Red.: Czy powinniśmy w Polsce obawiać się „koncertu mocarstw"?

Jacek Bartosiak: „Koncert mocarstw" polega na tym, że istnieją strefy wpływów oraz układ równowagi. Systemy polityczne w danej przestrzeni tej równowagi potrzebują. Politycy i państwa wyceniają się, kto ile waży, jaką ma wartość ekonomiczną, wojsko itd. Celem jest równowaga w systemie, bo gdy istnieje równowaga mamy spokój. Dążenie do koncertu mocarstw pojawia się w sytuacji, gdy nie ma jednego superdominującego mocarstwa. W czasach istnienia imperium rzymskiego nikt nie szukał koncertu mocarstw. Kiedy po zimnej wojnie pojawiło się imperium amerykańskie, pax americana, czegoś takiego nie było, bo Amerykanie narzucali swoją wolę i realizowali ją poprzez kolektywne systemy bezpieczeństwa.

Tak samo pod koniec I wojny światowej chciał zrobić Wilson wykorzystując siłę mocarstw anglosaskich, ale już w trakcie rozmów wersalskich było widać, że Wielka Brytania chce się znaleźć w równowadze sił. Jest to naturalne, wszystko inne stanowi konstrukt sztuczny, prawdziwa równowaga sił oparta nie o romantyczne wizję, a realne rzeczy jest trwalsza.

Problem polega na tym, że to stwierdzenie jawi się niekorzystnym dla Polski, ponieważ małych państw, które nie łąpią się na definicję koncertu mocarstw, albo się nie słucha, albo wręcz nie mają one wręcz czasami prawa do istnienia. Ktoś musi być zjedzony, ktoś nie ma prawa głosu, a zatem nie może rozwijać swojej ekonomii tak, jakby chciał. Jest to kwestia mozliwości wyboru własnej drogi i rozwoju.

Test na to, kto się łapie do koncertu mocarstw jest bardzo prosty. Przy stole, który układa relacje siedzą tylko ci, bez których ustalenia mogą zostać wywrócone. Gdyby na przykład Rosja nie zasiadła przy tym stole, a decydowałaby się przy nim przyszłośc Ukrainy, to Rosja mogłaby te ustalenia wywrócić przez swoją projekcję sił wojskowych, niezależnie od ustaleń reszty. Ten bardzo prosty test polega na tym, czy układ zawarty przetrwa w sytuacji, gdy jednego lub drugiego nie będzie.

Polski nie ma przy stole rozmów o Ukrainie między innymi dlatego, że nie jest w stanie wpłynąć na trwałość układu. Kissinger dodawał również na przykładzie kongresu wiedeńskiego, że to nie wystarczy. Do koncertu mocarstw niezbędny jest także klej ideologiczny. Wtedy istniał jeszcze ancient regime, czyli utrwalenie świata feudalnego, świata hierarchii, umacniający koncert mocarstw. Czego by nie mówić, porządek kongresu wiedeńskiego, z wyjątkiem kwestii niemieckiej, przetrwał do I wojny światowej.

Nam powinno zależeć, by Polska się załapała na koncert mocarstw. Śmiem twierdzić, że to co ostatnio widzieliśmy, zestrzelenie rosyjskiego samolotu bombowego na Bliskim Wschodzie jest przejawem walki Turcji o uczestnictwo w takim koncercie, w którym będzie ustalana przyszłość Bliskiego Wschodu.

oglądaj dalszą część rozmowy...