Już w maju 2013 r. prezydent Obama obiecał 200 milionów dolarów na rozwój tej technologii. Już pół roku później firmie Solid Concepts udało się wykonać kultowy amerykański pistolet Colt M1911 z elementów wytworzonych przez drukarkę 3D. Otrzymana broń była w pełni sprawna.

Do tej pory metodą wydruku 3D wytwarzano tylko pojedyncze elementy broni palnej. Specjalizująca się w tym firma Defense Distributed miała jednak poważne problemy z drukowaniem części z tworzyw sztucznych o odpowiedniej odporności na wysokie ciśnienie i temperatury. Solid Concepts zdecydowało się na zastosowanie innego rozwiązania. Wydruk powstał w całości ze stali nierdzewnej z domieszką nadstopu Inconel 625 metodą selektywnego zgrzewania laserowego. Jedynie okładzinę rękojeści wykonano z nylonu wzmocnionego włóknami węglowymi. Solid Concepts jako jedyna spośród firm specjalizujących się w wydrukach 3D otrzymała federalną licencję na produkcję broni palnej (FFL).

Technologia jest przyszłościowa, budzi jednak spore zaniepokojenie urzędów i stowarzyszeń kontroli broni. Między innymi z tego powodu Defense Distributed nie otrzymało FFL.

Również rosyjski przemysł zbrojeniowy wiąże duże nadzieje z nowatorską technologią. Na początku lutego 2016 roku wchodzące w skład Urałwagonzawodu przedsiębiorstwo Elektromaszina JSC ujawniło wykorzystanie elementów stworzonych przy użyciu przemysłowych drukarek 3D w budowie prototypów uniwersalnej platformy gąsienicowej Armata. Anton Ulrich z Elektromasziny wyjaśnia, że drukarek 3D użyto do produkcji elementów prototypowych i eksperymentalnych. Tym sposobem udało się przyspieszyć prace badawcze i obniżyć ich koszty. Elementy seryjne są już konwencjonalnie wykonywane z metalu. Według Ulricha druk 3D pozwala na wykonywanie nie tylko pojedynczych części, ale także całych mechanizmów, co jeszcze bardziej usprawnia badania prototypów. Elektromaszina używa również drukarek 3D do wytwarzania form odlewniczych.

Podobną drogę obrali Chińczycy, którzy rozwijają technologię druku 3D odw roku 2001. Drukarki 3D były szeroko stosowane w programie rozwoju myśliwca pokładowego J-15, pozwalając na szybkie zastępowanie części uszkodzonych podczas prób. Nowoczesną technologią zainteresowała się także marynarka wojenna. Urządzenia zainstalowane na pokładach okrętów odbywających dalekie rejsy pozwalają na szybkie i tanie usuwanie skutków drobnych awarii. Dobrego przykładu dostarcza tutaj niszczyciel Harbin. Na uczestniczącym w misji antypirackiej na wodach Zatoki Adeńskiej okręcie w Nowy Rok 2015 pękło koło zębate w jednym z elementów układu napędowego. Z awarią uporano się drukując nowe koło zębate.

Zdaniem Chińczyków na obecnym poziomie drukarki 3D mogą wytwarzać jedynie proste części, niemniej koncepcja jest bardzo obiecująca i będzie dalej rozwijana. Podobnie mówią Rosjanie; drukowane części nie spełniają jeszcze wprawdzie wojskowych norm, jednak zdaniem Ulricha skoro mogą być wykorzystywane w przemyśle lotniczym i na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), to wykorzystanie ich na szerszą skalę w przemyśle zbrojeniowym jest tylko kwestią czasu. Elektromaszina ma już pracować nad drukarką 3D zdolną do produkcji elementów tytanowych o długości do kilku metrów. Prawdopodobnie Amerykanie ciągle poważnie wyprzedzają konkurentów. Od pewnego czasu krążą pogłoski na temat „ekspedycyjnych laboratoriów”, wspierających oddziały specjalne. Wyposażone w drukarki 3D laboratoria niemal na miejscu wytwarzają niezbędne elementy ekwipunku, często według ściśle określonych specyfikacji.

Szerokie wykorzystanie druku 3D będzie kolejną rewolucją przemysłową, także w branży zbrojeniowej. Każda rewolucja niesie jednak oprócz pozytywnycyh, także negatywne konsekwencje (niekiedy tych drugich może być nawet więcej). Broń z drukarki z czasem stanie się zapewne tańsza niż ta wytwarzana tradycyjnie, może tez być łatwiej dostępna, a to prowadzi już do wywrócenia wielu regionalnych układów siły.