Odradzający się na naszych oczach wielobiegunowy porządek świata nasuwa uparcie na myśl teorie przejęcia władzy (tranzycji potęgi) oraz cykli hegemonicznych. Według tych uzupełniających się teorii każde państwo, które osiągnie status hegemona po pewnym czasie musi liczyć się z pojawieniem się nowego konkurenta, lub też całego ich zastępu, chętnych do przejęcia dominującej pozycji. Rywalizacja między starymi, a nowymi potęgami jest regułą, w XVII w. Anglia, Francja i Holandia zaatakowały imperia Portugalii i Hiszpanii, by następnie zacząć walczyć między sobą. W następnym stuleciu z rywalizacji odpadła Holandia, a jej miejsce zajęła Rosja. Z tej walki zwycięsko wyszła Anglia, której pod koniec XIX stulecia rzuciły wyzwanie Niemcy, Japonia i USA. Z kolei zwycięzcą tej rywalizacji, po zawierusze obu wojen światowych i zimnej wojny, zostały Stany Zjednoczone. Obecnie na mocarstwa wyrastają lub do tego statusu powracają Chiny, Indie i Brazylia. Co ciekawe zmianą obecnie panującego układu sił z USA, jako hegemonem zainteresowane są w różnym stopniu także niektóre „stare mocarstwa” – Rosja, Francja i Niemcy.

Obecna sytuacja międzynarodowa pod wieloma względami przypomina tą z początku XX wieku. Tak teraz jak i wtedy jedno z mocarstw było postrzegane, jako najbardziej zainteresowane zmianą istniejącego porządku. W 1914 takim mocarstwem była II Rzesza Niemiecka, a obecnie Chińska Republika Ludowa. Sytuacja geopolityczna oraz cele obu państw wykazują, pomimo różnic cywilizacyjnych i położenia geograficznego, zaskakujące podobieństwa. Świadomie lub nie, sporo działań współczesnych Chin przypomina także postępowanie Stanów Zjednoczonych i Japonii na przełomie XIX i XX wieku.

Enfant terrible światowej polityki

Pierwsze skojarzenie, jakie wiąże się ze współczesnymi Chinami to „fabryka świata”, zalewająca świat tanimi produktami, kiepskiej jakości. Z kolei niemiecka gospodarka, chociaż także oparta na eksporcie, firmuje produkty wysokiej klasy. Paradoksalnie sto lat temu taką „fabryką świata” były właśnie Niemcy, które w tej roli zastąpiły Wielką Brytanię. Różnica tkwiła w oferowanym asortymencie. Podczas gdy współczesne Chiny produkują praktycznie wszystko niemiecka gospodarka przed pierwszą wojną światową skupił się na metalurgii, chemii oraz przemyśle precyzyjnym (z raczkującą jeszcze wtedy elektrycznością). W jej ofercie oprócz tanich, masowych produktów były także te najwyższej, jakości, czyli wszystko od armat przez zabawki po igły krawieckie. Jednym z głównych odbiorców masowej produkcji niemieckiej były w owym czasie Chiny. Jak widać historia zatoczyła koło.

Sukces gospodarczy, jaki Państwo Środka osiągnęło w ostatnich trzech dekadach przyczynił się do zwiększenia asertywności ich elit oraz dumy narodowej wśród zwykłych ludzi,. Powoduje to z kolei ambicję zdobycia pozycji prawdziwego mocarstwa, w Chinach dodatkowo wzmacniana wspomnieniem dawnej potęgi własnego państwa-cywilizacji i ponad stu lat doznawanych ze strony Zachodu upokorzeń. Jednak dążące do zmiany zastanego ładu Chiny, które oficjalnie się od tego odżegnują, wywołują oczywiście opór starych mocarstw, zdeterminowanych by utrzymać swoją dotychczasową pozycję.

Najbardziej zaskakującym podobieństwem między wilhelmińskimi Niemcami a ChRL jest zainteresowanie Afryką. W obu przypadkach główną przyczyną są zasoby naturalne oraz rynki zbytu. Chiny znajdują się jednak w znacznie lepszej sytuacji niż Niemcy na początku XX stulecia, bowiem dawny system kolonialny zastąpiony został siecią mniej lub bardziej oficjalnych powiązań z dawną metropolią. W takich warunkach dużo łatwiej prowadzić ekspansję gospodarczą i stosować nieformalne metody nacisku. Całą sprawę ułatwia dodatkowo Chińczykom antyzachodni resentyment w Afryce. Tamtejsi przywódcy nie chcą już słuchać kolejnych napomnień i kazań Zachodu o demokracji i prawach człowieka i witają z otwartymi ramionami przyjeżdżających z walizkami pieniędzy i nastawionych na biznes Chińczyków.

Najbardziej niepokojąca cecha wspólna obu państw to niejasne mechanizmy kontroli nad armią, prowadzące do przekształcenia jej w „państwo w państwie”. W trakcie pierwszej wojny światowej niemiecki sztab generalny zyskał większy wpływ na politykę zagraniczną państwa niż ministerstwo spraw zewnętrznych. Z czasem te wpływy zostały rozszerzone także na politykę wewnętrzną. W Chinach mechanizm kontroli partii nad armią jest wzorowany na Związku Radzieckim. W ZSRR partia, armia i bezpieka stanowiły trzy osobne organizmy, przy czym partia umiejętnie stosowała zasadę „dziel i rządź”, przeciwstawiając armię bezpiece i odwrotnie. W ChRL partia i armia stanowią strukturę jedną wewnątrz drugiej, a służba bezpieczeństwa podlega częściowo amii, a częściowo Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Co więcej, na ostatnim kongresie partii w 2007 r. około 30% delegatów wywodziło się z armii. To bardzo niebezpieczna sytuacja, nie do pomyślenia w Związku Radzieckim, która może to grozić przejściem władzy z rąk nowoczesnych technokratów do twardogłowych wojskowych, których nastawienie będzie znacznie bardziej nacjonalistyczne, a wizja dalszego rozwoju Chin znacznie bardziej konfrontacyjna.

Kolejne podobieństwo to sytuacja geopolityczna Chin i wilhelmińskich Niemiec. W obu wypadkach mamy do czynienia z państwami położonymi centralnie względem swojego regionu, czy kontynentu, które zawsze będą miały wszelkie predyspozycje do zdominowania sąsiadów. Oprócz położenia przemawiają za nimi potencjał ludnościowy i gospodarczy. Samuel Huntington twierdził, że Chiny tylko z racji samych swych rozmiarów mogą zostać największą gospodarką i potęgą globu, tak jak było to do XVIII wieku.

W przeciwieństwie do Chin, Niemcy są jedynie „państwem centralnym”, od czasu do czasu pretendującym do roli europejskiego hegemona, jaką pełniły we wczesnym Średniowieczu. Chiny zaś w opinii ich mieszkańców, były i znów mogą być centrum wszechświata, „Państwem Środka”, swoistym mikrokosmosem. Za Wielkim Murem, podobnie jak w USA istnieje silna tradycja izolacjonistyczna. Kraj ten w swojej długiej historii kilkakrotnie odcinał się od świata zewnętrznego. Dla Niemiec taki wariant jest niemożliwy-nigdy nie postawią one Wielkiego Muru w środku Europy. Cywilizacja zachodnia mogłaby istnieć bez Niemiec, chociaż byłaby znacznie uboższa. Z kolei Chiny to kilkadziesiąt ludów, prowincji wielkości państw europejskich, cywilizacja sama w sobie, która może istnieć w kontakcie czy symbiozie ze światem zewnętrznym, ale może obejść się także bez niego. Chińczycy są tego świadomi, stąd też bierze się ich paternalistyczny stosunek do reszty świata. Rezultatem tego są różne oblicza niemieckiego i chińskiego nacjonalizmu. Niemiecki nacjonalizm epoki cesarstwa zakładał ekspansję i konieczność udowodnienia własnej wyższości nad innymi. Celem chińskich nacjonalistów od ponad stu lat jest także udowodnienie własnej wartości, jednak w inny sposób. Najpierw było nim wyrzucenie z Chin „zamorskich diabłów”, a gdy okazało się to niekorzystne, wykorzystanie ich według zasady „wykorzystać Zachód dla Chin” do przywrócenia „Państwu Środka” należnego w ich mniemaniu miejsca. Nacjonalizm stał się dla KPCh wentylem bezpieczeństwa, pozwalającym kanalizować społeczne niezadowolenie, a po 1989 roku głównym filarem jej legitymizacji, jako ugrupowania i przywracającego Chinom dawną potęgę i broniącego ich przed Zachodem i Japonią, którzy nie potrafią się z tym pogodzić. Jednak w trakcie zeszłorocznych demonstracji antyjapońskich (wywołanych aresztowaniem przez Japończyków chińskiego kutra przy spornych wyspach Senkaku/Daioyu) sytuacja wymknęła się spod kontroli. Do haseł antyjapońskich dołączyły te krytykujące biurokrację, korupcję i nieudolność administracji. Po raz kolejny potwierdziły się obawy iż chiński nacjonalizm to „szpada o podwójnym ostrzu” i decydenci w Pekinie będą musieli zagrywać tą kartą coraz ostrożniej.

Olbrzymia różnica to także potencjał naukowo-techniczny. Nauka w cesarskich Niemczech była na bardzo wysokim poziomie, a w dziedzinie nauk ścisłych należało do światowej czołówki, z naukowcami dokonującymi przełomowych odkryć. W Chinach, które wydaja na naukę trzy razy większy odsetek PKB niż UE w ciągu ostatnich 30 lat dokonał się gigantyczny postęp, jednak nadal im daleko do światowej czołówki. Chiński przemysł mimo kilku spektakularnych sukcesów w dziedzinie wojskowości (o niepewnych możliwościach i osiągach takich jak niewykrywalny myśliwiec J-20, niszczyciele typów 051, 052, fregaty typu 054) ciągle ma problemy z opanowaniem rosyjskich i zachodnich technologii z lat 80- i 90-tych (przede wszystkim silniki lotnicze oraz nuklearny napęd okrętów podwodnych, ale także zaawansowana elektronika).