Europa po atakach Państwa Islamskiego się boi, w strachu zaś dokonuje szokujących wyborów, zwłaszcza w takiej Francji, która do niedawna była flagowym okrętem przyjmowania i prób asymilicacji społeczności arabskich, czy też szerzej islamskich.

To tylko chwilowa zawieruch, czy też wiatr naprawdę zmienił swój kierunek?

Wczoraj siadając do napisania kolejnego odcinka swojego elektronicznego dziennika prowadzonego od kilku lat jako zapis zmieniającej sie rzeczywistości, zdecydowałem sie zamieścić kilka słow o tym co zdarzyło się w pewnym pieknym kraju nad Sekwaną. Te kilka słów pozwalam sobie zamieścić i tutaj, jako fragment mojego zamyślenia nad tym co się dzieje na naszych oczach, a czego może do końca jeszcze nie rozumiemy i nie jesteśmy w stanie właściwie ocenić.

Z dziennika - 07.12.2015

We Francji wygrał Front Narodowy, czyli skrajna prawica, kiedyś tak skrajna, że wręcz mówili o nich neofaszyści. No, ale jej twórcy, "starego" Le Pena już w niej nie ma. Z partii wyrzuciła go córka, za oficjalne głoszenie antysemityzmu i faktyczne powtarzanie kłamstwa oświęcimskiego. Marie Le Pen wiedziała, że z takim ojcem nigdy nie wygra wyborów, bez niego zaś, ma taką szansę. Wygrała bo działa Państwo Islamskie, ludzie się boją, a ona ma łatwe, proste recepty. Ludzie dziś chcą prostych recept. Nawet jeśli ceną za nie będzie rezygnacja z demokracji. Demokracja jest bowiem zawsze samotna, pozostawiona bez obrony zawsze umiera. No, a teraz nikt nie chce bronić demokracji, wszyscy chcą się bronić przed terrorystami. Demokrację można położyć na ołtarzu ofiarnym. W dniu w którym obudzimy się po pokonaniu Państwa Islamskiego i wszelkich innych terrorystów, okaże się że świat jaki powstał w ogóle się nam nie podoba, ale to już nikogo nie będzie obchodziło. Bo przecież nie będzie demokracji, będzie już tylko władza silnej jednostki, tej która poprowadziła nas do zwycięstwa i która zażądała za to zwycięstwo ofiary z demokracji. To jest droga na skróty, droga, która może doprowadzić nas tylko na dno otchłani nienawiści, walk wewnętrznych, siłowych rozwiązań. Nie ma ceny dla obrony demokracji, a naszym postepowaniem nie powinien kierować strach inaczej, to nie ma żadnego sensu. Sukces we Francji takiej, skrajnej prawicy, to raczej efekt słabości prawicy symbolizowanej przez N. Sarkozi'ego i lewicy obecnego prezydenta. Front Narodowy wyżywił się na ich błędach i jednocześnie wykorzystał strach. Ten bowiem paraliżuje wszystkich i wszystko wokół nas.

Tyle wczorajszych kilku zdań.

Dziś już na chłodno, po odreagowaniu szoku wczorajszych wieści, dostrzegam że to niekoniecznie tylko jeden poryw wichury prawicowo nastawionego społeczeństwa. Obok Francji, zmiany dokonały się już jakiś czas temu na Węgrzech, ostatnio w Polsce, pozycja premiera Wielkiej Brytanii jest niezagrożona, a do lewicowych polityków zaliczyć się go nie da. Współczesna Europa nie jest już tak bardzo zakochana w socjalnym państwie, liberalnych wartościach, czy też rozdawnictwie społecznym, a nawet jeśli je nadal lubi, to tylko obok bezpieczeństwa i to często za wszelką wręcz cenę. Dziś ponad wszystko znaczącą częścią społeczeństwa Europy rządzi strach przed kolejnym zamachem terrorystycznym, przed kolejną zawieruchą. Bo przecież trwa wojna na Ukrainie, trwa wojna w Syrii, Turcja zestrzeliwuje  rosyjski samolot, a rosyjski marynarz płynąc na swoim okręcie poprzez Bosfor, trzyma na ramieniu wyrzutnie pocisków rakietowych "Strieła". To nie są obrazy które mogą uspokajać, a w czasach niespokojnych rozdyskutowana lewica, rozleniwieni liberałowie, nie mają społeczeństwom wiele do zaoferowania.

Więc to wcale nie musi być tylko jeden podmuch wichury, to może zmieniać się wiatr, na naszych w dodatku oczach. W ciekawych przyszło nam żyć czasach, oby nie za ciekawych.

ps.

To tylko kilka reflekcji, całość wymaga szerszej i głębszej analizy, jednak dla mnie dozgonnie zakochanego w demokracji obserwatora świata, nie są to problemy wolne od emocji, jak zawsze gdy pojawia się ryzyko, że to co demokratyczne nie będzie najlepszym rozwiązaniem.