Idea tego tekstu narodziła się po przeczytaniu informacji, że znany artysta kabaretowy, Jan Pietrzak, znany z tego, że w tym i poprzednim ustroju chłostał satyrą władzę, zadeklarował, że teraz za rządów PiS-u będzie krytykował opozycję „bo jest wyjątkowo głupia”. Zrobiło mi się przykro… Nie chodzi mi wcale o to czy Pietrzak ma rację, i czy rzeczywiście opozycję wobec rządów PIS charakteryzuje niski poziom inteligencji – chociaż; kto mu dał prawo i jakie ma kwalifikacje by to oceniać? Sprawa w czymś znacznie ważniejszym: oto niegdysiejszy niezależny artysta-satyryk, twórca jednego z najgłośniejszych kabaretów czasów PRL-u, „Pod Egidą”, który przeobraził się w nadwornego błazna, żartownisia, który w zamian za okruchy z pańskiego stołu atakuje i ośmiesza przeciwników władcy. I to właśnie jest smutne...

Zacznijmy od samych podstaw – od pytania czym jest humor? Odpowiadając, tak jak to zwykle bywa w naukach humanistycznych – trzeba zacząć od początków, sięgnąć do starożytności, do filozofii greckiej. Filozofowie greccy jako pierwsi sformułowali teorię humoru jako wyrazu pogardy. Żartujemy, wyśmiewamy te osoby czy te grupy i kategorie społeczne, bo nimi pogardzamy. Śmiejemy się z policjantów czy blondynek albo z murzynów, bo czujemy się – niesłusznie - wyżsi, lepsi i godniejsi. My Polacy też jesteśmy obiektem śmiechu i szyderstw innych narodowości; np. ze strony Amerykanów (słynne „Polacks Jokes”). Narody bogate i szanowany zwykle śmieją się ze swoich biednych i kulturalnie i gospodarczo opóźnionych, sąsiadów. Np. Niemcy z Polaków, Polacy z „ruskich”, Rosjanie z Czukczów, a w Europie zachodniej, na przykład Anglicy z Irlandczyków.     

Teoria pogardy nie jest jedynym ujęciem humoru. Istnieją inne koncepcje, wzajemnie się korygujące i uzupełniające. Wśród najbardziej popularna jest koncepcja niestosowności lub niespójności rzeczywistości. Głosi ona, iż śmiech wywołuje zachowanie lub przedmioty przedstawione niewłaściwie lub niestosownie do danej sytuacji, miejsca i czasu. Na przykład, śmieszna będzie kobieta, która do dyskoteki przyjdzie ubrana w suknię balową. Inteligentna satyra polityczna polega na wyszukiwaniu różnego rodzaju absurdów w życiu politycznym oraz ich ujawnianie w skarykaturowanej formie. To jednak wymaga pewnej dozy inteligencji. Te intelektualne korzenie humoru można dostrzec w nazwie „dowcip”. W staropolszczyźnie dowcip oznaczał „rozum, inteligencję, talent, spryt”. (Podobnie niemieckie „witz” (od tego słowa pochodzi polski wic) wykształciło się z staroniemieckiego „wizzi” - intelektualna bystrość). Wielbiciele Trylogii Sienkiewicza dobrze wiedzą, że „kawaler dowcipny”, to nie facet lubiący opowiadać kawały, tylko inteligentny, sprytny szlachcic. Nota bene, mój promotor i opiekun naukowy z czasów Uniwersytetu Jagiellońskiego mawiał: człowiek inteligentny nie może nie być złośliwy. Zbyt dużo dostrzega absurdów i trudno się powstrzymać, by je choć jednym słowem nie skwitować.

 Trzecia teoria to koncepcja strach vs bezpieczeństwo. Śmiech jest efektem poczucia ulgi, gdy znika zagrożenie. Pojawia się poczucie bezpieczeństwa. Psychologowie rozwojowi zauważyli, że jeśli znajomy dziecka będzie robił do niego dziwne miny, to wywoła uśmiech na jego twarzy. Lecz gdyby coś takiego zrobił nieznajomy, to przestraszone dziecko zareaguje płaczem. W stanie wojennym początkowo z rozmów codziennych zniknął dowcip i anegdota – ludzie byli zbyt przestraszeni by opowiadać sobie dowcipy. W miarę stabilizacji sytuacji pojawiły się dowcipy na temat wojskowych, policjantów i sytuacji w Polsce. Był to dowód, że sytuacja po początkowym szoku wraca do normalności. Społeczeństwo oswoiło się z nową sytuacją. Zaintrygować, stopniowo zbudować napięcie i przedstawić dowcipne rozwiązanie w konkluzji – to tajemnica sukcesów towarzyskich kawalarzy. Słynnym dowcipnisiem i kawiarnianym filozofem przedwojennej Warszawy był Franc Fiszer. Dla przykładu stylu jego anegdot przytoczę jedną z nich: Mówi Fiszer; I ja brałem udział w ruchu niepodległościowym, dla ojczyzny się poświęcałem i ponosiłem ofiary. Kiedyś zaproszono mnie na uroczystą kolację konspiratorów. Przyszedłem do restauracji i co widzę, stół przygotowany, jedzenie na talerzach, a wokół nikogo… Okazało się miałem ogromne szczęście..,Kilka minut przed moim przyjściem policja wszystkich gości zabrała do cyrkułu… A gdzie tu ofiara ?, gdzie poświęcenie ? - pytają zintrygowani słuchacze - No bo sam musiałem zjeść ten tuzin zrazów.

Mówiąc o roli humoru w polityce należy zacząć od krótkiej i ogólnej uwagi na temat roli humoru w życiu społeczeństwa. W społeczeństwie istnieją dwie główne siły utrzymujące ład i porządek: to wstyd i strach. Strach przed fizycznym bólem czy śmiercią – to generuje stosowanie przymusu. Przymus rzadko jest stosowany, porządek w skali mikro utrzymywany jest dzięki sile wstydu. Wstyd to obawa przed potępieniem innych członków społeczeństwa. I humor, żart, szyderstwo jest jednym narzędzi generowania wstydu.  

Humor, tak jak wszystko, co istnieje w świecie, może pełnić pozytywną i jednocześnie negatywną funkcję. Dowcipy, zwłaszcza dowcipy etniczne czy narodowe często służą do poniżania i obrażania mniejszości narodowych lub sąsiednich narodowości (Polacy w Ameryce często tego doświadczają słuchając „Polacks Jokes”). Kobiety są też ulubionym obiektem mizoginistycznej agresji zawartej w anegdota wadach i dowcipach o blondynkach czy teściowych. Ale humor może pełnić też pozytywną rolę. W końcu lat siedemdziesiątych dowcipy, a konkretnie, dowcipy o milicjantach były przedmiotem interpelacji poselskiej. Jeden z posłów pytał, a były to czasy „późnego Gierka”, czy nagły wzrost intensywności dowcipów o milicjantach nie świadczy o jakichś defektach w pracy tej instytucji. Jednak nie efektywność MO miała tutaj znaczenie. W istocie rzeczy owa interpelacja dowodziła czegoś innego: panujący reżim tracił społeczną legitymizację. Milicjant, ostoja komunistycznego układu, w społecznej świadomości stopniowo stawał się figurą mniej straszną a coraz bardziej żałośnie śmieszną. Humor w tym przypadku wyrażał społeczną i polityczną emancypację narodu zniewolonego przez komunizm.  

Nie mogę się oprzeć i nie zacytować tutaj celnych i ważnych słów Friedricha Dürrenmata, które dokładnie trafiają w sedno problemu:  "W śmiechu ujawnia się wolność człowieka, w płaczu konieczność, a dziś mamy dowieść wolności. Tyranów naszej planety nie wzruszają działa pisarzy, ziewają słuchając lamentów, pieśni heroiczne uważają za głupie bajki, zasypiają przy utworach religijnych, obawiają się zaś tylko jednego: szyderstwa"

Inna funkcja humoru tu budowanie komunikacyjnych więzi. Zwłaszcza w czasach PRL-u, kiedy pewne tematy i osoby były objęte zakazem, czyli obowiązywała polityczna cenzura prewencyjna. I wtedy dowcip, zwłaszcza dowcip kabaretowy pełnił rolę komunikacji artysty kabaretowego z inteligencką widownią. Unikał cenzury, bo odwoływał się do ukrytych znaczeń z pozoru zwyczajnych przedmiotów i zachowań. To stanowiło jego dodatkową wartość i szczególną atrakcję. Widownia czuła się wyróżniona przez znajomość tego kabaretowego kodu językowego i jednocześnie czuła się częścią szerszej wspólnoty informacyjnej osób, które potrafią właściwie odczytać ukryte znaczenia. Anegdoty kabaretowe były też swego rodzaju pojedynkiem z cenzorem na właściwe odczytanie podwójnego sensu gagów. Wiedeński, przedwojenny satyryk, Karl Krauz, podsumował tę rywalizację następująco: „Dowcip, którego sens cenzor jest w stanie pojąć – słusznie powinien być zakazany

Podkreślmy, że nie w każdym społeczeństwie, nie w każdej kulturze i cywilizacji humor pełni taką samą rolę. Z grubsza rzecz biorąc istnieją dwie tradycje podejścia do humoru w polityce; wschodnia, bizantyjska tradycja oraz zachodnia, łacińska. W pierwszej z nich, tradycji bizantyjskiej, władza ma do spełnienia powierzoną przez Boga misję. Władza jest prawie tożsama z Kościołem, a władca jest traktowany jako wybraniec boży. W tych warunkach polityczny śmiech i humor jest niemożliwy. Żarty z władzy postrzegane są jak świętokradztwo, szarganie świętości. Satyryk może funkcjonować jedynie jako komik lub śmieszek, wygłaszający zabawne monologi oraz czy ogrywający krótkie scen dla zabawienia króla i jego dworu.

Istnieje też druga, zachodnia, łacińska tradycja. W tej koncepcji władza ma tylko ograniczone zaufanie wśród swoich poddanych. Nawet w średniowieczu, kiedy obowiązywało założenie, że władza pochodzi od Boga, dopuszczano możliwość uczciwego buntu i odrzucenia władzy. Mogło się tak stać, gdy władca poprzez swoje niegodne czyny stracił boską legitymację. W tej koncepcji istnieje też tradycja królewskiego błazna, żartownisia, który zabawiając władcę i dwór czasami pozwalał sobie na żarty z króla. Błazen mógł też pod przykryciem swoich błazeństw przekazać władcy informację czy opinię, której normalny dworak się wypowiedzieć. W Polsce takim błaznem był Stańczyk, wielokrotnie krytykujący króla Zygmunta za błędne decyzje. W tej tradycji humor polityczny i krytyka władzy jest czymś naturalnym i oczywistym.

Polska jako kraj między wschodem a zachodem jest miejscem ścierania się tych dwóch tradycji. Pojmowanie polityki na wschodzie Polski jest bliższe bizantyjskiej tradycji, zachód skłania się ku łacińskim koncepcjom. Nie wchodząc w szczegółowe analizy powiedzmy, że jest to rezultat wielowiekowego współistnienia, konkurencji i rywalizacji katolicyzmu i prawosławia oraz polskiego i moskiewskiego stylu uprawiania polityki. A zasadą jest, że organizmy społeczne toczące ze sobą wielowiekowe zmagania wzajemnie na siebie kulturowo wpływają upodabniając się do siebie.

Styl obecnej władzy w Polsce coraz wyraźniej przybiera kształty wschodniej tradycji uprawiania polityki. Świadczą o tym nie tylko hasła i transparenty noszone przez jej zwolenników, np. o prezydencie Andrzeju Dudzie pisze się, że go wybrał „Bóg i Naród”, pojawiła się książka z wywiadem rodziców Dudy, opisująca jak mały Andrzejek dojrzewał, by stać się godnym stanowiska prezydenta. Spory rezonans wywołał szczeciński transparent z cytatem z pisma świętego „Błogosławione łono, które Ciebie nosiło, i piersi, które ssałeś”. Przypomnijmy, że krytykę (szyderczą) poprzedniego prezydenta z partii PiS, Lecha Kaczyńskiego, jeden z katolickich publicystów przyrównał do mąk ubiczowania Chrystusa.. Nota bene, to nie przeszkadzało PiS-wskim publicystom chamsko drwić i szydzić z prezydenta Bronisława Komorowskiego. On nie był – ich zdaniem – wybrany przez Boga….  

Z drugiej strony nowe władze telewizji państwowej przystąpiły do realizacji nowej politykę w odniesieniu do kabaretów. Zapowiedziano, że rezygnują z „rechotu” na rzecz inteligentnego uśmiechu. Jednak w praktyce przejawia się to w usuwaniu politycznego humoru i próbach cenzurowania antyrządowych skeczów - kabaret Ani MruMru stał się tego ofiarą… Ale konsekwencje tej quasi-cenzury mogą być inne zakładanych: "Odkąd odrobinie sensu, którą mieli błazny, milczeć nakazano, odrobina błazeństwa, którą mieli mędrcy w całym pokazała się blasku" (William Shakespeare)

Kończę następującą refleksją: ostatnio na przez łamy prasy europejskiej przetoczyła się dyskusja nad „putynizacją Polski”. Wskazywać na to miały wzmocnienie i centralizacja organów władzy wykonawczej, osłabianie organów społeczeństwa obywatelskiego, próby kwestionowania władzy sądowniczej i zamach na organ władzy konstytucyjnej. Uważam, że sakralizacja władzy i ograniczanie znaczenia humoru politycznego i satyry antyrządowej dowodzi tego jeszcze bardziej. W coraz większym stopniu Polska zaczyna przypominać Rosję Putina nie tylko w sferze instytucjonalnej i organizacyjnej, ale także w kulturowej i mentalnej. Co nie znaczy, że stawiam znak równości między Polską Kaczyńskiego a Rosją Putina. Nie. W dalszym ciągu jest duża różnica. Ale w ciągu tych kilku miesięcy poważnie się zmniejszyła. I to jest niebezpieczne.  Bo oddalamy się od naszych korzeni którymi jest racjonalna cywilizacja łacińska. Przyjmujemy obce naszej kulturze wzory sakralizacji polityki. A takie połączenie dwóch wrogich elementów nigdy i żadnemu narodowi nie wyszło na dobrze!