Redakcja: Proszę przypomnieć na czym polegała afera FOZZ?

Witold Gadowski: Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego powstał pod koniec lat 80. w celu taniego wykupienia polskiego długu na rynku wtórnym. W tej operacji za dolara zadłużenia płacono dziesięć centów. Było to opłacane, ale nadal nielegalne, ponieważ państwa nie mogły dokonywać operacji takich, jak redukcja własnego długu. Stworzono więc sieć firm na zachodzie, które miały zajmować się nieformalnym wykupem polskiego zadłużenia. Odbywało się to wszystko pod kontrolą zarządu drugiego sztabu generalnego, czyli wojskowego PRL. Do realizacji celu skierowano wykwalifikowanych oficerów wywiadu na czele z mjr Grzegorzem Żemkiem, który stał się słynny przy okazji afery FOZZ.

Na przełomie epok, pomiędzy PRL a III RP z tego nieformalnego i quasi-przestępczego mechanizmu skorzystali aferzyści budujący kapitalizm III RP. W ten sposób pieniądze FOZZ trafiły do branży mięsnej, samochodowej, usługowej, do prywatyzacji polskich przedsiębiorstw i wreszcie do mediów. Zamiast wykupować polskie długi, pieniądze państwowe były prywatyzowane poprzez skomplikowane machinacje FOZZ.

Jednym z maklerów, którzy wykonywali duże operacje na zlecenie funduszu, nie bardzo wiedząc, jaki jest ich cel był znany makler z Düsseldorfu Józef Tkaczyk. To właśnie on jako pierwszy złożył doniesienie do prokuratury w Köln, że coś mu się nie zgadza, ponieważ zlecenia przelewu 50 mln, czy 100 mln dolarów pisano na serwetkach w lokalach. Było to nieprzyjęte, jak na niemiecką inżynierię finansową, wobec czego Tkaczyk złożył wyczerpujące zeznania przed prokuraturą w Köln. Niemcy uznali, że przestępstwo nie dotyczy kraju, którego obywatelem był Tkaczyk, czyli Niemiec. W ramach pomocy prawnej przesłali te zeznania wraz z bardzo niepokojącą informacją do polskiej prokuratury.

Od tego rozpoczęła się w zasadzie afera FOZZ, czyli kontrola NIK. Brał w niej udział Michał Falzmann, w czasie, gdy szefem NIK był Walerian Pańko. Kontrola skończyła na tym, że Falzmann umarł nagle na zawał serca, a Pańko zginął w podejrzanym wypadku samochodowym. Afera FOZZ, która przebiegała pod skrzydłami bezpieki wojskowej PRL zaczęła zataczać coraz szersze kręgi oraz przynosić coraz więcej ofiar.

Gdybym wymienił teraz wszystkie biznesy powiązane z FOZZ zrobiłoby się niewesoło. W związku z tym miała miejsce jedna z bardzo dużych spraw, w której doszło do porwania człowieka, czego do dziś nie wyjaśniono. Rozegrał się wokół tego cały serial faktów sądowych. Na raz świadkowie zaczęli popełniać seryjne samobójstwa. Podłożem tej sprawy również były pieniądze z FOZZ. Wybrano ludzi-słupy, którzy stali się znanymi przedsiębiorcami i na nich następnie te pieniądze przepisywano. Zakładano biznesy, prowadzono handel samochodami, handel mięsem, przeróżne operacje za pieniądze FOZZ. Te pieniądze otrzymała także jedna z telewizji.

Kryli się za tym oficerowie chcący czerpać benefity. Ci z nich, którzy nie chcieli szli do więzienia, kończyli jako aferzyści albo ginęli w podejrzanych wypadkach. Znam fakt dwukrotnego spalenia zakładów mięsnych na północy kraju, tylko dlatego, że pewien przedsiębiorca postanowił nie dzielić się finansami z oficerami. Oficerowie mieli zresztą duże poczucie humoru, bo wielkimi biznesmenami czynili byłych kelnerów, byłych złodziei samochodów, generalnie ludzi, których mieli w ręku. Dziś jak patrzymy na czołówkę polskiego biznesu, to ze śmiechem można odczytać kilka nazwisk, jako właśnie takich beneficjentów FOZZ.

Skończyło się to oczywiście jakimś szczątkowym procesem, w jakim skazano płotki. Skazano także Żemka, który po tym jak wyszedł z więzienia dalej jednak milczał. Jedną z oskarżonych w aferze FOZZ była między innymi mama znanej prezenterki TVN, która często gości na ekranie Faktów. Koneksji z FOZZ w TVN można zresztą odnaleźć bardzo wiele, gdyby tylko chcieć.

Trafiłem do Józefa Tkaczyka w Düsseldorfie, aby napisać reportaż o FOZZ. Kiedy Tkaczyk zaczął wyjmować kolejne segregatory i pokazywać mapy przepływów, po czym sam doliczył się kwoty około pięciu miliardów dolarów, które w tej sieci utonęły, zrozumiałem, że nigdy tego reportażu nie napiszę, bo nie przeżyję, a nawet jeżeli przeżyję to nie wyjdę z więzienia, ponieważ będę gnębiony do końca swego życia procesami sądowymi.

Wtedy wpadło mi do głowy, że napiszę powieść na ten temat, a jeżeli ktoś się będzie czepiał to powiem, że zwariowałem i jestem tylko obdarzonym bujną fantazją literatem. Tak powstała książka Wieża komunistów opowiadająca o mechanizmie transfomacji finansowej, czyli o tym, jak towarzysze zamienili legitymacje partyjne na książeczki czekowe. Książka sprzedała się znakomicie.

Wszystko to trwa nadal. Już drugie pokolenie FOZZ jest prominentami finansowymi tych operacji. Oczywiście za FOZZ powinien odpowiedzieć także Leszek Balcerowicz, który wówczas był ministrem finansów, ale jakoś dziwnie nikt mu tego nie wypomina, a jego uczeń i „teczkowy", Ryszard Petru, robi obecnie karierę polityczną.

Tak więc, dynastie FOZZ trwają.

oglądaj dalszą część rozmowy...