Że Chruszczow był Ukraińcem? To przecież nie miało znaczenia. Zresztą czy przywódcy państwa sowieckiego mieli jakąś tożsamość narodową? Byli przecież „ludźmi radzieckimi”.

Ważniejsza jest odpowiedź na pytanie: dlaczego Krym stał się, właśnie teraz, przedmiotem aneksji współczesnego państwa rosyjskiego, gdy świat (i Rosja?) wydawały się już pogodzone z układem granic państw postradzieckich. Warto zauważyć, że scenariusz działań jest analogiczny do tego sprzed ponad dwustu lat, gdy Krym po raz pierwszy stał się częścią Rosji. Tak jak teraz zaczęło się od powołania quasi niezależnego państwa krymskiego (wtedy był to Chanat Krymski pozostający w wielowiekowej zależności od Turcji), potem „adres do Rosji” o przyjęcie protektoratu (teraz tę prośbę uchwalił parlament krymski, będący władzą prawodawczą tej autonomicznej republiki ukraińskiej). Finałem był wtedy, tak jak jest i teraz, formalny akt przyjęcia zwierzchności rosyjskiej.

Można postawić więc dość banalną tezę, że współczesny prezydent Rosji chce tu równać się z Katarzyną Wielką, czyli przejść do historii jako ten drugi, który przywrócił przynajmniej część „wielkiej przeszłości”. Być może. Idea zbierania wszystkich ziem ruskich (car był przecież władcą „wszech”, czyli „wszystkich” Rosji) wróciła na Kreml wraz z dwugłowym orłem i pogrzebałą na zawsze komunistyczną doktrynę ekspansji rewolucyjnej w imię wymyślonego na zachodzie Europy komunizmu.

Jeden z oficjalnych ekspertów, snując prognozy na temat przyszłości polityki rosyjskiej w związku z konfliktem o Krym, stwierdził, że na Kremlu jest dziś wielu niezłych analityków, którzy mimo że są byłymi oficerami KGB, są jednocześnie zadeklarowanymi antykomunistami. Skwitowano to dość zabawnym wynurzeniem, że jak są dość pokaźne kwoty na koncie, jest się z istoty antykomunistą. W sumie żałosny jest często nasz polski dyskurs o Rosji wśród ludzi, którzy są lub chcą być strażnikami oficjalnej poprawności. Warto jednak przyznać tu choć trochę racji: Rosjanie, którzy już pod koniec bytu Związku Sowieckiego przeniknęli do jego struktur, w tym zwłaszcza tych resortów siłowych, byli często w duchu antykomunistami nie tylko dlatego, że mieli jako zwierzchność Komunistyczną Partię Związku Radzieckiego, a walka między policją polityczną a elitą polityczną znana jest od wieków.

Trzeba zgodzić się z głoszoną przez wielu poważnych, choć nie zawsze lubianych przez media teoretyków, że cicha walka Rosjan z postbolszewicką władzą polegała – jak nie raz w przeszłości – na przenikaniu do struktur tego państwa, a zwłaszcza do armii i sił policyjnych, czyli do faktycznego aparatu władzy. Potwierdzają to znane statystyki, że cały czas rósł udział Rosjan w kadrach dowodzących wszystkich struktur siłowych, które w początkach państwa sowieckiego składały się głównie z mniejszości narodowych lub cudzoziemców (np. Polaków). To, że byli to również później najzwyklejsi rosyjscy karierowicze – nic nie znaczy. Już dawno odczytano bowiem istotę ustroju tworzonego przez bolszewizm: partia rządziła przy pomocy aparatu polityczno-militarnego, który stał się tym samym jedyną siłą, która mogła zagrozić tejże partii.

To szybko zrozumieli ludzie urodzeni w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zeszłego wieku w Związku Sowieckim, którzy na początku lat dziewięćdziesiątych zmienili historię nie tylko Rosji. Podobnie było u nas: to „nasze” służby specjalne penetrowały i… organizowały opozycję wobec rządzącej partii, zresztą przede wszystkim po to, by pozbyć się swojego nadzorcy – ale to tak na marginesie. Ci ludzie przejęli później władzę w Rosji, mimo że byli w sensie obiektywnym „antykomunistami”, czyli przeciwnikami partii komunistycznej, choć w kieszeniach mieli z reguły legitymacje tej partii. 

Teraz chcą znów zbierać „pod jednym berłem” wszystkie ziemie ruskie, co w rosyjskiej spuściźnie myśli politycznej należy do kanonu. I niech nas nie dziwi, że dzieje się to pod przywództwem byłego oficera tychże sił, który twierdzi, że likwidacja Związku Sowieckiego była największą katastrofą XX wieku. Była dla tych, którzy chcieli przekształcić go w niekomunistyczne Imperium Rosyjskie, ale w tych słowach nie kryje się marzenie o powrocie do komunizmu.

 

Przedruk z mojej książki Szkice Polska-Rosja do nabycia tutaj: 

http://www.ksiegarnia.isp-modzelewski.pl/oferta-promocyjna-polska-rosja-p-802.html