne także dla Iranu. Do chwili powstania kalifatu był on zaliczany przez Stany Zjednoczone do tzw. państw osi zła, czyli państw wspierających terroryzm, obłożonych sankcjami międzynarodowymi. Dziś Iran ma już układ ze Stanami Zjednoczonymi i postrzegany jest, jako sojusznik USA, a irańska ropa została prawnie dopuszczona do obiegu. Państwo to jednak nie wyzbyło się przy tym dążenia do likwidacji państwa Izrael. Podpisując układ z Obamą ajatollahowie nie wymazali tego kierunku ze swojej polityki.

Szyicki Iran tradycyjnie rywalizuje na Bliskim Wschodzie o wpływy z sunnicką Arabią Saudyjską. Dzięki powstaniu kalifatu Iran rozszerzył swoją strefę oddziaływania poza Liban. Dotychczas większość Libanu była pod kontrolą proirańskiego Hezbollachu. Dziś ta kontrola została rozszerzona na terytoria południowej Syrii, Damaszek i cały teren zajmowany przez Baszszara al-Asada. Asad jako alawita w sposób naturalny uciekł pod skrzydła Iranu, ponieważ alawici to odłam szyitów, a Teheran jest bliski ideowo alawitom i rodzinie Asadów.

W niedługim czasie wpływy Iranu na Bliskim Wschodzie dojdą do Morza Śródziemnego. Na tej podstawie widać, że Iran konsekwentnie, powoli, ale z dużą determinacją realizuje swoje cele polityczne. Oczywiście wiąże się to z kosztami, bo Iran w pewnym momencie musiał wysłać do Syrii brygady al-Quds, czyli swoich bojowników, którzy giną w tej chwili w walkach w Syrii. Podobnie jak od samego początku konfliktu giną bojownicy Hezbollachu, których jest tam ponad 8000. Rozszerza się więc strefa wpływów Iranu, będącego w taktycznym sojuszu z Ankarą, z którą kraj ten wspólnie usiłuje realizować swoje cele polityczne.

Z drugiej strony mamy Arabię Saudyjską, gdzie panująca dynastia od dawna dąży do pozycji dominującej w świecie sunnickim. To właśnie Arabia Saudyjska od kilkudziesięciu lat jest osadnikiem najbardziej agresywnej odmiany sunnityzmu, czyli odmiany wahabickiej oraz sponsorem fanatycznych ruchów islamskich.

Arabia Saudyjska na powstaniu Państwa Islamskiego zyskuje podwójnie. Po pierwsze, pozbywa się z własnego terenu fanatyków, którzy wyjeżdżają walczyć w szeregach wojsk islamskich. Upuszcza tym samym „parę”, która gotuje się pod sunnickim kotłem na jej terenie. Z drugiej strony Arabia Saudyjska może odgrywać rolę sojusznika Stanów Zjednoczonych i uchodzić za kraj obliczalny. Jak wiemy Arabia Saudyjska jest krajem, w którym panuje prawo szariatu, piętnowanym przez społeczność międzynarodową za łamanie praw człowieka. W momencie, kiedy powstało Państwo Islamskie, o tym się już nie mówi. Od tamtej pory Arabia Saudyjska stała się ważnym sojusznikiem koalicji antyterrorystycznej.

Na powstaniu Państwa Islamskiego zyskuje wreszcie Rosja, która dzięki wojnie w Syrii wymigała się z odpowiedzialności za konflikt na Ukrainie. Dziś o tamtym konflikcie mówi się niewiele, a przecież ani nie zmieniła się ilość ofiar, ani też zaciekłość walk. Traktowany jest jednak jako drugorzędny. Mniej atrakcyjny stał się zwłaszcza dla mediów, ponieważ odwróciła od niego uwagę „rzeka uchodźców” i najnowsze wydarzenia w Syrii. Rosjanie zyskali na tym propagandowo. Odzyskali polityczną inicjatywę na arenie międzynarodowej dlatego, że Francuzi i Niemcy zaczęli z nimi rozmawiać, jak z pełnoprawnym uczestnikiem koalicji antyterrorystycznej.

Po trzecie, Rosjanie tradycyjnie bronią Baszszara al-Asada, który jest ich sojusznikiem podobnie, jak wcześniej sojusznikiem Związku Radzieckiego był ojciec Baszszara – Hafiz, ulubieniec Breżniewa. Dziś Rosjanie bronią Asada przed upadkiem mając do dyspozycji dużą bazę marynarki wojennej w Tartus, czy nieduży, ale bardzo sprawny, kontygent wojskowy, który czyni dużo zamieszania na terenie Syrii. Wykonał on przy okazji także sporą pracę humanitarną, broniąc prowincji Latakia przed rzezią, jaką przygotowało Państwo Islamskie. Gdyby Państwo Islamskie wkroczyło do prowincji Latakia, zamieszkałej w większośći przez alawitów, to odbyłaby się tam ich rzeź.

Co najbardziej paradoksalne, na istnieniu kalifatu zyskują Stany Zjednoczone. Dzięki wykreowaniu kalifatu impet idei dżihadu przeniósł się z Al-Kaidy, która była bardzo niewygodna dla USA, na Państwo Islamskie. Liderem dżihadu w społeczeństwie muzułmańskim jest obecnie Państwo Islamskie kalifa al-Baghdadiego, posiadające atrybuty państwa i własne siły zbrojne, ale jednocześnie nie odznaczające się taką mobilnością, jak Al-Kaida. Al-Kaida była propozycją bardziej wysublimowaną intelektualnie, zagrażającą Stanom Zjednoczonym przede wszystkim poprzez formowanie pokolenia nowych bojowników w różnych krajach. Dzięki swoistej amorficzności była ona trudna do rozbicia i ostatecznego propagandowego zwyciężenia.

Państwo Islamskie jest natomiast karykaturą idei dżihadu i ortodoksyjnych ruchów muzułmańskich. Dzięki temu może być traktowane przez USA jako wrzód, hodowany aż narośnie do tego stopnia, że będzie można go przeciąć. Jeśli Stany Zjednoczone to zrobią, uśmiercą ideę dżihadu na następne muzułmańskie pokolenie. Dzięki exodusowi wywołanemu przez istnienie Państwa Islamskiego Ameryka osłabiła Europę, której pewne nici zaczęły wymykać się z rąk w kierunku Berlina. Gdyby powstały Stany Zjednoczone Europy, wspólny rynek do jakiego dążono, ze wspólną walutą, wyrósłby nowy, duży konkurent w wojnie gospodarczej z USA. Ten konkurent jest dziś unieważniany dzięki „wielkiej rzece uchodźców” wpływającej do Europy.

Można powiedzieć, że Stany Zjednoczone już w 2003 r. zdestabilizowały Bliski Wschód. Efektem tej destabilizacji jest exodus rozpoczęty w 2015 r. na ogromną skalę,  płynący do Europy, destabilizujący ją, ale nie doskwierający USA. Stany Zjednoczone są więc strategicznym beneficjentem tej sytuacji.

Pośrednim dowodem na prawdziwość tej hipotezy może być to, że Stany Zjednoczone prowadzą wojnę z Państwem Islamskim nie realnie, a publicystycznie i PR-owo. Bombardowania, które przeprowadzają siły amerykańskie, czy w tej chwili już siły brytyjskie i francuskie, są bombardowaniami propagandowymi. One oczywiście szkodzą Państwu Islamskiemu, uderzają w nie, ale w taki sposób, żeby tym państwem nie zachwiać. Państwo Islamskie mogłoby w rzeczywistości zostać pokonane w ciągu tygodnia, jeżeli tylko Stany Zjednoczone, Turcja i Rosja zdecydowałyby się na interwencję na terenie Syrii i Iraku. Tak się jednak nie stanie.

Kolejnym benefitem płynącym z Bliskiego Wschodu na skutek wojny w Syrii jest wojna naftowa. Dziś ceny ropy naftowej zbliżają się do 40 dolarów za baryłkę. Pokazuje to jak bardzo wzrosła podaż na rynkach światowych. Nie tylko na ropę irańską, ale także ropę z terenów ISIS. Wg różnych danych ISIS wydobywa dziś około 60-70 tys. baryłek ropy dziennie. Musi być ona gdzieś sprzedawana i musi być sprzedawana w jakiś sposób.

Skoro ropa jest nielegalna i wszyscy wypierają się handlu nią, to gdzie w takim razie można ją sprzedać? Odpowiedź znajdziemy w analizie białych źródeł dostępnych w internecie. Ropę i gaz kupuje Baszszar al-Asad. Tą ropą handlują tureckie firmy, które konfekcjonują ją i sprzedają już jako legalną. Jest ona przemycana cysternami z terenów Państwa Islamskiego i następnie konfekcjonowana na terenie Turcji.

Wiemy o tym chociażby z konferencji Władimira Putina, który po ostatnim konflikcie z Ankarą otwartym tekstem podał dane SWR-u – rosyjskiego wywiadu zagranicznego, ukazujące jak Turcy handlują ropą islamską. Spowodowało to reakcję Ankary, która ujawniła natychmiast, że Rosjanie też tą ropą handlują i co więcej, wysyłają na tereny Państwa Islamskiego specjalistów remontujących instalacje naftowe natychmiast po nalotach koalicji. Interes kręci się więc we wszystkie strony.

Żeby nie było wątpliwości, tą ropą handluje także Iran. Nawet pomimo tego, że jest szyicki, a Państwo Islamskie szyitów zabija w pierwszej kolejności. Interesy okazują się zupełnie inne niż wektory wojny na Bliskim Wschodzie.

Dlatego Państwo Islamskie trwa.

Pojawiła się ponadto koncepcja, być może spiskowa, ale właściwie już zauważalna w praktyce na terenie Syrii i środkowego Iraku. Mówi ona że firmy naftowe chciałyby mieć wyludnione tereny roponośne, a czystki etniczne i religijne, które przeprowadza Państwo Islamskie służą właśnie ich wyludnieniu. Z samej Syrii wyemigrowały już miliony ludzi. Emigrują stamtąd chrześcijanie, jazydzi, szyici i muzułmanie sunniccy, a więc tereny te ogromnie się wyludniają. Kiedy będą one już wyludnione na skutek terroru Państwa Islamskiego, pokonanie ISIS stanie się kwestią tygodnia. W efekcie dostaniemy wyludnione roponośne tereny, na których ExaMobile, Konoko czy Gazprom będą mogły prowadzić swoją działalność. Oczywiście odbędzie się to poprzez układy z marionetkowymi państwami, które wówczas tam powstaną.

oglądaj dalszą część rozmowy...