Na tej samej sesji parlament tego kraju uznał organizacje oraz członków nacjonalistycznych organizacji zbrojnych, istniejących w czasie II wojny światowej i w pierwszych latach powojennych na terenie Ukrainy i Polski, w tym UPA (Ukraińska Powstańcza Armia), za patriotów i bohaterów. O ofiarach, w tym wśród ludności polskiej, które padły z ich rąk, w tym o rzezi (ludobójstwie) wołyńskiej (sto pięćdziesiąt tysięcy ofiar), nikt – ani gospodarze, ani szacowni goście – nie wspomniał ani słowem. Widać te ofiary i ich skala nie przeszkadzają w pojednaniu z Ukrainą.

Przeszkodą jest natomiast tylko Katyń w stosunkach z Rosją – ale to tak na marginesie. Z dyplomatycznego punktu widzenia był to wręcz policzek, czyli stronie polskiej (w osobie głowy państwa) wskazano poniżającą rolę w stylu: wy i tak będziecie nas popierać, bo już nie macie innego wyjścia, a my dalej będziemy stawiać pomniki Stepanowi Banderze, ukraińskim organizacjom oraz ich członkom („strielcom”) uczestniczącym wraz z Niemcami w antyrosyjskiej, zbrodniczej również w stosunku do Polaków, wojnie w tym czasie.

Będziemy więc dalej upokarzani, i nic nie zyskamy, bo ukraińskie rządy traktują nas w sferze gospodarczej podobnie jak wroga nam dziś Rosja. Zresztą czy upadająca, a w zasadzie rozpadająca się ukraińska gospodarka stanowi dla nas jakąkolwiek wartość?

Czy my prowadzimy coś, co można nazwać „zagraniczną polityką gospodarczą”? Wiemy tylko o dwóch „sukcesach” tej polityki: utracie możliwości sprzedaży owoców i mięsa na rynku rosyjskim. O fiasku polityki proamerykańskiej w Iraku z litości nie wspomnę. Co dostaliśmy w zamian za udział w agresji na ten kraj, której efektem jest powstanie „Państwa Islamskiego”? Chcę zadać może niezręczne pytanie, czy w ogóle prowadzimy jakąś pozytywną politykę ekonomicznej ekspansji poza granicami Polski oprócz uległości wobec interesów naszych „strategicznych sojuszników”? Przecież polską gospodarką rządzą zagraniczne koncerny, a one wolą swoje interesy powierzyć rządom w Berlinie czy Waszyngtonie: na pewno są to dla nich silni i skuteczniejsi partnerzy.

Do czego więc zmierza nasza polityka wschodnia? Mamy tu dwa scenariusze: poprawny i niepoprawny. W tym pierwszym umocnią się „prozachodnie” rządy w Kijowie, a państwo to ma realnie zostać przyjęte do Unii Europejskiej, a potem do NATO (w całości?); nastąpi szybka „modernizacja” gospodarki ukraińskiej, co oznacza, że przemysł zostanie w większości zlikwidowany przez międzynarodowe koncerny, kopalnie zostaną w większości zniszczone lub porzucone, a kraj ten – podobnie jak Polska – stanie się rynkiem zbytu dla towarów z państw Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Do Starej Europy wyjedzie z Ukrainy kilka milionów młodych ludzi, którzy tam mają tworzyć – podobnie jako polska emigracja – przeciwwagę dla zrewolucjonizowanej mniejszości islamskiej.

Czyli powtórzy się litewski, estoński, łotewski i rumuński (bo już nie czeski) scenariusz „integracji z Zachodem”. Powstanie państwo słabe, które – mimo że posiada jednak silne atuty, jak chociażby urodzajne ziemie – prędzej czy później stanie się wielkim eksporterem żywności i zaleje nasz polski rynek tanimi towarami i surowcami rolnymi. Tak już raz było pod koniec XIX wieku, gdy wielkoobszarowe gospodarstwa na Podolu i Wołyniu dostarczały prawie jedną czwartą światowej produkcji zboża i stanowiły trudną konkurencję dla rolnictwa Kongresówki.

W scenariuszu niepoprawnym, nakreślonym przez kryzys gospodarczy i separatystów, rząd kijowski zmieni kierunek polityki, dogada się z Moskwą, czyli wróci do tradycyjnej prorosyjskiej polityki, i zostawi być może część pomników Bandery jako „dowód kompromisu historycznego”. Oczywiście do żadnej Unii czy NATO nikt nie będzie wchodzić. Zresztą czy upadająca strefa euro jest dla kogokolwiek czymś atrakcyjnym? Mocny dolar wynikający z niskiej ceny ropy i gazu jest nawet bardziej zabójczy dla Brukseli niż dla Moskwy. Wielka Brytania, która ma zasoby ropy w wysokości trzech bilionów baryłek, wystąpi z Unii i pójdzie już swoją drogą, ale o tym w innym miejscu.

My pozostaniemy jako nikomu niepotrzebny orędownik ukraińskich nacjonalistów, który – jak zawsze – postawił na złego konia.

Ciekawe, który scenariusz się sprawdzi?

 

Przedruk z mojej książki Szkice Polska-Rosja do nabycia tutaj: 

http://www.ksiegarnia.isp-modzelewski.pl/oferta-promocyjna-polska-rosja-p-802.html