Redakcja: Prosimy przypomnieć, czego dotyczył Pański film-reportaż „Gra o PZU”.

Witold Gadowski: Kiedy pracowałem w TVN, jako reporter nie miałem właściwie żadnych ograniczeń. Gwarantował mi tę swobodę reporterską Edward Miszczak. Mogłem przychodzić z różnymi tematami, które wszystkim wydawały się kosmiczne i nienormalne oraz robić reportaże, które nazwaliśmy z Przemkiem Wojciechowskim „tajną historią polskiego cudu gospodarczego”. O cudzie gospodarczym mówię przy tym z przekąsem.

Pewnego dnia przyszedłem do redakcji i powiedziałem, że zrobię reportaż o PZU. Wszyscy stukali się w głowę, bo czy może być coś mniej efektownego niż reportaż o PZU? Poprosiłem o trochę cierpliwości i zaufania.

Tak powstał godzinny film „Gra o PZU”, który zrobiłem razem z Przemkiem Wojciechowskim i Jarkiem Jabrzykiem. Był to film o tym, jak konsorcjum Eureko weszło w posiadanie wielkiego pakietu akcji PZU. Konsorcjum Eureko, które było niczym, nie miało pieniędzy, stanowiło związek kilku luźnych spółdzielni, ale mimo to nagle stało się potentatem, dużym współwłaścicielem jednego z największych zakładów ubezpieczeniowych w Europie.

Wspomniana "Gra o PZU" to historia służb specjalnych, wielkich banków i ogromnych przekupstw. Elementem tej historii było również wsadzenie do więzienia Grzegorza Wieczerzaka. Za wszystkim stały oczywiście dawne wojskowe służby specjalne. Oddział Y zarządu II Sztabu Generalnego i ludzie tacy, jak Bogusław Kot, który zaczynał karierę, jako urzędnik ministerstwa finansów PRL, po czym stał się prezesem pierwszego prywatnego banku, założonego razem z Dariuszem Tytusem Przywieczerskim. Przywieczerski, który do dziś poszukiwany jest listem gończym, był wówczas szefem centrali handlu zagranicznego Universal. Ten bank po bardzo dziwnych przekształceniach znamy dzisiaj, jako Bank Milennium, a Bogusława Kota znamy, jako dużej klasy finansistę. Nigdy w jego kontekście nie mówiono o służbach wojskowych ani o tym, że pracował kiedyś w „Holdingu Wojtysiak” handlującym bronią.

Wejście Eureko do PZU otworzyło swoistą „księgę dżungli”, sieć powiązań, w której pojawiali się agenci wojskowych służb PRL-owskich. Było to związane z przepływami ogromnych  pieniędzy i naciskami na polityków. Rozmawialiśmy z większością aktorów tego spektaklu, a godzinny film, który zrobiliśmy pod tytułem „Gra o PZU” wywołał wściekłą reakcję Eureko.

Nastula reprezentujący wówczas firmę [Eureko - przyp. red.] groził nam publicznie procesem, na co ja stwierdziłem w rozmowie z nim, że bardzo chcemy tego procesu. Powiedzieliśmy, że w takim przypadku ujawnimy nieopublikowane dokumenty, które posiadamy. Jak można się spodziewać do procesu nigdy nie doszło. Nikt nam go nie wytoczył mimo, że oskarżaliśmy tam bardzo wiele osób i to w sposób wyraźny. Zapadła wtedy cisza, milczenie, sprawa rozeszła się po kościach.

Wieloma miliardami złotych spłacono w końcu Eureko, czyli mówiąc krótko, pewna grupa wzięła haracz i odeszła zarabiając na tym naprawdę ogromne pieniądze. Tymczasem PZU przetrwało, bo taki gigant zwyczajnie musiał przetrwać.

W tej historii pojawiło się i Opus Dei i służby specjalne i operacja „furacao” prowadzona w Portugalii, czyli operacja zwalczania prania pieniędzy. Portugalia była w pewnym momencie pralnią brudnych pieniędzy m.in. wywiadu rosyjskiego. Tam właśnie pojawiły się powiązania z grą o PZU.

Przeżyliśmy wiele niezwykłych zaskoczeń realizując ten film, np. w momencie kiedy trafiliśmy do najbardziej luksusowego kurortu w Portugalii, którego właścicielem był Andre Jordan, jeden z najbogatszych Portugalczyków. W trakcie przeprowadzonego z nim wywiadu okazało się, że rozmówca znakomicie zna język polski, a na pytania odpowiada nam czystą polszczyzną. Andre Jordan nazywał się wcześniej Andrzej Szpicman i pochodził ze Lwowa. Właśnie w jego kurorcie odbyło się słynne spotkanie Jean'a Talone z Marianem Krzaklewskim, gdzie układano jakby pierwsze prefiguracje do tej dziwnej prywatyzacji.

Zaskoczeń było ogółem bardzo dużo. Realizując ten materiał wiele się również nauczyliśmy.

Dziś z wielką frustracją i smutkiem mogę powiedzieć, że materiał nic nie dał, nikogo nie ukarano, nikt nie poniósł odpowiedzialności za operacje przestępcze. Wszystko przyklepano, sprawa właściwie znikła. Podobnie jak wcześniej, okazało się, że jej nie ma.

Pomimo wielkiej afery i utraty wielkich pieniędzy przez Państwo Polskie sprawa wygasła.

Nastała cisza.

oglądaj dalszą część rozmowy