Redakcja.: Co dla Polski oznacza „nowa Jałta”?

Jacek Bartosiak: Termin „nowa Jałta” został wprowadzony kilka lat temu, między innymi przeze mnie, jako symptom pewnego niepokoju. Oznacza on kres „pauzy geopolitycznej”, „pierwszej jednobiegunowej chwili”, czy „unipolarnego momentu” jak nazwał to Krauthammer.

Skończyła się pełna dominacja Stanów Zjednoczonych, która nastała po 1989 r., czyli po zakończeniu zimnej wojny oraz systemu stworzonego przez Amerykę, czego byliśmy geopolitycznym benificjentem. Przyjmijmy, że dobiegła ona końca w okolicach wojny gruzińskiej, gdy Rosjanie postanowili powiedzieć „stop" ekspansji NATO, również jesienią 2008 r. za sprawą krachu Lehman Brothers, krachu finansowego i gospodarczego w Stanach Zjednoczonych oraz wielkiego kryzysu lat 2008-2009.

Stany Zjednoczone osłabły, jednocześnie Chiny zaczęły relatywnie szybciej rosnąć. Powstały zatem przesłanki, aby pauza geopolityczna się skończyła i żeby wróciło stare, czyli gra o równowagę sił w Eurazji. Taka sytuacja uruchamia mechanizmy potencjalnie niekorzystne dla Rzeczpospolitej.

Skąd termin „nowa Jałta”? Jedno z prawideł potwierdzonych historycznie i geopolitycznie mówi, że państwo słabe, „heartlandowe”, nie będące w stanie, zdominować Eurazji, staje się naturalnym sprzymierzeńcem w grze o równowagę sił dominującego mocarstwa morskiego, które odgrywa zazwyczaj rolę architekta systemu gospodarczego. Takim państwem jest np. obecna Rosja, na tyle mocna, żeby istnieć i ekspandować na zewnątrz, ale nie tak potężna, jak dawniej Związek Radziecki.

Od czasów Henryka Żeglarza i wielkich odkryć geograficznych układ światowy i gospodarczy jest skonstruowany wokół szlaków morskich. W czasach napoleońskich Rosja była sprzymierzona z Wielką Brytanią. Napoleon, żeby zapanować nad Europą musiał stawiać czoło obydwu przeciwnikom w systemie kontynentalnym. Nie mógł on pokonać Wielkiej Brytanii, ponieważ ta miała flotę, dlatego też uderzył w Rosję i przegrał.

Ta sama historia powtórzyła się przed I wojną światową, gdy Rosja pomimo wcześniejszego konfliktu, tzw. wielkiej gry o dominację w Azji Środkowej, bała się, że Niemcy sięgną po Indie, czyli perłę w koronie brytyjskiej. Stało się tak, kiedy zobaczyła, że Niemcy się rozwijają i budują wielką flotę, dlatego właśnie zbudowała entante, żeby równoważyć wpływy Niemiec.

Później dokładnie ta sama sytuacja powtórzyła się podczas II wojny światowej, kiedy mocarstwa anglosaskie, łącznie już mocarstwa morskie, bo była to właściwie wojna morza z państwem „dreamlandowym”, sprzymierzyły się i zrobiły wszystko, aby Stalin był po ich stronie nawet pomimo, że to Stalin rozpoczął II wojnę światową przeciwko systemowi wersalskiemu.

W chwili obecnej rosnące Chiny, umacniające swoje wpływy na Pacyfiku i głębiej w Eurazji stają się zagrożeniem dla systemu międzynarodowego, którego architektem są Amerykanie, czyli dominujące mocarstwo morskie. Rosja z kolei jest umocniona przez Putina, ale wciąż słaba i tak postrzegana przez Amerykę.

Im bardziej Chiny będą rosły, tym bardziej Rosja będzie zaniepokojona ich umacnianiem się i tym bardziej będą nim zaniepokojeni Amerykanie. Rosja - dlatego, że graniczy oraz ma wpływy w Azji Środkowej, ale jest słabsza ekonomicznie. Amerykanie jako architekt systemu międzynarodowego będą się zaś bali coraz większego uzależnienia szlaku jedwabnego od Chin, a to stanie się świetnym klejem do Sojuszu.

Dlatego mówię o „nowej Jałcie”, do której już teraz widać przesłanki. Nie tylko z powodu Chin, ale też dlatego, że Rosja jest państwem „heartlandowym”, leżącym między Europą a Azją, stanowiącym immanentny element systemu architektury bezpieczeństwa. Nie podoba nam się to w Polsce, ale tak jest, dlatego zawsze wściekamy się, kiedy Zachód się dogaduje z Rosją.

Już teraz widać, że kwestii syryjskiej czy kwestii uchodźców nie da się rozwiązać bez Rosji. Ma ona też tak zwaną projekcję siły wojskowej, czego nie posiada Europa. Innymi słowy wielu dzisiejszych i przyszłych konfliktów nie da się rozwiązać bez Rosji. Choćby Zachód tego nie lubił ideologicznie, będzie się musiał dogadywać z Rosją, a dla Polski problem polega na tym, żeby do tego porozumienia nie doszło ponad naszymi głowami.

To jest kwestia nowej Jałty.

Ona może być mała, duża, wielka, w zależności od tego, gdzie się będą skupiać układy sił. Musimy sobie przy tym zdawać sprawę, że państwa mają interesy, a nie sentymenty.

oglądaj dalszą część rozmowy...