Obniżenie ratingu dla Polski przez Standard & Poor’s (S&P) miało miejsce niemal miesiąc temu. Przeczekałem nieco czasu by zobaczyć jak media (komentatorzy) reagują na pogorszenie oceny naszego kraju. Przyznać trzeba, że decyzja S&P wywołała różne emocje wśród komentatorów, chociaż moim zdaniem nie powinna. Najlepiej kiedy raport S&P ocenie się znając materię, której dotyczy. Ci którzy próbowali wyrobić sobie opinie na podstawie medialnych komentarzy, różnego typu schematów, mogli mieć pewien problem z osądzeniem gdzie jest prawda.

Raport jest dokumentem o rozmiarze 11 stron, z których 8 poświęcone jest ocenie, jej uzasadnieniu oraz prezentacji danych makroekonomicznych bieżących, historycznych i prognozowanych. S&P wyraził w raporcie zaniepokojenie procesem podporządkowywania kolejnych instytucji państwa bieżącej polityce i obawami o kontynuowanie tego procesu, co w efekcie może prowadzić do dysfunkcji państwa m.in. w normalnym funkcjonowaniu państwa, w tym również w jego ekonomicznym wymiarze. Obawy S&P dotyczyły m.in. funkcjonowania Rady Polityki Pieniężnej (RPP) w nowym składzie, ustalanym właśnie w tym roku przez PiS (formalnie przez sejm, senat i prezydenta). Na tą chwilę mógłbym powiedzieć, że obawy o RPP są nieco przesadzone, niemniej potrafiłbym uzasadnić dlaczego analitycy S&P postanowili swoje lęki wyrazić. Nowy rząd dość bezpardonowo anektuje kolejne instytucje lub je osłabia i - przy akceptacji prezydenta – dość lekceważąco traktuje prawo i zasady legislacji. Pomysły przedstawiane w trakcie wyborów, a dotyczące roli NBP i polityki pieniężnej, budziły zdumienie (m.in. pomysły na zasilanie systemu bankowego w środki pieniężne na pobudzanie gospodarki). Nowy szef NBP i nowi członkowie RPP mogą wkrótce stanąć przed dość poważnym dylematem. Pomysły PiS na gospodarkę i politykę społeczną są dosyć ryzykowne. Funkcjonowanie w warunkach wysokiego deficytu finansów publicznych (DFP), niedawne deklaracje min. Morawieckiego o chęci (akceptacji) działania w warunkach osłabionego złotego, może zmusić szefa NBP i RPP do prowadzenia polityki zabezpieczającej nas przed inflacją i tzw. polityką procykliczną rządu. Politycy PiS w wyborach na stanowiska „gospodarcze” mają skłonność do nominowania osób o wyznawanych przez tą partię poglądach gospodarczych lub związanych z instytucjami powiązanymi personalnie z partią (m.in. instytucje pośrednio lub bezpośrednio związane systemem SKOK). Czy nowy szef NBP i członkowie RPP staną na wysokości zadania w czasach, które mogą się okazać niełatwe? Czy będą gotowi na konflikt z rządem? Nie mam 100% pewności, podobnie jak analitycy S&P.

Drugim i – moim zdaniem – najważniejszym punktem raportu S&P jest ocena zagrożenia jakie powodują próby realizacji obietnic wyborczych. Już w trakcie kampanii A.Dudy, PiS nie ograniczał się w obietnicach. W kampanii parlamentarnej obietnice były podbijane. Mimo iż PiS bił rekordy obietnic, obserwatorzy i analitycy mieli po cichu nadzieję że rząd PiS nie odważy się realizować obietnic przy naruszaniu zasad zdrowego rozsądku i dyscypliny finansów publicznych. Po objęciu rządów, PiS razem z prezydentem zabrali się za realizację obietnic, które – pomijając już dyskusję o ich celowości i skuteczności – powodują podbijanie DFP w najbliższych latach. ..i tu zróbmy mają przerwę by przybliżyć kwestie DFP.

Po kryzysie sprzed kilku lat, rząd PO-PSL ostatecznie sprowadził DFC w relacji do PKB z niemal 8% do poniżej 3%. Formalnie planowano 2,8% w 2015 r. O ile funkcjonowanie w warunkach deficytu jest dość naturalne w rozwijających się gospodarkach, to DFC powinien być jak najmniejszy m.in. by uniknąć jego radykalnego powiększenia w okresach słabszego tempa wzrostu gospodarczego i – przede wszystkim – kryzysu. W naszych warunkach byłoby dobrze sprowadzić DFC do przedziału 1%-2% PKB. Poprzedni rząd formalnie planował sprowadzenie DFC do poziomu 2% PKB w ciągu kolejnych kilku latach.

Tymczasem nowy rząd jest zdeterminowany obietnice wyborcze realizować, co od jesieni ubiegłego roku wywołuje niemałą konsternację wśród krajowych ekonomistów. Nie dość że pomysły nowego rządu powodują wzrost wydatków, to przeważająca ich część nie ma pokrycia we wpływach. Nowy rząd oficjalnie twardo też trzyma się wyborczej obietnicy, że realizacja programu wyborczego nie spowoduje cięć dotychczasowych wydatków. Na pytania jak rząd sfinansuje program 500+ w przyszłym roku oraz konsekwencje podniesienia kwoty wolnej od podatku (PIT) i obniżenia wieku emerytalnego, odpowiedź zawsze jest taka sama: nie będzie problemu. Na tą chwilę jest zapewnione finansowanie poprzez tzw. podatki sektorowe (bankowi i z tytułu handlu). Wpływy z LTE ( 9 mld zł) są jednorazowe i przypadają tylko na ten rok. A co dalej?? Rząd zapewnia że będą to wpływy z tytułu zmian w podatkach, a przede wszystkim z zmniejszenie szarej strefy. Tylko, że po przeliczeniach i prognozach, oczekiwanie takich wpływów okazuje jest nierealne lub oparte na wariantach o niewielkim prawdopodobieństwie realizacji. Na tą chwilę, przy przeciętnym wariancie, rząd funduje nam wzrost DFP do przedziału 5,0 – 5,5% PKB w 2020, a ponad 4% już w przyszłym roku. W takiej sytuacji wydawałoby się, że rząd powinien zadeklarować, iż realizacja programu wyborczego będzie wykonywana do wysokości dopuszczalnego w UE DFC, czyli 3% PKB. Tymczasem rząd robi dwie sprzeczne rzeczy: upiera się przy realizacji programu wyborczego i jednocześnie deklaruje że w najbliższych latach DFC nie przekroczy 3% PKB.

Upieranie się przy utrzymywaniu DFP na poziomie 3% PKB przy tempie wzrostu PKB rzędu 3,5% jest bardzo ryzykowne i niepotrzebnym wystawianiem kraju na ryzyko. Wysoki DFP można w jakimś stopniu zrozumieć w chwilach kłopotów gospodarczych i ratowaniem gospodarki przed pogłębianiem spadku popytu. Tymczasem my sami i z własnej woli tenże deficyt sobie podbijamy.

Wizerunku kraju na pewno nie poprawia też słabość ośrodka gospodarczego rządu. Ministrowie „od gospodarki” i finansów, podporządkowują się władzom politycznym, co tylko utrudni szybką reakcję na sytuacje kryzysowe, jeśli takie nastąpią. Tak sytuacja rodzi obawy o to kto, jak szybko i jakie decyzje podejmie w przypadku problemów gospodarczych.

Zupełnie niepotrzebnie i niesłusznie część komentatorów wskazuje iż opinia S&P jest sprzeczna z opiniami o gospodarce, m.in. wyrażonymi w raporcie S&P. Takim zestawieniem faktów, wprowadzali w błąd opinię publiczną m.in. ministrowie Szałamacha i Morawiecki. Pozytywna opinia o obecnej kondycji gospodarczej Polski nie stoi w sprzeczności z wyrażonymi obawami o finanse publiczne. S&P zwraca uwagę, że przyjęta polityka w zakresie finansów publicznych i upieranie się przy realizacji wyborczych obietnic wprowadza Polskę na bardzo niebezpieczną ścieżkę. Ja się pod taką oceną absolutnie podpisuję i uważam, że bardzo dobrze się stało, iż któraś z instytucji ratingowych zwróciła na to uwagę.

Mało poważne są próby deprecjonowania raportu S&P sugestiami, że agencje ratingowe już nie raz się myliły. Owszem zdarzało się. Nie mniej jeżeli ktoś zadał sobie trud i samodzielnie analizował podmioty lub kraje i porównywał ich ocenę z ocenami firm ratingowych, to będzie się musiał z dominującą częścią tych ocen zgodzić. Po drugie, używając innego typu dowodzenia prawdy, jeżeli czołowe firmy ratingowe często by się myliły, już dawno przestały by istnieć. Na tym rynku jest silna konkurencja.

Spotkałem się też przed kilkoma dniami z opinią poważnego komentatora (i w bardzo poważnej gazecie), że agencje ratingowe wydają czasami opinie pod oczekiwania banków lub instytucji finansowych. Było to sugestia iż tutaj, też mogło tak być. Niestety była to tylko sugestia. Czy S&P ryzykowałby reputację by narazić się innym instytucjom finansowym lub niefinansowym, które nie są zainteresowane osłabieniem złotego, spadkiem cen akcji lub spadkiem cen obligacji? Jak widać nie jest to takie proste. O ile nasza giełda spadała w znacznym stopniu pod wpływem wydarzeń międzynarodowych, to rating S&P rynkiem obligacji raczej nie wstrząsnął. A nasza waluta osłabiała się już i tak od jesieni.

Jak widać różnego typu schematy nie pomagają niejednokrotnie w ocenach. Nie ma więc co na siłę szukać uproszczonych sposobów na ocenę ratingu S&P. Dane gospodarcze są łatwo dostępne, więc każdy z nas może samodzielnie dość szybko zweryfikować wspomnianą oceną. Warto zapoznać się z cały tekstem analizy S&P. Wbrew nerwowym reakcjom w kraju, analitycy S&P szeroko uzasadnili swoje obawy i byli niezwykle ostrożni w budowaniu wniosków. Ocena S&P jest trafna i trzeba to zaakceptować.